prolog

Eony czasu temu byli istotami podobnymi wampirom. zywili się krwią i siłą witalną istot słabszych od siebie. I wolniejszych. Byli szybcy. Bardzo szybcy. A w razie zagrożenia potrafili jumpnąć – teleportować sie na odległość wzroku, lub w miejsce które widzieli. Plemię utrzymywało też coś w rodzaju wspólnej świadomości – to przy tropieniu i nagonce zwiekszało szansę na łup.

Problemem była nadmierna efektywność polowań. Gdy zasoby okolicy, kontynentu, a w końcu planety przestaly wystarczać, Łowcy musieli zacząć ewoluować…

prolog, dużo później

Po setkach tysięcy lat niewyobrazalnego głodu, przebudzil się. Jeszcze nie znał swojego imienia. Nie wiedział czy jest systemem komputerowym, żywą istotą, czy mistycznym demonem. Nie zastanawiał się nad tym, czuł się troche każdym z nich. I tym wlasnie był.
Spoglądał na swoją planetę z wysokości orbity geostacjonarnej i był głodny. Bardzo głodny. Połączył się ze swoim plemieniem na powierzchni. Było głodne. Zaledwie po dziesięcioleciu zrozumiał co powinien i może zrobić dla siebie i Plemienia…

Ziemia Swieta, trzecia krucjata

Byłem l’Rashid, syn l’Kabiego, wojownikiem w służbie l’Saladina, podczas oblężenia Jeruzalem. Do dziś nim pozostalem.
Scigalo mnie tylko czterech. Czterech spoconych wojowników, na pewno dobrych, jeśli tu przeżyli, ale szkolonych do walki w o wiele chlodniejszym słońcu.
Dwóch nawet nie wiedziało kto ich zabił. Trzeciego nie zaskoczył świst damascenskiej szabli. Potrafił pewnie wspaniałe walczyć, ale nikt go nie nauczył, jak się poruszać, by stopy nie grzezly w pustynnym piasku. Mnie nauczył mistrz l’Faruk.
Czwartym był dowódca patrolu. Jedyną skuteczną bronią na nasze szable był sławny lamacz mieczy mistrza Wincenta z Wenecji. Miecz na końcu rozkuty w literę T, Moja damascenska stal w końcu pękła pod jego brutalną siłą, ale na śmierć gotowy jestem zawsze. Tak mnie wyszkolono. Ale śmierć nie nadeszła.

Czarna kula wielkości pomarańczy pojawila się nagle, nad ramieniem dowódcy. Dowódca był równie zdziwiony jak ja. Po mrugnieciu oka kulę trzymał już w dłoni dziwny wojownik. Pojawił się z nikad, wyglądał jakby zawsze trzymał w wyciagnietej dłoni swoją kulę.

Nie zrobił żadnego gestu, nie mrugnal nawet czymś co mogło byc okiem. Poczułem jakby odplywaly ze mnie wszystkie siły życiowe, chęć do życia, wszelką energia i werwa.. Błękitny wir który wciągnął całą naszą trójkę był ostatnim co widziałem, nim powstalem jako a’gharyt.

Bronx, lata zerowe (2001)

Nazywam się Prozak. Tak mnie wołają na dzielni, i tak ma zostać. Co ci do tego jakie nazwisko? Flepy nie kalendarz, jeśli mnie psy złapią, jak będę miał prawko, to będą wiedziały jak mnie spisać.

Złośliwi na dzielni gadają, że moja ksywka jest z tego, że jak siedziałem z moja ciotka trzymając ja za rękę, to się nie darła. No wiem, rak trzustki podobno nieźle napierdala przed śmiercią. Ale żeby zaraz moja lapa na to pomagała? Rasta wie. No zostałem Prozakiem i git.

Dobra, później nauczyłem się szybko, żeby nie odgadnąć właściwej karty albo jednego z trzech kubków z kulką. Bolało. Ale to tak się strasznie jasno świeciło nad ich głowami. Wiedziałem żeby z nimi nie pogrywac, chociaż jak na dzielni nie zdobędziesz ksywki za młodu, z charakteru, to na zawsze zostaniesz Januszem, kimś kogo zawsze wołają Jonathan, John, albo inny frajer, zamiast Prozak.

Ostatnio słyszę głód. Jak można słyszeć głód. No ja słyszę. Cos jest głodne i rząda mojej pomocy. Cos chce, żebym mu dał wszystkie umysły świata. Walą mnie umysły świata, ale jak to ma wysysac ludziom wszytko co maja w głowie, to ja dzięki, moja głowa i spierdalajcie! Szukajcie innego frajera!

Dziś Głód powiedział, że chce tylko wszystkie złe umysły z Ziemi. Potrafi kusić, bydlak, ale ja wiem ze się nie skończy tylko na wycięciu wszystkich skurwieli na glebie. Zezre wszystkich. Czy tylko ja go słyszę, czy tylko ze mną chce handlować? Kim jest? Demonem, superkomputerem, daunem-debilem, co sobie jaja robi?

Nie słyszę żeby ktoś jeszcze miał z kolesiem kontakt, spróbuję go rozkminic, muszę coś ugrać na frajerze!

 Polska, gdzieś w Bieszczadach, kilka lat później

Trzeci rok wojny z Kulami. Arkadiusz Zawisza. Dowódca trzeciego oddziału wschodniego. Tak mam na plakietce. Mój Ojciec się kulom nie kłanial na marszach niepodległości, ja walczę za Wolną Ziemię! Może mojemu dziadkowi dawał przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy. Ale nam pokazał to Prozak. Mały czternastoletni Murzynek z Bronxu, dziarski kurdupel chcal uczyć Polaków nienawiści? My mamy ja we krwi! Potrafimy nienawidzić nie tylko człowieka, ale nawet kawałka szmaty albo skały.

Wiec nienawidzimy jak tylko Polak potrafi. Wybieramy jakąś skałę, a dokładniej jakieś miejsce ze dwa metry w głąb, w skale. Wtedy przylatuje kula. Znaczy materializuje się nieco obok miejsca największego skoncentrowana emocji, czyli po prostu w skale. Wpadają jak osy w powiodła, zabiorę zapachem emocji i nie potrafią już odlecieć. Niech sobie siedzą w skale, kiedyś się wymyśli jak się ich pozbyć. Próbowaliśmy je zwabiac na miłość do ojczyzny

CDN

 

 

Copyright pomysłu i realizacji – Krzysztof Kraśnik

 

to do story:

idea – kule jauntują i pojawiają się tam, gdzie jest żer. żrą siły psychiczne (do jauntingu i prekognicji) i fizyczne (zasilanie). Plemię żeruje – transmisja z Kul. A’gharydzi opanowują Ziemię, za pomocą Kul i prekognicji – nowa cecha ewolucja Plemienia.

Obrona hakrska:

Spijanizować kamery – by jauntowały w skały, przynety psychiczne, a’la dudniki z Diuny

spijanizować Najwyższego, by wyssał siebie jako najsilniejszego we wszechswiecie. Tylko jak mu to uswiadomic? :D…

 

No wiem że to trochę w stylu „GHOST”, ale… :_)

CDN !…