Coś idzie. Jakieś STARE chyba idzie przez wieś.

Moi Klienci zaczynają mi się umawiać na jakieś "po świetach". Jakby to bylo conajmniej kilkanascie dni ostrej biby, niczym rzymskie Idy Marcowe..

Na ulice strach wyjechać, zaroiło sie od małych, a nawet dużych Fiatów, tudziez innych Polonezów na czarnych jeszcze rejestracjach. W środku zwykle siedza młodzi duchem dziadkowie w czapkach nasunietych na czoło i włączając się do ruchu wjeżdżają na pół pasa, jak u siebie na wsi.. W końcu jest okazja wyprowadzić pojazd ze stodoły – raz od Wielkiej Nocy, Wiliji i Święta Pogrzebanych..

Na Rynku całe akry chryzantem (niczym w Holandii w maju) i innych lampek nagrobnych. Ludkowie popitalaja ulicami z wiązankami i nareczami zielska.

Czy na prawdę ta Pamięć powinna zmuszać nas do dźwigania takich ilości zielska i parafiny w okropnych plastikowych kubkach na te zbiorowiska kamiennych płyt, na ktore nie sposób sie dopchać we właściwym czasie?.. Czy może pamięć o naszych bliskich to coś więcej, tak na prawde, niż szorowanie płyt z lastryko i przykrywanie ich FOLIĄ używaną do remontow, do czasu tej Ostatecznej Wizyty 1 liściopada?..

..Do dziś mam w pamięci tą niesamowitą, ŻYWĄ ŁUNĘ nad cmentarzem w noc listopadową.. Kiedy wszytkie ZNICZE (takie miseczki z gipsu lub szkła napełnione woskiem, a nie plastikowe białe wklady z utwardzanego chemicznie krowiego łoju z deklem) pełgały płomieniami w chłodną, mglistą noc..

A Sąsiad, ktory gdy mnie spostrzegł, dla jaj idąc mi na przeciw, kołysał się w mój takt (dwa "Dębowe") – życzył mi tradycyjnie "Wesołych Świąt!" :) ..Bo może, wzorem brazylijskim, powinniśmy się cieszyć, że nasi zmarli Bliżni mają juz pełną radochę w niebie? :)

A-propos’em radochy – celtyckim wzorem, via anglosaskie barbarzynstwo z Hameryki, powraca do nas Hallowen.. Ponoc nawet kilka knajp w miom miasteczku ma jakies imprezy z tej okazji urzadzac. Jak na razie, zdania na ten temat, jak dupa, sa podzielone.