Umyj ręce po wyjściu z ubikacji – cóż, to chyba naturalne dla co bardziej kumatych wielkomiejskich. Sam to robię.

Ale jest pewien problem, że tak ujmę, sanepidowski. A może to błąd algorytmu?

Wchodzimy do ubikacji, robimy co swoje, z naciskiem na nie-siusiu. Fajnie, koniec. Bierzemy papier, podcieramy się, papier czasem się przerwie, nicto.

Podciągamy więc majtki, rajstopy, spodnie/ spódnicę, zapinamy pasek lub rozporek, panie obciągają bluzeczkę i poprawiają fryzurę.

Poczem, oczywiście myją ręce!

To ja się zapytuję naiwnie, po czym myjemy te ręce? Po tym, że większość bakterii kałowych wytarliśmy w bieliznę, ubranie i włosy? ;) A może dla konwencji, ot tak, że należy?

A może te tzw. brudasy z krajów muzułmanckich mają rację, skoro natychmiast po defekacji myją te miejsca, które my szorujemy papierem?

Może BIDET powinien być jedyną formą kibelka w supermarketach, zamiast papieru? Tak jest w JAPONII, i działa!

A próbował Pan szczać (za przeproszeniem) w krótkich spodenkach, w muszlę klozetową? Mokre nóżki są? No są! A pomyslał Pan, że szczając w długich spodniach, to mokre ląduje na nogawkach i śmierdzi malowniczo i obunóż?

Ale gdziez tam polskiemu Macho siadać na domowym kiblu, by się odlać!!! (kto z Was ma w domu pisuar, przyznać się!). Kobieta jest od mycia kibla i ściany z żółtych kropek. Taki mamy klimat.