Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 2.2006

Prosi była żona…

1 komentarz

Prosi była żona: Krzysiu, kup mi człona…

Kiedy zamykam oczy, śni mi się taki sen:

Robiłem wino. Renkoldowe chyba. Nie wiem dlaczego balony z winem stały u Rudej w Słupsku. Może dlatego, że lepiej dojrzewa – bliżej nadmorskiego słońca. Gdy już się wypykało na balkonie, żeby dojrzało, zostało schowane podczas specjalnej wyprawy, na czas dłuższy, zamaskowane w kartonach z tektury falistej, w na samym szczycie okrągłego wieżowca. Później, na koniec, trzeba było te zamaskowane balony z winem, wiekszy i mniejszy, przewieść z Rudą autobusem na dworzec PKP (w koncu Słupsk to autobusy, nie tylko w moich Opowiadaniach :) Z jakiegoś powodu kartony z balonami zostały podczas podróży zapomniane w autobusie, i trafiły do biura Kierownika lokalnego MPK. Długie i mozolne śledzenie po rozkładach jazdy autobusów, palcem i pieszo dokąd i którędy trafiły oba winne balony-kartony. Baliśmy się, że zanim je oddadzą, wszystko wychleją. Odlałem się po raz drugi pod mur gęstym, wiśniowym kisielem (ku chwale Ojczyzny, jako że obok była Amerykanska Ambasada [bardzo dziwne wrażenie, takie lanie gestym kisielem]). Puste, wieczorme korytarze biura, speluna studnia i zapomniany pająk w gabinecie. Są winne balony. Nietknięte. Pociąg odjeżdżał planowo, po północy.

Mission comlete.

Żona marynarki

Brak komentarzy

Jestem żoną (byłą) marynarki, która co miesiąc na dwa tygodnie wypływa w góry.

Kalambur jest piramidalny, ale wszystko to na oparcie w realnych faktach. :)

Ptaszki

1 komentarz

Ptaszek na ptaszka spogląda spod daszka:
– Ej, stary, zobacz, wypadnie Ci flaszka!

– Co jest po drugiej stronie zamknietych powiek?
– …
– Tak? A jeśli niema niczego?

Nie miała baba kłopotu, to wygrała laptopa.
No wygrała, sąsiadka moja. Dobra była po prostu w szybkim duszeniu guziczka w jakimś teledurnieju, albo miała wiedzę nt. seriali większą niż inni, nie wiem.

Fakt, ze ma klaptopa, jakiegoś Fujitsu, wartego w sklepie ok. 3 tysiace. Kobita jest z tych sprytniejszych, poczuła że ma pieniądz w ręku, postanowiła klaptopa sprzedać.

I podejrzewam, że umyśliła sobie, że sprzeda go od ręki za tą samą cenę, co ony w sklepie za szybką leży.
Więc obeszła kilkanaście komisów i sklepów komputerowych, zdziwiona wielce, że jeśli ktoś nawet tego klaptopa chciał, to najwyżej za cenę niższąniż w hurtowni, minus VAT (który musiałby zapłacić, sprzedając toto dalej)
Więc Kobieta laptopa nie sprzedała. Choć na Allegro mogła go pchnąć za 2,5 tys. od ręki.
Ale nie. Laptop leży w kartonie na szafie od trzech miesięcy, zapakowany. Z myślą że „może ktoś kupi”.
Tracąc na wartości około 200zł miesięcznie, od samego leżenia :)

A sama Kobieta używa ledwo chodzącego złomu marki Pentium 100, który ledwo wyświetla strony WWW, po głębokim namyśle. Laptopa nie używa nawet przez folię na klawiaturze, „żeby na dysku nie było widać że używany był”.

A mnie korci pytanie: ilu z nas myśli w taki sam sposób, nie koniecznie w temacie laptopa który spadł z nieba.

Nazywam się Jan Nowak.

Kiedy usłyszałem w „Radio Co Ma W Ryja” (jak mówi Chuck Norris), że ojciec Dyrektor prosi o wpłaty pieniężne, i że sam pokrywa opłatę pocztową za przekaz (3zł), postanowiłem Mu pomóc.

Jestem biednym człowiekiem, a jak mawia Pismo, „Wdowi grosz więcej wart, niż miliony bogacza”, postanowiłem wysłać aż TRZY GROSZE.

Ojciec Dyrektor (t)uczył dzieci swoje…

Obawiam się tylko, żeby ojciec Dyrektor nie miał mi za złe, że chcę go wrobić i naciągnąć na koszty :D

Jeszcze bardziej się obawiam, że jeśli kilka tysięcy ludzi w Polsce wpadnie na ten sam, całkiem nieszkodliwy pomysł, to ojciec Dyrektor będzie miał niezłe wydatki i tyły :D

Czego Jemu serdecznie życzę oczywiscie! :)


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa