Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 2.2007

Nie znam wielu tych co kończyli na czczo
Nie mogąc złapać szczęścia paszczą

Jednak nie strzelę sobie w łeb
Nie skoczę w dół z wieżowca
Będę odwracał łeb do słońca
Ostatnią resztką sił do samego końca

Chrystus w dziurawym ortalionie
Czekam kiedy powie:
Jesteś mgłą, Stań na peronie
Znajdę tobie miejsce w wagonie

Był lipiec. Początek lipca. Kwitły lipy. Nie lubiła zapachu lip.

Pośród początku tego całego kwitnącego świata dwa rozkwitajace w szaleńczym tempie uczucia zostały jedną decyzją rozdzielone na zawsze. Bez prawa do odwrotu, do odwołania, do jakiejkolwiek nadzieji.
Bez jakiejkolwiek możliwości kontaktu. Bez internetu, który został odcięty. Bez karty SIM, która została zniszczona. Bez prawa pokazywania się na dzielnicy pod groźbą krwi.

Nie jestem w stanie napisać, co czuje człowiek, który przejeżdża koleją 453km, tylko po to, żeby siedzieć godzinami na opuszczonym boisku szkolnym, schowany za jakąś szopą, i wpartywać się z nadzieją w Jej okna, że się pojawi.. Ze świadomością, że każdy, nie tylko z dawnych znajomych, kto go tylko zobaczy na dzielnicy, spuści mu całkiem realny, krwawy łomot bez pytania. A Słupsk nie jest najbezpieczniejszym miastem.
Czy wiesz co czuje człowiek, który jest tak blisko, kilkanascie metrów od kogoś kogo na prawdę kocha, w miejscach wspólnie przemijanych, nie mogąc się nawet odezwać do, zadzwonić, pokazać na oczy? Jak to jest być kimś, kto może być tylko obok, w ukryciu, nigdy więcej razem?
Nie wiesz co sprawia, że mogłem się snuć wiele razy po całym mieście, tymi wszystkimi utartymi ścieżkami, ulubionymi skrótami którymi zawsze chodziła, chodziliśmy. I rozlepiać dookoła na murach stylizowane serduszka z wpisanym w środku Q. Jak Quarki.
Albo po prostu Ruda, wg. Dodziego kryptonimu.
Sam nie wiem dlaczego list pisany gdzieś w podróży, przyjechany specjalnie i zakopany w pudełku po filmie, pod jednym z Istotnych Kamieni w środku miasta, przed samym Woodstokiem Ona znajduje naprowadzona intuicją i strzałką nad „Q” (!). Nie wiesz że można pojechać dokądś 453km tylko po to, żeby siedzieć na Jej Uczelni, czytać i zostawiać wspólne tajne znaki przy gablocie z uczelnianymi ogłoszeniami. Bez nadzieji na spotkanie, nawet w przelocie.

Teraz tylko obserwuję Jej statusy na GG. Z nich czasem dowiaduję się że żyje. Czym żyje.

Na pamiątkę pozostał mi miliard wspólnie robionych zdjęć, setki zdarzeń które nigdy już się ponownie nie zdarzą, wykupiony wakacyjny wyjazd do Grecji, i Jej pierwsza, niewykupiona recepta na pigułki antykoncepcyjne.

I wtedy pojawił sie ktoś, kogo na prawdę bardzo potrzebowałem, kto znany tylko SMS-owo, nigdy nie widziany ani nie słyszany, przez wiele miesięcy podtrzymywał na duchu, trzymał za łapę, żebym nie upadł kompletnie.

Nawet wtedy kiedy budziłem się na resztkach upicia nad ranem, na jakichś schodach, w jakimś kreteńskim mieście, z porozrzucanym bagażem i komórką leżącą na środku ulicy. Ktoś kto kiedyś obiecał, że będzie trzymał za łapę, pomimo. To była Mysz.

..Czy ogłoszeniodawca był równie zalany jak jego dzieło…

Pamiętam jak wiele lat temu(*), a było to chyba w październiku, bo listopad był już pod znakiem Wicia Gniazda, wiozłem wszystkie swoje klamoty z Poznania do Pabianic, zapakowane pod sam sufit Hondzi..
Gdzies przed samą północą mijałem Łódź i rozpytywałem okolicznych taksówkarzy, gdzie o tej porze kwiaty kupić można. I znalazłem.
Pamiętam Jak dziś, to ciepło rozlewające się w głowie, gdy mijałem tablicę PABIANICE na rogatkach miasta. Tą dumę, zadowolenie, nadzieję, radość szaloną, że jadę ze wszystkim co chciałbym mieć przy sobie, do Tej dziewczyny, którą chciałbym mieć zawsze przy sobie.. Za sobą zostawiałem własną firmę komputerową, grono przyjaciół z klubu fantastyki, całą rodzinę, kontakty towarzyskie i biznesowe, środowisko poznańskie, w którym żyłem od 26 lat. A na przednim siedzeniu jechała ze mną pąsowa, dorodna i pulchna długonoga róża. Dla Ptaków.

Gdy zajechałem pod blok, ten jeszcze na Łaskiej, Ptaszysko już mnie wyglądało na parapecie i stuptało szybciutko na dół! Uwiesiło się na mej szyji, z czego skorzystała natychmiast róża, bedąca pomiędzy, wczepiając się w Jej sweterek (ochszczony później imieniem Swisią), jasnobłękitny, jak Dodikowe źrenice patrzone przez, z boku, na słońce..

..Później, tego samego października, gdy atmosfera w domu teściowej stała się dla mnie totalnie nie do wytrzymania, któregoś dnia spakowłem te same wszystkie rzeczy w Hondzię, by odjechać, i już nigdy nie wrócić..
Tak zapakowany podjechałem pod szkołę Dodo, żeby się pożegnać, przytulić i powiedzieć PI po raz ostatni..
Akurat była przerwa, wywołali Ją z pokoju nauczycielskiego..
Gdy dowiedziała się że odjeżdżam, tak na nigdy, natychmiast pobiegła do dyrektora prosić o zwolnienie ze wszystkich lekcji!

Przybiegła się uwiesić.. Staliśmy tak wtedy zlepieni, rozmawiając, przed szkołą, zapłakani, mijały nas dzieciaki.. Ptak się mnie uwiesił.. Wygrał.. Wiedziała że było warto..

Nie wiem ile jeszcze razy NAS ratowała.. Wstydzę się policzyć…

(*) – Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze sex był udany.

czyli:
Gdy Twój pies sika do kwiatów

Człowieka zakażonego wścieklizną może wyleczyć jedynie seria bardzo bolesnych zastrzyków w brzuch.
Tak samo człowiek który na prawdę kocha, może wyleczyć się z miłości po ponad roku traktowania go jak psa.

Gdy nie pozwala mu się nawet zadzwonić i zapytać, czy ukochana osoba cało wróciła do domu, w obcym kraju, sama na drodze między wioskami, po północy, gdy doczepial się do Niej nahalny Albańczyk o jednoznacznych zamiarach…
Gdy sam przybiega i wraca, zrywając się nawet o drugiej w nocy, gdy nie może już inaczej być sobą, by nie zostawiać, gdy sama. Mimo że potrzebuje rozmowy z kimś, kto na prawdę rozumie, a nie widziany od miesiąca, i wcześniej to sygnalizuje…

Nawet pies nie jest uczuciową zabawką.

Taki pies w końcu nasika właścicielce do kwiatów.

I odejdzie, jeśli ma dokąd.

Przez pół roku, każdego dnia robiłaś ze mnie swojego wroga.
Aż w końcu zapragnąłem nim być.

Nie siedziałem z Myszą Jej ostatniej nocy tutaj, we wspólnie wynajętym mieszkaniu.

Gdy powiedziala tej przedostatniej nocy, że mam spierdalać, pozostało mi tylko wyjść z mieszkania mowiąc ŻEGNAJ.

Wiec sam odszedłem, nim wyjechała.
Odszedłem tam, gdzie nikt nigdy nie powiedział mi, że mam spierdalać. Gdzie nikt nie bawił się nigdy moimi uczuciami, nie traktował jak psa, który kopany, wciąż i tak wraca.

Siedziałem we wannie, gdy przyszła się pożegnać. Nie miałem ochoty nikogo widzieć. A Ona nie miała ochoty Zaczekać chwilę dłużej.
Gdy otwarłem drzwi, nikogo już nie bylo.

I tak się skończyło.

A ja wciąż od osmiu lat mam jednego prawdziwego przyjaciela. Ptaszysko. A nawet Ptikulca.

Jeszcze w kwietniu mieliśmy wspólną wielkanoc w mychowym domu rodzinnym w Malborku.
Jeszcze miesiąc temu we trójkę z Dodo i Mychą przygotowywaliśmy wspólnie potrawy na wigilijny stół.
Jeszcze kilka dni temu było Myszy żal wyjeżdżać ze wspólnie wynajętego i urządzonego mieszkania.

A dziś okazuje się, że po raz drugi i kolejny Mysz nie jest w stanie dogadać się z kimś, z kim przychodzi Jej stale mieszkać, dłużej niż kilka dni w gościnie.

Z komś, z kim MUSI dzielić wspólne miejsce, TOLEROWAĆ wzajemne potrzeby i przyzwyczajenia, pomagać sobie, a jednocześnie nie wchodzić w drogę..

Najpierw pokłucona na śmierć i życie z Matką, teraz ja dołączam do kolekcji tych, z którymi żyć się nie da.

Do trzech razy sztuka Mysz!

Może się kiedyś tego nauczysz..
Albo NA PRAWDĘ dla kogoś będziesz CHCIAŁA!


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa