15 sierpień, godzina 22:05, dworzec Łódź Kaliska. Tłumy dzikie przed wejściem na dworzec, sznur samochodów zapychajacych podjazd. Normalnie mysz się nie wciśnie. Myslę sobie – mecz jakiś się skończył, czy inne licho? Ale ludziska wyglądaja na jakieś takie niemeczowe.. Szalików nie mają. I w okularach chodzą. Chudziny takie. Ani chybi, co innego ludycznego się w Łodziowie odbywało. Zaaferowany taksówkarz wkłada szybciorem do bagażnika wielką torbę jakiejś panienki.

– Panie, co to za IMPREZA sie skończyła, że tyle ludzi?

Ten, nie odpowiada, ignorując mnie wzrokiem ze wzgardą.

Zastanawiam się dalej, idąc ku kasom biletowym. I nagle, niczym Gołębica w Zielone Świątki, olsniewa mnie zrozumienie!
To Lud Boży wraca z imprezy w Częstochowie!
..Przemierzywszy szlak wiary, niczym Santiago de Compostella (co można naszyć na płaszcz po przejściu na klęczkach przez to niskie przejście ?) powracają, taszcząc bagaż pełen przepoconych ubrań, rozdeptanych butów i wrażeń niezapomnianych.

A ja wracałem własnie z seansu „kod Leonarda da Vinci.

Interesujace zestawienie…