Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 11.2004

Takie „Toto” dostałem dziś ze świeżą porcją codziennego spamu rozsyłanego przez Onet. Jak to spamm potrafi czasem skłonić do myślenia szare komórki, rozleniwione znudzonym przeklikiwaniem się pomiędzy witrynami i aplikacjami. Odnoszę wrazenie, że jakiś z bożej łaski psy-cholog świeżo po studiach zatrudniony na stanowisku szpeca od reklamy w firmie Braun usiłuje grzebać w mojej głowie.
Manipulować znaczy.
No bo jak prezenty dają, to fajnie jest. Jest OK.
Ale kiedy to jest Braun, to MUSI być wymarzony. Ni cholery. :D

Ale treść maila ściągnęła mnie na szczęście na ziemię.
Prezentu to oni nie dają.
Trzeba go sobie wygrać.
Zasłużyć znaczy, na spełnienie tych marzeń, wkopanych do głowy przez speca od reklamy firmy Braun (świeżo po studiach zapewne, albo to ja jestem taki stary lis, co to podstęp wszędzie węszy i blagę, tudzież inkszą manipulację – chociaż nie sądzę).

Podkusiło mnie – wysłałem mailem zwrotnym do pana Od Reklamy (w firmie Braun), taki oto wierszyk, któren był mi do głowy przyszedł reflexyjnie, podczas porannej defekacji:

Nie wiedziałem czego chciałem
Tak łaziłem z kata w kąt
Teraz mam golarkę Brauna
I podłączam ją pod prąd!

Albo i bez prądu się nią pozachwycam też.
Wymarzoną.

Skuł ją.
Szybko, zdecydowanie. I ciasno.
Znał sie na rzeczy. Zapiął jej metalowe bransoletki na plecach, zaraz nieco poniżej łokci, nie na nadgarstkach. Nawet jeśli kajdanki były chińską zabawką, aż za mocno spełniały swoje zadanie, wpijając sie zimnym, twardym metalem w przeguby, nie pozwalając ruszyć się ani na centymetr.
Leżała teraz z policzkiem przyklejonym i rozduszonym na czarnej, skórzanej tapicerce tylnego siedzenia samochodu, kompletnie nie wiedząc dokad jedzie i przypominała sobie wszystko powoli…

Dzień wstał trochę pochmurny, ale ciepły jak na prawie połowę listopada. Wstała, duszkiem wypiła kawę, umalowała się i chociaż jej się strasznie nie chciało, pobiegła na Uczelnię. Te cholerne laborki same się nie zrobią, a dołożyli ich w tym semestrze drugie tyle… Z tym było najwięcej siedzenia i liczenia. Odrobiła, i wlekła się do domu drugą godzinę, drogą przy parku, rozmyślając, SMSując i zerkając na żółte i brązowe drzewa.
I wtedy coś podjechało od tyłu. Nie zauważyła co, ledwo usłyszała pisk hamulców i otwieranie drzwi, a już czyjeś silne ręce złapały ją od tyłu za nadgarstki, ściągając razem na plecach i przez ostre szarpnięcie w górę zmuszając do zanurkowania w otwarte tylne drzwi, twarzą prosto w tą czarną skórzaną tapicerkę, do której teraz coraz bardziej przyklejał jej się policzek.
Poczuła jak zimne ostrze rozcina jej bluzkę, na plecach, wzdłuż kręgosłupa. Jednym szybkim cięciem. Co może być aż takie ostre?? Żeby tylko nie zahaczył…
Trzy następne krótkie ruchy ostrza rozcięły jej rękawy i stanik. Jedno szarpnięcie pozbawiło na raz bluzki i biustonosza. To bolało, szczególnie w sutki, które głupie, niewiadomo czemu, podnieciły się tą sytuacją i podrażnione i rozduszone jej ciężarem, przylepiały się do skórzanej, chłodnej tapicerki.

[end of part one]

Nad morzem też zima…

Brak komentarzy




Okazuje się, że w świetle obowiązującej od pół roku Ustawy o ochronie przyrody mam obowiązek zgłosić odpowiednim organom fakt posiadania ogona wiewiórki.
Ustawa nakazuje zgłaszanie do urzedów wojewódzkich i rejestrację zwierząt preparowanych lub ich części. Wiewiórki sa na liscie zwierząt objetych tym przepisem.
Absurdy są naszą specjalnością, nawet jeśli zostały wprowadzone po to, by dorównać standardom unijnym :D
Biorę więc mój ogon i jadę do Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi robić sobie jaja!

Zarejestruję ogon od wiewiórki!

Pierwszy śnieg…

2 komentarzy




Zawiało, ale nie zamiotło…

Taka choroba…

Brak komentarzy

Wracałem dziś z Uczelni na busik, a gdy mijały mnie dwie całkiem niezłe blondynki, podsłyszałem strzęp rozmowy:

–Bo to taka choroba krwi jest, homofilia! (*)

I tak sobie zacząłem wyobrażać, jakież mogą być typowe objawy takiego zespołu chorobowego?
Przysiadanie się chorego do naszego stolika w restauracji? Pojenie gości piątą z kolei herbatą? Całowanie w rękę wszystkich napotkanych kobiet w miejscu pracy?
Czy ostrym przypadkiem może być zboczeniec-gwałciciel? :D

(*)- zainteresowanych znaczeniem wyrazu zapraszam do Słownika Wyrazów Obcych, bo w Google nie ma :D

..czyli równo pięć lat temu. Cicho za oknem w półmroku listopadowym mija sobie rocznica. Pięć lat temu, przed listopadowymi przymrozkami, nabyliśmy na Runku dwie wielkie siaty zielonej papryki i siatę pomidorów.. Jako pierwszy wspólny zakup wylądowały w dopiero co, fuxem i tymczasowo wynajętym na pół roku mieszkaniu (ktore później podobnym fuksem nabyliśmy), i kulały się wszędzie, rozsiadały po szafkach, blatach, w szafkach, kiedy braliśmy się wieczorami za remont zapuszczonej niemiłosiernie przez Dziadków kuchni, zdzierając zwisające z sufitu płaty farby i zmywając ze ścian dwudziestoletnią czekoladę będącą zapewne podówczas szczytem luxusu wystroju wnętrz za pomocą farby klejowej.
Wiele i bardzo wiele ważnych i prawie wariackich rzeczy potrafiliśmy wtedy zrobić dla siebie. Zostawić gdzieś rodziny, pracę, miejsca w których wyrośliśmy i wychowaliśmy się od urodzenia, przyjaciół.. Żeby być. Ze sobą.



..był czas, miliard lat temu…

Siedzę sobie teraz z Kiniem i rozmyślam. Piszę.
Żal mi tego co było, a już nie potrafi, pomiędzy. To były dobre dni.
Życie i my wszyscy pokręceni jesteśmy czasem. Pragniemy zbyt wiele, nie potrafiąc zatrzymać i cenić tego co mamy.
Nie wiem co z tego zostało dziś. Każde ma swój pokój, komputer i telewizor. Książki i poduszki. Żyjemy bardziej dla siebie yourself, niż each other. Pojadamy wspólnie pyszne i pomysłowe ptasie potrawy. Czasem któreś z dzieciaków Pluszaków przyjdzie z wizytą.. Kinio, Puśka, albo Mikuś..

Komórkę sobie kupiłem..

1 komentarz

Kupiłem sobie komórkę. I co z tego, codziennie pewnie setki osób kupują komórkę.
Wiem. Ale moja dzielna złota Nokia 6310i (ta druga, bo z pierwszą się rozstałem, kiedy położyłem ją na dachu Hondzi i odjechałem w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku) była już trochę zmęczona.. I denerwowało mnie, że juz co drugi gostek zaczyna z takim telefonem chadzać, jak z bóg-wie-czym. Chociaż na prawdę ją lubiłem. Chyba do dziś uważa się ja za jeden z najlepszych telefonów „biznesowych”, choć to model z przed trzech lat…

Wesoło było, bo jako że podówczas żaden Operator GSM nie miał w swojej ofercie, a tym bardziej w jakiejś promocji tego modelu, najbliżej w Niemczech kosztował w przeliczeniu prawie trzy tysiace złociszy mało oberżniętych, zrobiłem rundke po komisach. I jak na złość, tam gdzie już wiedzieli że taki model w ogóle istnieje, mieli tylko w srebrnej szacie graficznej. A ja chciałem czarny. Srebrny jest byle Siemens, albo Motorola ;) A ja chciałem telefon który wygląda profesionalnie, nie jak zabawka dla gówniażerii, wyżebrana w promocji za złotówkę :D
Co do ceny byli prawie zgodni wszyscy. Zawsze była dość mocno czterocyfrowa. Bez przecinka.
Więc dobrze, znalazłem sobie już komis w którym nie śmierdziało tradycyjnie stęchlizną (ciekawa cecha komisów GSM.. :D), z telefonikiem za niewygórowaną cenę, oczywiście srebrny… Wziąłem cacko w mackę, poklikałem nieco i posmyrałem po klawiszach, pokiwałem głową z ukontentowaniem i pomyślałem: biorę.
Powiadam tedy:
– Chłopaki (do tych uwijających się po zapleczu), przyniosłem wam trochę pieniędzy, ale czarny kolor lubię.
– Nie ma sprawy – pry one dziarsko odkrzyknęli, i gdzieś do salonu obudowę zamieniać pomknęli! :)
Przyszło do płacenia, a raczej dopłacania do wymiany. Powiadam, po odrobinie targowania:
– Ale ja mam tylko stówę.
– Buuuu.. – zdezorientowane miny chłopaków z komisu
– Ale mam kartę do bankomatu!
– Ooooo!!
– Ale mam limit na karcie do 1000zł..
– Buuuu…
– ..Ale jeśli macie Neta, to mnie wpuśćcie, zrobię przelew z mBanku :D
Takoż uczynilim, ku ogólnemu i obustronnemu ukontentowaniu. Jeszce mi jakąś „prezerwatywkę” silikonową dorzucili ;)



..Nokia 6230.. (w tle: ogon od wiewiórki)

Ze dwa miesiące temu, kiedy zobaczyłem w newsach Nokii info, że taki model powstał, uszy zaczęły drgać mi znacząco i ochoczo, a w głowie zapaliła się czerwona lampka: ja-chce, ja-chce, ja-chce!
Wreszcie telefon który ma WSZYSTKO :D
Przyznam się bez bicia, że najbardziej to zależało mi na odtwarzaczu MP3, jako że nie lubię kiedy mi się jeszcze jedno „cóś” dynda u paska, kiedy mogę sobie wgrać dwie godziny „Pidżamy Porno” w MP3 do telefonu. Nieźle jest też, ze odtwarza MIDI – w Necie można znaleść na prawdę sporą darmową kolekcję dobrej jakości utworów. Najbardziej chyba lubie motywy filmowe, i to nimi zapycham pamięć mojej Nokii :) Radia to sobie tak jedną łapą słucham, bo jedynie słyszny i najlepszy zasięg ma Radio-(co)-ma-ryja ;) I fajnie jest tak sobie jechać busikiem do Łodzi rano na Uczelnię, oglądając teledysk Amerika Rammsteinu :D Chociaż przyznam, że trochę mnie śmiech pusty bierze, kiedy ktoś podnieca się wypasionymi straszliwie grami w komórce, na ekranie wielkości znaczka pocztowego i jakości z 386DX40 ;) Ptaszysko się trochę ze mnie natrząsa, że kiedy juz mam w telefonie fotoaparat i MMS-y, to obowiązkowo mogę teraz przesyłać wszystkim znajomym dziewczynom fotki aktualnego stanu swoich klejnotów (po tatusiu) z dopiskiem: „gdy myślę o Tobie” :P (a może: „Jezu, ufam Tobie! Że nie oklapniesz”):D


W Wołosatym
na końcu świata trwa cisza
grzeje w słońcu kudłate grzbiety
tylko kamienie spokojnie szepcą dawne historie
nocne łuny pożarów, cierpienia i walkę
zobojętnienie i otępienie
najstarsze lipy
wzdragają się konarami
wspominając ból ognia
strach przed ludzkim szaleństwem
zapomnienie i spokój
tych którzy pozostali
wsród korzeni

W Wołosatym
jabłonie dziczeją w ciszy.



Jeden z prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego,
cmentarz łemkowski w Wołosatem
(Bieszczady, tereny akcji „Burza”)…

Z życia cmentarzy…

2 komentarzy



..a noc przykrywa całunem spokoju płomienie które pomiętają, pełgające wśród wilgoci..

Cmentarz w przeddzień Święta Zmarłych jest polem walki. Babcie zawzięcie szorują Domestosem kamienne płyty, zdzierając z nich delikatne ślady dotyku opuszków czasu, wygrabiają do gołej ziemnej czerni piękny złotoczerwony jesienny całun z liści. Zapach skutecznej, bakteriobójczej świeżości snuje się pomiędzy kamiennymi płytami, przykrywającymi namiastkę wieczności dla naszych Bliskich..
W samo Święto, w południe cmentarz staje się promenadą, na której spaceruje się poważnie i dumnie, z Rodziną pod rękę, w pachnącym moliną wełnianym płaszczu i z parasolką, zerkajac, kto się pojawił, z kim, i jak wielkie kwiecie powiązane drutem tudzież ile sztuk plastikowych zniczy z Hypernowej na swoim kawałku lastryko postawił.
Dopiero noc przykrywa całunem spokoju płomienie które pomiętają, pełgające wśród wilgoci i opadłych znów liści.. Dopiero noc wydobywa na powrót z tych miejsc atmosferę, którą usiłujemy wyszorować i wygrabić.. Dopiero noc pomaga w ciszy i spokoju usiąść i powspominać tych, ktorzy musieli odejść. Pomyśleć nad ich życiem, tym co nam zostawili, tym dzięki czemu żyją w nas, nadal.. Pomyśleć nad swoim życiem, jak żyć by mogło być takie, by miał kto nas wspominać, byśmy mogli żyć wiecznie, w sercach naszych Bliskich…


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa