Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 7.2005

„Wszyscy jesteśmy Londyńczykami”.
Koniunktura. Hipokryzja. Hasła głoszone solidarnie i bez zastanowienia.
Tak samo jak brytyjskie antyterrorystyczne ustawy styczniowe, po raz pierwszy usankcjonywujące nierówność obywateli wobec prawa, (i kwalifikujących wszystkich „śniadych” jako potencjalnych terrorystów).

Kiedyś chciałem wybrać się do Stanów. Ot, tak, pozwiedzać. Niagarę zobaczyć sobie, i Kolorado. Nie pojadę, bo się nie zgadzam na traktowanie mnie jako potencjalnego BANDYTY przez rząd USA. Po 11 września USA wprowadziły OBOWIĄZKOWE daktyloskopowanie wjeżdżających na teren USA. Tak samo, jak w Polsce, w latach 50-tych. Za Reżimu Stalina. Oczywiście wszysto w celach szeroko pojętej prewencji.

Gdybym był np. Marokańczykiem, mieszkającym w Londynie od 14 lat, majać żonę Angielkę i czwórkę dzieci, stałą pracę i grono przyjaciół, stał się nagle podejrzany i obywatelem niższej kategorii w świetle styczniowych ustaw, miałbym trzy drogi do wyboru.

1. Milczenie. Zaakceptowanie tego, że z dnia na dzień jestem niczym Żyd w Warszawie w 43 roku. Że mogę spokojnie żyć, jeśli tylko będę nosił żółtą opaskę z czerwonym półksiężycem.

2. Ucieczka. Zawsze można się wyprowadzić z kraju, kóry swoja polityką dyskryminuje część swoich obywateli. Rozwiązanie dobre, skutreczne, i konformistyczne.

3. Walka. Mój osobisty wybór. Państwo jest dla Obywatela, nie odwrotnie. Jeśli państwo uważa mnie za obywatela niższej kategorii ze względu na pochodzenie rasowe, to ja takiego państwa nie akceptuję w centum Europy. Czuję się zagrożony i dyskryminowany. I chcę walczyć o swoje prawa.

Dlatego NIE JESTEM LONDYŃCZYKIEM!
Każdy kto się dziś za takiego uważa, według mnie popiera współczesny angielski apartchaid i FASZYZM różnicujacy prawa obywateli ze względu na kolor skóry! NIE POPIERAM po prostu nowych brytyjskich ustaw antyterrorystycznych, będących w sprzeczności z całym kanonem prawnym, obowiązującym od czasów Cesarstwa Rzymskiego.

Szarma-Szejk

3 komentarzy

Jestem wstrzasniety kolejnym zamachem – zgineli ludzie prawdopodobnie w wiekszosci nieswiadomi problemow jakie sami wywoluja.

Egipt w okresie wakacyjnym bardzo często, co kilka miesiecy, jest celem zamachów terrorystycznych – to jest walka wewnętrzna o władzę, ukazanie slabosci wladzy wobec spolecznych zachowan i zjawisk narzucanych przaez Zachód.

Bylem i widzialem Europejki w bikini i Europejczykow w kapielowkach chodzacych po ulicach „kurortow” w krajach muzulmanskich, gdzie obowiazuja zasady i obyczaje nieco inne niz w swiecie zachodnim. Czesc spolecznosci miejscowej przymyka na to oko, bo golasy przywoza ze soba kase, ale przecietnemu mieszkancowi Egiptu wstyd byloby nawet spojrzec na te tlumy „golych dzikusow”. Stad sie biora frustracje, a potem kilku kolesiom ze szkoly fundamentalistow przychodzi ochota utrzec nosa bogaczom z zachodu. Bylo juz Bali, Mombasa, Luxor, Djerba, teraz polwysep Synaj, nastepny moze byc np Agadir czy Antalya.

Wiem, ze wszyscy dorabiaja sobie polityczne motywy tych zamachow, jednak uwazam ze my – ludzie z tzw. zachodu pozwalamy sobie za duzo, myslac ze mozemy z naszymi pieniedzmi szalec gdzie tylko nam sie zamarzy, bez wzgledu na obca nam kulture.

Apel: Potencjalna ofiaro wybuchu bomby w cieplych krajach – zanim wykupisz tania wycieczke zastanow sie czy swoim wygladem, zachowaniem i grubym portfelem nie spowodujesz kolejnego zamachu?

Motto: można ustawić grilla przy drodze i tłuc kasę. A ja będę zatrzymywał się tylko przy tym pod Dobrzycą.

Wracając z Ptaszyskiem z nadmorskiego wypadu, gdzieś pomiedzy Dobrzycą a Piłą, zjechaliśmy na leśne bardzo pobocze, zwabieni wielkim proporcem żółtym, z kaszanką we flaku na.
Bo „Kaszanka z grilla – przysmak prawdziwego biznessmena”)! Popas ów znam nie tylko z „The making of” teledysku mojej ulubionej kapeli „Pidżamy Porno”, ale i z raportu „Polityki”, pt. gdzie zjeść smacznie-ciekawie-tanio i z autopsji prejeżdżajacej kiedyś obok.
Słowem, kaszanka była typowo marketową kaszaną, ale za to pyrbasa (kiełbasa biała z ziemniaków) podbiła nasze serca i podniebienia doprawieniem odpowiednim i chrupiacym białym flakiem :) Mniam! Tego po prostu trzeba spróbować!
Natomiast kto nie spróbował „kiełbasy dwa dni wędzonej w dymie olchowym na zimno, trzeci dzień jałowiec” (jak głosił podpis na tacce pod smakowitymi pętami kiełbonów z dziczyzny i kawałkami chudziutkiego wędzonego boczku, ten nie zna życia w marynarce.
Przeto nabylim dwa takie kiełbony w zgrabnym pęcie, w celu pożarcia jednego, a drugiego w celu rozczęstowania, np. Ojcu podarowania, jako „łup z wyprawy nadmorskiej” :)
..Jednak owe plany spełzły na niczem, bo Ojca nie było w P., a Matka MałejŻonki spożywać ciężkiego nie może. Przeto dziwnym zbiegiem z okoliczności jeden kiełbon zniknął był z lodowki tajemniczo i błyskawicznie, choć każdy kto go tam kładł, spodziewał się, że ów nadal spoczywał będzie w lodówce. Guzik tam – nie będzie żadnego częstowania – podsumowało Ptaszysko, zaznaczając, że zjadło właśnie tego mniejszego kiełbona, więc mu się gryz z większego jeszcze należy :D

A kiełbon pyszniutki jest.. W żadnym Markecie takiego nie dostaniesz. Gęsty i twardy mięsowo, bez grama tłuszczu zbędnego, z odrobiną ciemnego dzika i sarny wychasanej w letnie popołudnie po lesie, przesiąknięty chłodnym olchowym dymem sączącym się wolno w cieniu grabów, pomiędzy deskami wędzarni im. Juranda ze Spychowa.

Bo tam wszystko ma swoje imię. Wędzarnie na gorąco to „Brunhilda” i „siostra Brunhildy” – taka pomocnicza, mniejsza (podpisane są na plecach), wędzarnię na zimno już przedstawiłem, a droga do kibelka nosi tamże dumną nazwę „alei im. Jana Stawiaklocka” :D

„Podążaj za białym królikiem”, albo aleją, po prostu :)

można ustawić grilla przy drodze i tłuc kasę. A ja będę zatrzymywał się pod Dobrzycą

Dziś zlewałem ^_-

Moja wina (w kieliszku) i mea pulpa (w baniaku)



..czyli jedna z kilku form podania truskawek, jakie na prawdę lubię :)

Teraz czas na porzeczki, wiśnie (wytrawne, mocne), i jabza!

Nie muszę

3 komentarzy

Władysławowo.
jakiś knajpo-lokal przy plaży, z piwem w cenie wasrszawskiej, czyli 8zł. Myślę sobie, usiądę, piwko wypiję.
Przy dystrybutorze staję, proszę.
Panienka nudząca się przy dystrybutorze wysyła mnie najpierw do kasy.
Przy kasie rodzinka kończy zamawiać filet z dorsza (atrakcja typowo bałtycka). Proszę o piwo. Panienka przy kasie powiada mi, że MUSZĘ iść na koniec kolejki, czyli za parkę która deliberuje właśnie nad cennikiem.
Więc według panienki przy kasie MUSZĘ poczekać aż coś w końcu wybiorą (może filet z dorsza :D)

Ja jednak NIC NIE MUSZĘ.
Po pierwsze, nie muszę kupować nic w tym lokalu. Takich pierdu-śmierdu-barów na samej ulicy we Władku jest z osiemdziesiąt.
Po drugie, NIE MUSZĘ zostawiać swoich pieniędzy we wiosze, w której nie mogą nalać szklanki piwa bez ceregieli, nie ceniąc klienta ani pieniędzy jego.

Doszedłwszy do ww. wniosków, wsiadłem w samochód i pojechałem w bardziej gościnne rejony polskiego wybrzeża.

Pozostało mi tylko współczuć tym, którzy wynająwszy kwaterę we Władysławowie za 40zł bez łazienki na tydzień, MUSZĄ dawać się robić w zwykłego huja kolesiom traktującym ich jak zwykłe chodzące wypchane portfele ze świnskiej skóry, o inteligencji monety 50-groszowej.

100kg sadła/mb

5 komentarzy

Idę plażą.
I czy to Sopot, Władysławowo, czy Jastarnia, wszędzie wylewa sięna mnie SADŁO. Co gorsza, sadło wylewa sie na mnie i moje biedne poczucie estetyki wprost z nadmajtek i z podstaników szesnastoletnich dziewczątek! To jest na prawdę ochydne estetycznie uczucie, kiedy młode, zgrabne 17-letnie dziewczę ma nad modnymi, turkusowymi majtkami bikini z białą lamówką zwisający wielki kawał tłuszczu, trzy fałdy sadła pod zapięciem stanika i wały tłuszczu wielkie jak wydmy w Łebie nad biodrówkami.

I każda oczywiście ma się za wielką kuszącą laskę, boginię swoich 10 metrów bieżących plaży.

I świat dzielić się zaczyna, tak jak w Hameryce, na dwa światy:
Tych zgrabnych, sprężystych i chudziutkich lasek z reklam, i tych owiniętych ochłapami sadła wielorybów nawet nie usiłujacych wybiegać z morza wśród bryzgów fal..

A pomyśleć, że kiedyś byłem maniakiem: miałem dobry sprzęt fotograficzny, teleobiektywy, etc, i potrafiłem godzinami wysiadywać na plaży łowiąc w kadr co ciekawsze erotycznie i fotogeniczne sztuki…

Dziś przeszedłem się z obiektywem po plaży Władysławowa i Jastarni. I DUPA. Nie zrobiłem ANI JEDNEGO zdjęcia.
I myślę że to nie z powodu tego, że gust mi się nadmiernie wysublimował :)
Po prostu kiedy będę miał ochotę oglądać wieloryby, do oceanarium sobie pójdę.

A tłuściutkie foczki w fokarium na Helu za całe dwa złocisze zobaczyłem.
I to nawet bez kostiumów kapielowych :P

Dzisiejsza „Wyborcza” doniosła:

Dziewiętnastoletni Sven Jaschan został skazany na 21 miesięcy więzienia w zawieszeniu. Sąd uznał go winnym komputerowego sabotażu oraz nieautoryzowanej modyfikacji danych

Prokuratorzy żądali dwóch lat więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 200 godzin robót publicznych za unieruchomienie co najmniej 142 sieci komputerowych i spowodowanie strat w wysokości 130 tys. euro. Eksperci przypuszczają, że straty wyniosły wiele milionów euro. Duże koncerny nie poinformowały jednak o nich, chcąc ukryć fakt, że ich systemy antywirusowe zawiodły.

Jaschan napisał wirusa jako nieletni. Podczas procesu skazany przyznał się do zarzucanych mu czynów, jak również do stworzenia i wprowadzenia do sieci innego wirusa – Netsky.

Mieszkający w liczącej 924 osób wiosce Waffensen chłopak pracował nad stworzeniem wirusów w piwnicy rodzinnego domu.

Wirus Sasser zaatakował w maju 2004 r. miliony komputerów na całym świecie. Korzystał z luki w systemach operacyjnych Windows. Zablokował między innymi pracę Komisji Europejskiej, australijskich kolei, poczt w Niemczech i na Tajwanie, linii lotniczych British Airways, fińskiego ministerstwa spraw socjalnych, 500 szpitali w Nowym Orleanie oraz spowodował odwołanie ponad czterdziestu lotów na lotnisku w Atlancie.

A ja tak sobie myślę.

Jakiś kilkunastolatek ze wsi, pracując w piwnicy, potrafi zmontować coś, co destabilizuje pracę systemów komputerowych kolei, szpitali i portów lotniczych.

To dla mnie oznacza, że nie trzeba ani ponadnaturalnych zdolności ni umiejętności, ni wielkiego geniuszu zła, by wykazać rażącą niestabilność oprogramowania serwera.

Zastanawiam się dlaczego właśnie JEGO skazuje się na jakąkolwiek karę, a nie ludzi, którzy NARAŻAJĄ NAS WSZYSTKICH, dopuszczając takie niestabilne i nieodporne na zakłucenia pracy systemy komputerowe!

Jezeli jakaś firma (np. z Redmond, jako że chodzi dokładnie o „Windows 2003 Server” [hahaha]) tworzy system operacyjny, którego pracę skutecznie i trwale może zakłucić byle nastoletni wieśniak, to taka właśnie firma NARAŻA moje ŻYCIE i zdrowie na permanentne niebezpieczeństwo! I właśnie TAKĄ FIRMĘ należało by pozwać do sądu, a nie dzieciaka, który pokazał jak awaryjne są takie systemy!

To tak, jakby produkować wszystkie samochody bez wyposażania ich w pasy bezpieczeństwa i poduszki powietrzne, a w razie wypadku skazywać KIEROWCÓW za brak zapiętych pasów bezpieczeństwa!

MICRO$OFT zawinił, wieśniaka powiesili.

PS: Upewnij się, ze port lotniczy z którego wylatujesz na wakacje, albo szpital w którym będziesz rodzić, nie jest kontrolowany przez system operacyjny z Redmond…

„Osiołek” ciągnie, ciągnie…



Limit danych Neostrady wysępionej od TePsy za 30zł wyczerpałem w 5 dni. Czas się przesiąść z powrotem na PolPaka :)


..a pakiety TCP/IP ino śmigają kablami..



..Fajnie jest byc lokalnym ISP i mieć prawie setkę IP-ków pod sobą :D


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa