Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 7.2006

– Co to jest?
– Niesmiertelnik
– A do czego?
– Zebym nie zapomnial kim jestem

To co z filmu „obłęd” („Jacket”) utkwiło mi najbardziej w pamięci. Musiałem czymś zająć umysł. Ręka trafiła na ten CD. Mroczny thriller podniósł mnie na duchu. Wiem że mogę jeszcze jakiś czas istnieć. Nieśmiertelnik przypomina mi kim jestem. Zrobiłem go o trzeciej w nocy z kawałka brzeszczotu od piły. Wydrapany napis codziennie mi powie kim jestem: „BĘDZIE DOBRZE”. Będę go codziennie poprawiał, aż się wyryje. W tym małym kawałku b. twardej stali narzędziowej i w mojej psychice na powrót.

Finałowe odliczanie…

1 komentarz

W listopadzie Dodo zdecydowała, że się jednak rozwodzimy. To na prawde nie jest dziewczyna która jest mi obojętna. Jedyna osoba która mnie tak na prawdę rozumie i wie „jak działam” i dlaczego.. Nie wystarczyło mi tego co ważne..

W lutym Wielka Firma SA wykupiła moją firmę, którą tworzyłem cztery lata, i która dawała mi na prawdę fajny dochód i mnustwo wolnego czasu.. Było-nima, za rok nie miałbym nawet tego.

W czerwcu Mysz wyjechała do Grecji, do roboty na cztery miesiące. Gdyby miesiąc później dla niej, miesiąc wcześniej dla mnie, było by razem. Były dla niej sprawy ważniejsze.

W lipcu totalnie nie podszedłem do sesji egzaminacyjnej. Olałem. Nie bylem w stanie psychicznie. Mam wykupioną dziekankę. Nie wiem czy to ma sens. Czy jeszcze na studia wróce..

Przedwczoraj zdechł szósty, dziśsiódmy z ośmiu chomików. Mimo że miał jedzenie i picie. Może ten stan psychiczny który rozsiewam wokoło je zabija. To za dużo na mój łeb, a co dopiero na chomika.

Nie mam już po prostu siły udawać że siedzę na powierzchni
Przestaję mieć jakikolwiek cel na cokolwiek
Zastanawiam się czy jeszcze kolejnego dnia wstać do pracy, czy juz nie..
Czy tylko iść jak co rano i co wieczór do Cytrynki po kolejne wino…

Nie mam nikogo, kto by mnie złapał gdy spadam..

Nie mam pojęcia co będzie za tydzień.. Za miesiąc, za dwa..
Wszystko przestaje istnieć…

Najpierw czego nie brakowało.

Nie zabrakło największej tradycji Woodstoku – Wielkiego Błota i radosnej, czarnej, błotnej kąpieli w nim gremialnej. I tak jak zeszłego roku Oni i One radośnie i w równej proporcji taplali się w mule i rozciapanej trawie, tak w tym roku stanowczo i przeważająco w błocie więcej było dziewczyn. Czyżby ich faceci zajęci byli chlaniem Tyskiego, kiedy one sobie coś udowadniały? Po raz pierwszy też dałem szczupaka w błoto – niesamowite uczucie :D
–Wygrałaś główną nagrodę – Przytul Misia! – jak mawia Szczęśliwie Ubłocony :)

Nie zabrakło też tego co najwazniejsze – super zabawy i muzy do upadłego w pył pod sceną. Od samego początku do samego końca, Owsiak zaserwował dużo fajnej, różnej muzy! I tak jak lubię Wielkiego Demoheryzatora jeszcze z czasów dymienia w Diecezji Łódzkiej na Pietrynie, Tak mi jakoś Big Cyc nie podszedł na scenie. Może to zmęczenie poróżą, albo złe nagłośnienie.. O panie Hołdysie powiem krótko: choc inicjatywa cenna, efekt żenujący. To już wolę kolesi z tak modnej kapeli Zabili Mi Żółwia, z ich textami od lat na poziomie wiejskiego poety z wczesnego liceum. :)

Na deser podano Farben Lerhen. I to mnie zaskoczyło. Na plus. Na wielki czad i ostrą zabawę jak za dawnych rockowo punkowych czasów. Na muzę ze współczesnymi tekstami, mogącymi spokojnie konkurować autentycznością i emocją z tak modnym hip-hopem.

A brakowało mi w tym roku…

Brakowało jak zawsze rzucającej sie w oczy wioski Hare-Kriszna na Górce. Tym razem Czciciele Zająca rozłożyli się o wiele mniejszym obozem u jej stóp, z o wiele mniejszym też zaangażowaniem prezentując dorobek barwnej indyjskiej kultury – choćby zaręczyny zamiast wesela jak co roku :D Pewnie dlatego, że wcześniej odbył się Festiwal Indii…

Nie zabrakło za to na Górce pana Hołdysa, który wg. mnie nieco jakby nie z tej bajki, pozował na wielkiego artystę krzewiącego Sztukę Przepiękną za pomocą kilku rozstawionych namiotów i jakichś dziwnych napuszonych i górnolotnych frazesów rzucanych z prywatnej scenki w namiocie. Nie przemawia do mnie ten facet gdy mówi. Stanowczo wolę gdy śpiewa.

Przystanek Jezus w tym roku zachował własciwe zdrowe proporcje, był marginalnym kółkiem różańcowym z kilkoma flagami chyba od szablonu. Myślę że tym razem robili go ludzie zaangażowani i autentyczni w tym co robią, a chcący zrobić coś dobrego dla innych, na swój sposób.

Zabrakło też jakby połowy uczestników. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie, mogąc w tym roku swobodnie wybierać wśród co lepszych miejsc na rozbicie namiotu. Dawniej już w piątkowe południe rozbić się nie było gdzie!
Zabrakło też chyba połowy flag i masztów miast, poutykanych pomiędzy namiotami – to co kiedyś tworzyło rój i gąszcz indywidualizmu sterczący w niebo jak w obozie pospolitego ruszenia, przypominało dziś raczej rachityczną szkółkę lesną :) Nawet „zły miś” powrócił jakiś brudny :)

Zabrakło mi też przebierańców, tych wariatów co chodzą w upał po polu w farmerskich kalesonach, w stroju Małysza z arbuzem na głowie, w za małym stroju SpiderMana, w snopku siana, czy w samych nalepkach z Toi-Toia:) Sam kiedyś łaziłem w pełnym stroju kusznika, z peleryną i kapeluszem z piórem. W tym roku rzucał się w oczy tylko jeden, w białym kombinezonie od skażeń biologicznych, pracowicie spryskujący wszystkich fachowo płynem do odkażania. Czyżby to był Mazi? :)

Zabrakło nieco organizacji pozarządowych (a w „Nigdy Więcej” zabrakło Wiktora :), nawet najprężniejszy chyba w Scenie sklep koszulkowy AX Młodego Alexa W tym roku miał szyld gdzieś wstydliwie w lesie ukryty.. Przy okazji zabrakło też chyba Starego Alexa :) Nie zrobiłem też ani jednego zdjęcia. Z tych samych powodów co nie było Myszy.

Ale było warto!
Owsiak jednak wie co robi. I robi to dobrze, i konsekwentnie od lat. I jest dla mnie autentyczny. Efekty tego co robi stoją w tysiacach szpitali w całej Polsce. Niedługo pewnie moje dzieci będą korzystały z tego sprzętu medycznego, który kupuje Orkiestra.

Dzieki Ci Stary, za to co robisz!
Rób tak dalej, do końca świata, i o jeden dzień dłużej!

Muflon.

2 komentarzy

Siedzimy sobie w pracy. Jak to Admini w dobrze zaprojektowanej Sieci, siedzimy i „krecimy kule szczęścia”, jak mawia pan Getzen. Ja cos klikam, moj co-admin – Mateusz wpierdala jakąś bułkę, pracowicie wypychając sobie nią otwór gębowy. Jako że to zwykle ja wymyślam jakąś robotę, coby nam do fotela dupa nie przyrosła, pytam:
– Kiedy posprawdzamy te LB-ki, co się rozstawiają?
– Ufhooo.. – odpowiada mój co-admin.
– Jaki MUFLON ? – zapytuję ciekawie :D
– JUTRO – wyjaśnia cierpliwie Mateusz, przełknąłwszy bułkę.

Nowe szaty Króla!

Brak komentarzy

Najnowsza kolekcja na lato, przygotowana przez market HIPERNOWA

..Czyżby nowe szaty króla? ;)

Ano i mamy lato. Cieplutko jest. Jeść się nie chce zbytnio. Przeto polecam małą, zgrabną kanapeczkę dietetyczną w sam raz na lato!

Sposób przyrządzania: zwykle to co tuczące, znajdowało się w środku kanapki, więc tym razem proponuję obkład całkowicie lekki i dietetyczny – kanapka przełożona jest świezymi listkami bazylii!!
Natomiast część wierzchnia i spodnią kanapki przygotowujemy z dwóch, centymetrowej grubości plastrów sera dojrzewającego, np. Le Brie REVEREND (24% tł.)

..Moja letnia kanapka dietetyczna ;)

BTW, Mig, świetny pomysł na prezent! :)

Ale mialem dzisiaj dziwny sen.
Polujace gepardy, ktore nie uzywaly tylnich nog (wiewaly swobodnie za nimi).
Wycieczkowy autobus, ktoremu odpadla jedna literka i zmienil sie w karawan (taka gramatyka).
Zebranie rady naukowej IBM w katakumbach hotelu wiezowca, na ktore z braku spodni poszedlem w ciemnoczerwonej spodnicy. Do czarnych rajtuz. Troche byla popruta z boku. Ale asystentka zdazyla mi podszyc, tak ze nie bylo widac (to bylo zebranie koncepcyjno – ideowe, wiec byla total wolnosc co do ubioru)

Lipiec

Brak komentarzy

Patrzę, za oknem
motyl zapyla lipę
pchając jej sswakę w … kwiatostan.


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa