Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 12.2004

STREFA

1 komentarz

Cichy, narastający dzwonek w uszach.. Dzwoniące pulsowanie pod czaszką, przechodzące w coraz silniejsze wycie… Znak. Bieg.. Uciekać.. Byle tylko pulsowanie nie przeszło w ciągły pisk, coraz wyższy, narastający aż do granic niesłyszalności.. Brak pisku oznacza koniec. Uciekać! Byle dobiec do najbliższego autobusu jadącego na zewnątrz.. Bieg.. Czekanie na przystanku oznacza śmierć zmysłów. Bieg może nie wystarczyć.. Czas płynie inaczej.. na Obrzeżu nie mam nad nim władzy.. Trzy stopnie, bezpieczne sapnięcie pneumatyki drzwi za plecami.. cichnące pulsowanie.. Kolejny raz zdążyłem.

Nie mogłem dłużej pozostać w Strefie. I tak już przegiąłem dziś. Ci którzy próbowali zostać dłużej, kończyli w wariatkowie z jakąś dziwną schizochronią. Dawniej. Teraz nikt z nas, z Zewnątrz juz nie próbuje. tak jest lepiej. Wygodniej. Nauczyliśmy się żyć ze Strefą.

Kłębowisko nośników informacji. Zalew najnowocześniejszych technologii. Dziesiątki programów telewizyjnych, setki radiowych, i pokaźna pula pirackich stacji zapychała eter falami radiowymi, konkurując z dziesiątkami laptopów i innego szmelcu PDA komunikującego się na kilku pasnach Wi-Fi. Telefony komórkowe wszystkich pięciu generacji, skanujace przestrzeń przez GRPSy, IRDA, Blutotch i ACRy, komputery, skanery, sklepowe bramki, czytniki kart i identyfikatorów RFID, obserwujące wszystko uliczne kamery, czujniki ruchu, dymu, az po rozpoznające odciski palców domofony – wszystko to wysylało miliardy zmultiplikowanych pakietów informacji wszelkimi możliwymi częstotliwościami, od głębokich infradźwięków, przez fale radiowe, podczerwień, aż ku energetycznym zakresom mikrofalowym… Miliardy strumieni informacji, pulsujących poprzez rozgrzaną do czerwoności materię rzeczywistości, płynęło we wszystkie możliwe i niemożliwe kierunki, nakładając się na siebie, interferując, zniekształcając, zmieniając wzajemnie, wzmacniając, i dając efekty, o jakich nie przyśniło się na kacu nawet najlepszym specjalistom od tworzenia algorytmów korekcji błędów.

Tak powstała Strefa.

Najzwyklejsze centrum City.
Przesycone pędem informacji i rozedrganej energii, pełnej interferencji i zniekształceń. Informacyjny smog, technologiczna zupa, w której jak przed milionami lat na tej samej planecie, powstało Coś. Tylko dla niektórcyh bylo dziwne, że tak maltretowana przestrzeń zaczęła się zmieniać. Zniekształcać. Rzeczywistość zaczęła byc inna. Najpierw pojawiły się duchy. Już w połowie XX wieku któryś z teoretyków cybernetyki przewidywał powstanie „duchów informacyjnych”, duchów z maszyny. Nie były widzialne. I nie były takie jak w II cześci Matrixa. Były zmienionymi fragmentami postrzegania. I słuchały mnie. Zmieniały ją dla mnie.

Dla niektórych Strefa wcale nie istniała.

Mieszkali w niej od urodzenia, jak gdyby nigdy nic, używając swoich komórek, laptopów i czujników. Nie widzieli żadnych zmian rzeczywistości. Byli na nie odporni. Nie potrafili, tak jak ja, przybysz z przedmieścia, choćby spojrzeć, tak jak ja teraz, na przejeżdżający radiowóz. Jechał powoli, patrolując. Nie podobał mi się. Chciałem żeby szybko się stąd zabrał. W tym samym momencie jego tył uniósł się nieco, koła coraz szybciej zamieliły w powietrzu, zamieniając się w gąsienice.. Tył za sekundy opadł, a radiowóz z wizgiem przyspieszenia zniknął momentalnie za rogiem.
Wszedłem do sklepu na rogu, spożywczego. Troche zgłodniałem. Ale nie lubie kiedy ludzie sie na mnie gapią. Nie chciałem. Czas na zewnątrz mnie zwolnił, postacie poruszały się coraz wolniej, az w końcu zamarzły, w oczekiwaniu i w pół ruchu. Wybrałem co chciałem i wyszedłem. Wychodzac, zatrzymałem się przy kasie. Wynosić z niej nie było oczywiście czego, a moja karta w Strefie zawsze miała stan 28667,42. Zacokolwiek i kiedy bym nie zapłacił. Więc zapłaciłem zamrożonej pani kasjerce i wyszedłem.

Znowu to pulsowanie..
Czas ucieka..
Bieg..



Świąteczny wystrój jaskini Zbowida.

Z cyklu „Ptak ptakowi…”:
A ORŁU ciepło! ;)

A zaczęło się od tego, że mnie skroili.
Moze nie każdy codziennie robi taką głupotę, że siedzi sam w przedziale nocnego pociągu. Mi się zdażyło nie raz, i nic. Ale kiedy do przedziału ładuje się trzech niedomytych recydywistów w zdecydowanie określonym celu, taki Gucio jak ja nie ma szans. Ryj nie szklanka, ale stwierdziłem że zdrowie bardziej mi się jeszcze przyda niż komórka. Więc zabrali, i pewnie jeszcze dzisiaj piją za tą kasę. Niech im wątroba lekką będzie, a mi najbardziej żal tej całej „komórkowej kustomizacji” – tych ponad 400 numerów telefonicznych, adresów do znajomych, notatek.. Odtworzyć to wszystko, cholerna robota..
(plusem tej całej przygody jest to, że frajerstwo nie skroiło przy okazji alpinusowego Polarka Windstopera (nie miał krzyczącej metki NIKE ani PUMA, pasków też nie miał), ani butów (czarne adidasy pozbawione oznaczeń hehe). A także dowodu osobistego i kart kredytowych :)

W następnych dniach przez jeden głupi ruch straciłem 80GB danych z dysku twardego.
Pal licho poinstalowane Windowsy, i programy, installki i pierdoły które są odtwarzalne z Netu tego samego dnia, gorzej że ponad sześcioletnia zbiornica zdjęć z dziesiątek wyjazdów po świecie, wycieczek i wypadów poleciała w kosmos, razem z kilkunastoma plikami niedokończonych opowiadań, czymś w rodzaju pamietnika-bloga-offline ze wspomnieniami z czasów licealnych skrzętnie i powoli spisywanych. Znikneły też bezpowrotnie bazy danych z zamówieniami, listy kilkuset klientów, parę rzeczy na Uczelnię, listy ptasie na które nigdy nie odpowiedziałem.. O tym co u każdego na dysku: miliardzie MP3-ek i fotek z dupami i mangowymi obrazkami nie wspomne. A niektóre ładne były.

Dzisiaj włączyłem laptopa.
Stwierdził że przestał posiadać dysk twardy. Cóż, chrzęszczenie i trzaskanie głowic sugerowało coś wręcz przeciwnego, ale nie dla laptopa. Cóż, od dziś nie mam takze sprzętu do pomiaru sygnału Wi-Fi, i magazynu na zdjęcia.

Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. (Hi 1,21)

I taka mnie refleksja nachodzi.
Przywiązujemy się. Nawet nie koniecznie do rzeczy, przedmiotów, takich jak komórka, ale do pewnych STANÓW, które wydają nam się naturalne. Przyzwyczajamy się. Przyzwyczajamy się do tego, że tak wiele rzeczy mamy, tak wiele możemy. Tak wiele rzeczy jest po prostu. Ciepła woda w kranie, Internet w kablu, dziewczyna którą przytulasz przed zaśnięciem.

Robiąc coś, wydaje nam się że to jest bardzo ważne, tak nas absorbuje, wciąga, poświęcamy czas, siły i uwagę.

Ale czy tak na prawdę to WSZYSTKO co robimy jest ważne? Czy to co zrobiliśmy przedwczoraj, będzie dla kogoś kto przyjdzie po mnie?

A może za 40 lat mnie ktoś będzie klął, tak jak my dziadka, po którym (gdy mu się zeszło) przez trzy dni wywoziliśmy z gospodarstwa do wielkiego dołu taczkami tysiące słoików pełnych i pustych, kłęby sznurka snopowiązałkowego i skrawów folii, tudzież innych dóbr wszelakich zebranych przez kilkadziesiąt lat pracowitego, uczciwego życia.

Mozę tak na prawdę z tego co robię, ważne jest tylko to, co jest ważne nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim DLA INNYCH?

Chwile..

1 komentarz


Każdą dobrą chwilę można zabić,
ale niektóre złe sny nie znikają o świcie

Tak sobie myślę. Skoro prezesem jednej z większych polskich firm pt. ORLEN do niedawna był pan Wróbel, to wnioski na temat kondycji polskiej gospodarki nasuwają się same. Najsilniejsza jest nazwa. ;)

Ogólnie, całe toto, to jedna wielka Ptasia Afera…
Raz, że biedny Wróbel (prezes) dostał w kuper i wyleciał (nomen omen) z ORLENu, to jeszcze przy okazji całej tej afery Kulczyka chcieli przesłuchać.
A Kulczyk ładnie śpiewa, w końcu jest z kanarkowatych.
Słuchać go można godzinami.
Ale dla byle Komisji sobie dzioba nie będzie strzępił.
Poza tym, Kulczyk ma to pod ogonem, bo on ptak prawnie chroniony jest.
A poza tym, jako że migruje do nas z azjatyckiej części kontynentu, prawo do dogadywania się i konszachtów z Tamtejszymi ma. Nawet w sprawie rurociągu „Przyjaźń” :)

A jak śpiewa Kasia Stankiewicz (ta, co to „Widział mnie orła zięć”) śpiewa:

Chodź pójdziemy dziś na spacer
Chociaż piąta rano jest
Powrócimy z niego z kacem
Nogi nam obsika pies

Ja sukienkę włożę nową,
No i ciepłe majtki z krową,
Bo to zima już…

Wszelkie podobieństwo do zdażeń i osób jest zamierzone i nieprzypadkowe. Autor przeprasza ew. Czytelników za absurdalność świata rzeczywistego.


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa