Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 1.2008

Irlandia. Szare, wapienne, dosc strome zbocza wawozu, o krawedziach lekko juz zaokraglonych przez czas. Sciezka wijaca sie zboczem, wsrod zalomow skalnych, dnem wartko sunie gleboki potok. Gdzies z oddali dochodzace mamrotanie, zlewajace sie z zaspiewem potoku..
- Heya-hou.. Heyahoou, we go, we goo!..
Powoli i ostroznie, zza skaly wylania sie maszerujaca kolumna postaci. Stare, przygarbione, pomarszczone twarze, z siwymi brodami, niektore w okularach.. Karbidowe latarnie, gornicze narzedzia w dloniach, kurty gdzieniegdzie nadgryzione czasem i ostrymi krawedziami skal. Krok powolny, ale rytmiczny i zdecydowany. Kolumna wylania sie znow, zupelnie blisko, tu gdzie sciezka zbliza sie najbardziej do strumienia.
Z dna potoku niepostrzezenie podrywaja sie ku powierzchni chude, blade, kosciste nieco postacie, zwinnymi ruchami podplywaja do kamieni wystajacych z nurtu.. Ich blade twarze wychudlych czterdziestolatek szepcza cicho i kuszaco do przechodzacych:
– Przytulcie sie do nas czule – bedziecie mokrzy, ale czysci! – wabia, rozchylajac sine z zimna usta, ocierajac sie drobnymi, blekitnawymi piersiami o kamienie zatopione w nurcie.. Spieniony nurt omywa ich spragnione suchego ciepla ciala..
Okolone ryzymi brodami, suche twarze gnomow przemijaja za nastepnym wystepem skalnym..
…Hey ho, heeya-ho, we go, we goo..

Nawet potężni Rzymianie, zanim postanowili stad odejść na zawsze, narzekali, ze w tej ziemi nawet metal nie potrafi uczciwie zardzewieć ani zaśniedzieć…

Kiedys, za czasow mojego dziadka, stacjonował tu nawet mały garnizon wojskowy, działała rzymska szkoła rzemieslnicza, slawna w okolicznych wioskach.
Za czasów mojego ojca, ostatni dwaj rzymscy kowale, wlasciciele osady, klnąc tłusty metal do żywego, wykuli z resztek brązu ostatni pług i sprzedali go niczego nieświadomemu kupcowi nubijskiemu za cztery talenty złota, dodając naszą osadę gratis. Kupiec podobno zbankrutował, chodziły nawet słuchy, że z powodu dziwnego zamieniania się złota w jego kufsze w ciężkie, szare sztabki miękkiego metalu..

Dziś, jako nastolatek, jak co roku, zgodnie z rodzinną tradycją, pomagam naszemu szamanowi w kowalstwie.
Szaman właśnie przyniósł zawinietą w sukno bardzo zaśniedziałą, misternie kutą w brązie figurkę jakiegoś bożka.

Nie mieliśmy kowadła. Żelazo dziwnie sie łuszczyło, pozostawione samopas nawet na krótko.
Szaman położył figurkę na dębowej, wymęczonej razami desce i zaczął kuć.
Zdecydowanymi ciosami okładał kamieniem misterne, zaśniedziałe ornamenty figurki, która z wolna, jakby od niechcenia, traciła swój kształt i śniedź.
Pod ciosami szamana metal wreszcie zaczął połyskiwać świeżą opalenizną brązu, formować się w trzon, powoli rozwidlajacy się w kształt procy.
Naszej jedynej broni w Południe Letniego Przesilenia.
Zawsze tak było. Co roku wykuwaliśmy naszą jedyną broń, z nadzieją że jeszcze raz zadziała.
I każdego roku Proca Przesilenia, wykuta poprzedniego lata, zawsze, nawet dobrze przechowywana bez kontaktu z naszą ziemią, niepostrzerzenie śniedziała i zamieniała się zimą w misternie kutą figurkę dziwnego Bóstwa.

I znów zdążyliśmy.
Czarny Nalot juz wznosił się nad górami. Gęste chmury czarnych much wysysających życia ze wszystkiego co żyło juz nadlatywały, w samo południe Przesilenia…
Ujeliśmy z Szamanem ramiona Procy w dłonie.
Poczuliśmy jak wzbiera w nas czysta, ostra Moc! Moc życia, złota moc ostrych, połyskujących sztyletów słonecznych odbłysków na śródziemnomorskich falach, potrafiąca zniszczyć każdą czerń!
Czułem Moc płynacą od Szamana, czułem swoja Moc wspomagajacą Jego Moc! Choć byłem dopiero nastolatkiem, byliśmy już prawie równi w Mocy, w walce z Czernią!
Ale podświadomie wiedziałem, że gdy pewnego Przesilenia zabraknie Szamana, nie wiem czy znajdę w Osadzie swojego następcę. Nie wiem, czy…

Ciezką jak konar jabłoni, z trudem podnieśliśmy szarą od wypełniajacej ją Mocy Procę i wycelowaliśmy w czarny rój..
W niebo sztrzeliły słabe, ale wciąż rosnące sznury złocistych pszczół!
Zalało mnie jedno pragnienie – mocą życia zniszczyć Czerń!
Zalała mnie złota fala….

Kiedy się ocknałem, pochylający się nade mna z troską Szaman powiedział tylko:
– Jeszcze raz nam się udało, mały!
– Bo CHCIAŁEM… Razem się wygrywa!


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa