Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 12.2007

Jeśli…

Brak komentarzy

… Jeśli myślisz że właśnie kontrolujesz sytuację,
pomyśl, że kontroluję to, że tak własnie myślisz! :)


Kielich pór roku zgłębiając wielokroć
Można dotrzeć do Stanów Zjednoczonych Duszy
Kiedy sprzeczności się ze sobą zetkną
Jedno jeszcze pragnienie nieodmiennie suszy:
Zgubić sobą ból, gorycz i żal,
W KOLEJNYM skoku w nieskończoną dal !!!

Dopiero teraz dochodze do tego, ze wszystko ma swoj czas i swoja cene.
Do tego, ze jesli na sile chcesz przekroczyc czas przeznaczony na szczescie, musisz placic za to coraz wyzsza cene. Cene swojej osobowosci, odkrawanej z miesem bycia soba, za cene bycia z kims. Samemu okreslasz cene, ktora jestes w stanie placic za swoje szczescie.

I dopiero krew rozlana
Wskaze gdzie jest szklana sciana!

Dzis znów wiem, ze nie trzeba płacić. Wystarczy być sobą! :)

Jeśli ofiara, to z wiatru i fal
W następnym skoku w nieskończoną dal!

Z plecakiem pelnym ksiazek, wracajac z  biblioteki rowerem, zatrzymalem sie nad brzegiem jeziora, a rower powiesilem na wieszaku obok. Moj rower z dawnych czasow, "w wersji autorskiej", ten malowany na fioletowo i zielono, na szerokich oponach 26′, z dolozona przerzutka z tylu i z charakterystycznym ciernym licznikiem na przednim kole. Zawsze myslalem ze drugiego takiego niema na swiecie, a przechodzac chwile pozniej obok spostrzeglem taki sam, wiszacy na stojaku. Czyzby byl na swiecie drugi taki sam Zbowid, myslacy tak samo i zdolny skonstruowac taka hybryde – pomyslalem?! Jednak gdy wrocilem tam za chwile, jednego roweru juz nie bylo, a drugi wisial pozbawiony kol i wyposazenia.. Wkurzylem sie niezle, rozgladnalem dookola i wparowalem do warsztatu rowerowego naprzeciwko. Tam oczywiscie okazalo sie, ze maja wlasnie moja wysluzona maszyne na warsxtacie i wymieniaja detke tylnego kola. Zdziwilem sie, dlaczegoz niby sie za to wzieli – okazalo sie, ze dziesiec lat temu  zamowilem w tym warsztacie wlasnie ta naprawe, ale nigdy nie mialem czasu, by tam swoj rower podrzucic.. A dodzwonic sie nie mogli.. ;) Wiec kiedy moj rower w koncu dorwali, po prostu wzieli sie za naprawe.. Jeszcze dziwniej mial wlasciciel drugiego roweru – pare lat temu w tym warsztacie zamowil wielki kosz roznych gumowych pierdolow, ktorym go teraz uszczesliwili..

Poznalem kilka lat temu syrenę.

Przyjaznilismy sie od dawna, bo jak kazda syrena, mieszkala w jeziorku za ogrodem. Odpoczywala teraz tak jak ja, od zycia.. Chociaz poznalismy sie, gdy kupowala cos w naszym osiedlowym sklepiku. Bo jako dorosla juz syrena, potrafila juz na jakis czas zmienic syreni ogon w zgrabne nogi i zyc na ladzie.. Chociaz tak na prawde byla syreną morską. Urodzila sie w Wenecji, w 1451r. Nie dziwilo mnie to – w koncu morskie syreny sa dlugowieczne..

Pamietala z dziecicstwa szczyt i schylek handlowego imperium Wenecji. Namietnie zbierala i kolekcjonowala modele wielkich, majestatycznych zaglowcow handlowych, zwlaszcza tych Kampanii Wschodnioindyjskiej. Przypominaly jej czasy dziecinstwa, gdy przypatrywala sie, jak je wodowano..

Czasem zazdroscilem jej tego. Tego bycia w miejscach i momentach kiedy swiat rozkwitał, i gdy czas był jeszcze mlody. Zazdroscilem jej spotykania tak wielu ciekawych, interesujacych i znanych ludzi, nie tylko w znanej historii Europy.. Chociaz nie tylko ona opowiadala wieczorami o nich wszystkich, opowiadaly o niej slowa oczarowanych historykow..

Lubilem te chlodne, jesienne wieczory pelne wspomnien i syrenich opowiesci..

A lato bylo piekne tego roku. Zwlaszcza na poludniu Francji w koncu lat dwudziestych, kiedy swiat uspokoil sie juz troche po tym, jak Hitler zapanowal w Europie i Afryce polnocnej.. Chociaz ostatnie walki toczyly sie jeszcze w Etiopi, moja knajpa w Nicejskim porcie rozkrecila juz sie powoli, zdobyla renome wsrod elit, zrobila sie znana i odwiedzana przez bywalcow. Gdy pojawialem sie w niej zawsze pod koniec wieczoru w charakterystycznym, modnym, szarym garniturze w paski, kapeluszu a’la Indiana Jones, zwyklem mawiac: "Wyobrazam sobie niebo jako elegancki nocny klub, wiec czujcie sie u mnie jak w niebie!" I przy akompaniamencie bialego fortepianu, niesamowitym glosie drobnej francuzeczki Edith, oraz wysmienitym winie szmuglowanym do Nisse przez granice Gubernii Provance bawilismy sie, cieszac sie ostatnimi dniami cieplej jesieni… Az niebo na wschodzie, nad gorami, z czerni, granatu, blekitu, stawalo sie pomaranczowo-rozowe..

Polowanie. Nagonka, ujadanie sfory psow. Mysliwi na koniach klebiacy sie pod moim blokiem. Psy wbiegajace na klatke schodowa, w pogoni przed uciekajacym zamazanym ksztaltem, tuz obok moich nog. Cos, za czym gonila czarna, psia sfora, schowalo sie w rogu kuchni, za moja lodowke. Ktorys z czarnych, gonczych pudli przywarowal, owijajac sie wokol lodowki, czekajac na swojego mysliwego i zaslaniajac cialem osaczona zwierzyne. Lowczy nadszedl, trzymajac wycelowany sztucer w pogotowiu. W koncu wystrzelil! Po chwili juz wyciagal ze szpary pomiedzy lodowka a sciana trafiona zwierzyne.
Duzego, pulchnego, apetycznego, po wierzchu lukrowanego, andrzejkowego paczka. Z brzegami poszarpanymi srutem.



A że przecież góra szklana
więc dla wielu niewidzialna
I dopiero krew rozlana
wskaże gdzie jest szklana ściana
Więc po śladach cudzej krwi
wiedzie wąski ślad na szczyt
….

Jeśli ofiara, to z wiatru i fal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal!

….

Balladę swą posyłam Ci
za uśmiech który dałas mi
Dziewko z oberży miasteczku P.

Obcy przybyszu w miasteczku P.
gdy umrzesz niech powiodą Cię
poprzez błękitny nieba łan
gdzie czeka Pan

….

I na bydlęcej drodze
Pan Jakuba błogosławił
wprzód mu odjąwszy władzę w jednej nodze
Odtąd wolnych poznać po tym, że kulawi

….

…Czyli po prostu słucham i odlatuję przy najnowszej, jak zwykle niesamowitej płycie Grabaża – „AUTOR”
I przypomina mi sie pewien wieczór, przed 23″, za przeszklonym piątym piętrem Multikina, z widokiem na przysypiającą już Łódź.. Trzy, albo cztery lata temu. Pierwsza plyta „Strachy na Lachy” sącząca się cicho i Ruda sączaca piwo… :)