Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 4.2008

..Dwie bajki, opowiadające tą samą historię.

O tym jak to skutki nie do końca kontrolowanych eksperymentów genetycznych wykańczają przeważającą część populacji. I Człowiek, samotność.

Niby nic nowego pod słońcem – czyżby powrót do mojej ulubionej konwencji z lat 80-tych, cyberkowej "Dark Future" i klimatów z MadMaxa? A jednak nie – kiedy (1) jest tworczym rozwinięciem konwencji, wręcz wzmocnieniem efektu przez kontrast, tymczasem (2) tkwi w starych, zapyziałych kanonach gatunku rodem z "Teksańskiej masakry.." Widocznie w Harlemie to sie nadal dobrze sprzedaje ;)

Ale jakże różnie opowiedzieć można tą samą bajkę!

Począwszy od sztafarzu scenograficznego – gdy w (1) po rozświetlonym złotym jesiennym słońcem NY hasają zgrabne komputerowe stadka jeleni, pomiędzy kołami aut zaparkowanych na Alejach i Ulicach o niskich numerach leciutko kołysze się trawka kołysana komputerowym wiaterkiem, tymczasem w (2) po chmurnym Londinium snują się gazy bojowe tudzież smętne dymy (no jakże może być pogoda, gdy wirus zabija ludzkość? :D) I jak w klasycznym horrorze, noc być musi. Przez więkoszość dnia.

W (1) zbawienny wirus miał 100% skuteczność w leczeniu raka, tak zupełnie przy okazji doprowadził do zaniku melaniny i owłosienia, a totalnego wzrostu agresji u osobników leczonych, rozniósł się błyskawicznie po Ziemi, powodując że cała populacja to "Szybcy i wściekli". I goli. W (2) natomiast jak na dobrego gniota przystało, po dekoracjach snują się po prostu obdarte zombie z wzrokiem mętnym, a krwi jeno łaknące… Już się boję.

Gdy w (1) w kontraście do pięknej słonecznej jesieni za dnia, Zło wychodzi tylko po zmroku (ech ten ultraviolet) jak każde klasyczne Zło, tymczasem w (2) oberwane z truposze ketchupem na ustach snują sie po dekoracjach i kondygnacjach non-stop, jako ze non-stop jest ciemno i nieprzyjemno ;) Zawsze uważałem, że Londinium to ponure miejsce, ale żeby aż tak? ;D

Kowencja? Gdy w (1) możemy oglądać takie smaczki i grę konwencją, jak klasyczne sceny z amerykanskich filmów – piłka golfowa wybijająca szybe w czyimś samochodzie (puszczona z powierzchni skrzydla F1 stojącego na mini-lotniskowcu), a kamera filmuje wszystko z bocznego planu, spokojnie i w jesiennym złocie, w (2) tymczasem wszystko filmowane z pierwszej perspektywy trzęsie się i rozmazuje niczym w "Blair witch project" (no ileż można?), pośród krwi, porykiwań, oraz ciemności takoż.

A bohater? Jeśli chcesz zobaczyć i poczuć to, co czuje człowiek, któremu na rękach umiera najlepszy przyjaciel, przyjaciel który uratował mu przed chwilą życie.. Przyjaciel którego teraz musi udusić własnymi rękami.. Poczuć to, co czuje człowiek mający świadomość że jest być może ostatnim na Ziemi, a mimo to cały czas walczącym – walczacym z wirusem – próbując znaleść szczepionkę, jedynie w towarzystwie "Szreka", znanego już na pamięć…
Chyba że wolisz patrzeć jak w (2) bohaterscy marines ochoczo robią to, co potrafią najlepiej – wypełniając tylko rozkazy strzelają do wszystkich bez wyjątku, mężów, strażaków, kobiet i dzieci, których z resztą jeszcze wczoraj sami ochraniali i ewakuowali do "bezpiecznej" strefy… Masakra. Mentalna.

Podsumowując – jeśli na (1) mogę na prawdę polecić przejście się do kina nawet nie zagorzałym fanom tego gatunku, to (2) nawet by mi się nie chciało ściągać w DivX, gdybym od znajomego nie dostał – można sobie spokojnie odpuścić.

PS: W ostatniej scenie (2) wymiękłem, gdy na ekranie pojawia się napis (28 days later), lektor poważnie czyta: "28 tygodni później" ;) I jak tu wierzyć mediom? ;)

PS2: Polecam też alternatywne, reżyserskie zakończenie "Jestem legendą" – zaskakuje…

To było wielkie, kilkudniowe Święto, ogarniające całe miasto, niczym nowoorleańskie karnawałowe MardiGraas! Parady, przebierańce i piwne szaleństwo w ciepłe majowe noce! Dochodziła trzecia nad ranem. Wracałem zmęczony ostatnim, trzecim dniem Karnawału.. Zatrzymała się na swoim żółtym rowerze – nie pamiętam skąd się znaliśmy – ale to było miłe, że chciała mn ie podwieść do domu. Tyle że bliżej było do jej domu :)
Gdy sie na chwile przebudziłem na jej tapczanie, spała siedząc wygodnie na siodełku swojego bardzo sportowego rowera podwieszonego na amortyzatorachpod sufitem.. Gdy się znów obudziłem, słońce było już wysoko. Nie było jej. Pamiętałem – miała wcześnie rano zajęcia na Uczelni. Rozejrzalem się po pokoju – pełen był bardzo sportowych i dopracowanych w szczegółach plecaków, rowerów, butów..
Też musiałem iść na zajęcia na Uczelnię – ale żeby nie stracić z nią takiego fajnego kontaktu, zabrałem z pokoju jej żółty, biurkowy telefon..


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa