Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 1.2015

No, gimelorzem jezdym, bo po gimeloch różnistych zaknajam i klonkry do chaty targom. Że się tak w mojej ulubionej poznańskiej gwarze ze Starej Łąki wyrażę. :) A że z Poznania jestem, to pardon mon ami – taka już moja natura – by zamiast wydać zbędnie pieniądze na to co za darmo dają, wolę iść na piwo :)

A tak po mądremu i współcześnie rzecz ujmując, staram się stosować ekologiczne technologie odzyskowe, podnoszące efektywność uzysku materiałów i półfabrykatów gospodarstwa domowego.

Słowem – idę sobie np. do jakiejś Biedaronki. Biedaronka ekologiczna jest. Przy wyjściu stoją zawsze trzy kubły na żarówki, drobną elektronikę, i takie tam. Na kuble z żarówkami napisano: „wrzucać tylko w opakowaniach!”. I bardzo słusznie! Każda taka żarówka (przepalona, np. diodowa, energooszczędna) warta jest nawet i 30zł :) Dlaczego? Proste – bierzemy taką żarówkę w kartoniku i niesiemy do np. OBI czy NOMI na wymianę na dobrą! Żarówka ma dwa lata gwarancji unijnej, ma świecić a nie ściemniać! A że się przepaliła wcześniej? Cóż, odpowiedzialność producenta. Hm, czy ja kogoś w tym momencie oszukuję? A ilu z Was po prostu taką żarówkę wyrzuca, zamiast iść i wymienić na dobrą, korzystając ze swoich praw? Ja po prostu robię to za Ciebie. :) I od dobrych sześciu lat nie kupiłem żarówki, a mam zawsze sprawne i z górnej półki. Całość zabawy jest bardziej skomplikowana niż opisuję, ale… Mądrej głowie dość  dwie słowie :)

Inną zabawą jest „zwrot baterii”. Mam chyba ze 30 paluszków i wąskich paluszków AKUMULATORKÓW, które ktoś wyrzucił jako zużytą baterię! Owszem, raz czy dwa się zdarzy padnięty, ale 90% pań domu wyrzuca akumulatorki jako zużyte baterie. :) Nie muszę dodawać, że baterii też nie kupuję, bo używam akumulatorków ? :)

Zwłaszcza w bogatszych rejonach kraju i większych miastach, można wymienić sobie np. meble kuchenne, biurko, armaturę łazienkową. W bogatych miastach trafia się całkowicie sprawny i w dobrym stanie sprzęt, który po prostu wyszedł z mody, lub został wymieniony na taki z wyższej półki. Zwyczajowo, na zachodzie, od niesprawnego sprzętu odcina się kabel zasilania, ale nasi śmietnikowi żulkowie potrafią od sprawnej mikrofalówki upierdzielić kabel i sprzedać go na złom (miedź!)…

Mała elektronika tez jest fajna. Ze trzy lata temu w takim kubełku utylizacyjnym znalazłem odtwarzacz multimedialny Creative Zen (wtedy wart ze 600zł) ze stłuczonym ekranem. Ekran na allegro – 50zł i do dziś Zenobiusz służy dzielnie jako odtwarzacz audiobooków MP3 i filmików. Nie do zabicia sprzęt. W ten sam sposób przywróciłem też drugie życie kilku smartfonom :)

Nie wiem co jest bardziej hipsterowskie, kupować – bo mnie stać, czy szukać rzeczy unikalnych, choćby po śmietnikach.

Spróbuj kiedyś kupić w Nomi deskę z litego, lisciastego drewna (nie klejonkę z sosnowych klocków) na półkę pod książki (płyta wiórowa ich nie utrzyma!) lub siedmiowarstwową sklejkę na dno szafy z narzędziami (płyta pilśniowa lub MDF nie utrzyma!) Z resztą, po co kupować, gdy wystarczy ze dwa razy przejść się po osiedlu i zerknąć na śmietniki? :)

Tego co robię, nie oceniam pejoratywnie. Uważam, że skoro obciążamy już środowisko tym, by wytworzyć plastik, wytopić miedź i stal, zmontować to w jakiejś chińskiej fabryce w sensowną całość, np. depilator, zużywamy tony mazutu by przywieźć to do miejsca sprzedaży, to Planecie Ziemi należy się za to SZACUNEK. Chociażby taki, że gdy upierdzieli nam się kabelek, to po prostu go podlutujemy i urządzenie działa dalej długie lata, a nie je wyrzucamy i zanabywamy nowe, tylko dla tego że nas na to stać. I że ma ładniejszą obudowę :)

Nie namawiam, ale podpowiadam, że to może być nawet lepsze, niż kupne biorąc pod uwagę co raz niższą jakość produkcji masowej upychanej nam w marketach…

Śmierdziątko do nieba

W tym roku w Poznaniu i Pabianicach  nie odbył się Finał WOŚP.

Oficjalnie, i zapewne formalnie, było to z powodu wiatru, który mógłby zdmuchnąć lokalne sceny kratownicowe. Albo jakieś nie zakotwiczalne „wozy Drzymały” na kółkach, które wynajęli lokalni organizatorzy, ot, by było taniej.

A może też z powodu „wiatrów” lokalnych radnych, jako że np. w Poznaniu zamiast na placu Mickiewicza dało by się upchnąć nawet do 15 tysięcy ludzi w hali ARENA. Ale plac jest za darmo, a za hale trzeba by zapłacić. A Poznań, miasto biedniutkie, nie płaci za bezeceństwa osób prywatnych, nawet jeśli pół budżetu zakupów sprzętu medycznego wielkopolskiej służby zdrowia opiera się na fundacji Owsiaka.

Na miejscu poznańskiego biskupa, wstydził bym się wyjść z twarzą odkrytą do ludzi, gdybym tak jak on, nie udostępnił osłoniętych przed wiatrem terenów Śródki i placu przed kościołem św.Małgorzaty na występy Orkiestry, w celu POMAGANIA sobie wzajemnie! Dla prawdziwego katolika, taka sprawa woła (jeśli nie śmierdzi) o pomstę do Nieba!

Lans, pani matko, LANS !

Inna sprawa. idę sobie w Pabianicach główną ulicą, pod SDH-em (takie centralne-centrum 80-tysięcznego miasteczka), naprzeciwko mnie idą dwie dziewczyny. Każda w białej koszulce WOŚP, w orkiestrowej czapce, w naklejkach, identyfikatorach i ze skarbonkami. Idą, mijają mnie i NIC!!! One nie proszą o żadne datki na Orkiestrę, one się po prostu „LANSUJĄ na mieście NA ORKIESTRĘ” ! Nastepna parka laseczek idzie – i też nic! A przecież na żula nie wyglądam…

Druga runda – wszedłem do Hypernowej (lokalne Centrum Handlowe), do tutejszej pizzerni by doczekać może chociaż „Światełka” – patrzę, siedzą przy stoliku cztery gracje-Patrycje, włos z prostownicy, tablety, płaszczyki firmówki. Obok leżą skarbonki Orkiestry – poklejone serduszkami, zero banderol, jednej to nawet dno ze skarbonki odpadło, bo pewnie źle podkleiła, wybierając utarg na pizzę i piwko. Lans i złodziejstwo w jednym.

Lasencje się po prostu już nie identyfikują z jakimś tam pomaganiem-śmaniem, zdychającymi dziećmi w szpitalach i tym fajnym społecznym zrywem, który nas napędzał do pomagania. One się po prostu lansują i zbierają na pizzę.

Myślę że formuła spontanicznego „zbierania kasy do pudełka”, po 20 latach, właśnie się przeżyła.
Być może wypuszczanie przez Owsiaka dzieciaków z terminalami płatniczymi zamiast skarbonek na monety jest ruchem w dobrym kierunku, ale IMHO, niewystarczającym. Myślę że jest potrzebny dedykowany odpis podatkowy „na Owsiaka”, taki sam, w konstrukcji prawnej, jaki jest od tego roku ustanowiony dodatkowo i skarbowo „na Kosciół”.

My to są od brania, a nie od dawania!

Tak sobie cicho myślę – że skoro w jeden tydzień taki Owsiak potrafi uzbierać (nawet jeśli kradnąc!) w te swoje tekturowe malowane skarbonki, aż 36 milionów złotych, to ile potrafi uzbierać byle ksiądz na tacę przez cały rok, zbierając tydzień-w-tydzień? ILE TO JEST, w skali kraju, rocznie? Mozemy tylko szacować przez porównanie.

A ilu proboszczów, i innych spasionych biskupów przeznacza owe zebrane datki na cele Wspólnoty Religijnej (formalnie NA TO są zbierane! A nie na hodowlę danieli pana biskupa w Gdańsku-Oliwie!), jak to ma powszechnie miejsce w Niemczech i we Francji, gdzie od lat otwiera się przy parafiach choćby DARMOWE parafialne przedszkola ???

A w Polsce? Jeszcze nigdy nie widziałem bezpłatnego przyparafialnego przedszkola, żłobka, nawet wózka inwalidzkiego od proboszcza, albo choćby sprzętu aparatu USG ufundowanego przez Caritas. Nie widziałem zakupu tomografu  czy Rezonansu Magnetycznego EMR, sfinansowanego przez lokalnego biskupa na rzecz szpitala wojewódzkiego.

O, tak panie biskupie, pozwij mnie proszę, rzuć we mnie kamieniem, mój policzek drugi Tobie nadstawię, odszczekam pod stołem i zjem swojego Bloga w kaszy, ale najpierw pokaż pan tą fakturę za zakup Rezonansu Magnetycznego (EMR) i akt darowizny na rzecz lokalnego szpitala! )

Księża i Caritas nawet jeśli cos finansuja, to tylko dofinansowują pijaczków z rodzin patologicznych tzw. „najbiedniejszych”, czyli finansują namnażanie się systemowo bezrobotnych. Bo takimi łatwiej rządzić.

A sprzęt kupiony za pieniądze Owsiaka pozwolił przeżyć mojej pięciomiesiecznej córeczce.

I za to temu debilowi w czerwonych gaciach, drącemu chrypiącego ryja w TV, udającemu nastolatka, po prostu DZIĘKUJĘ. Oby żył do końca świata i jeden dzień dłużej!

Topologia (link), w uproszczeniu jest nauką o powierzchniach. I tych płaskich jak kartka papieru, i tych w kształcie dętki rowerowej, piłki, wstęgi Mobiusa i tej pokrywającej tzw. butelkę Kleina (której wnętrze jest zewnętrzem, przez co nie posiada objetości [pojemnosci, dla uproszczenia]). (popularnonaukowo o topologii)

 

Najprostsze i sztandarowe przekształcenie topologiczne przestrzeni trójwymiarowej, to oczywiście „kubek-w- obważanka” – zauważ, że to nadal ta sama powierzchnia!

Jednym z ciekwszych aspektów topologii jest jej symetryczność (symetrie bywają różne, od liniowych, po punktowe, obrotowe..) Jednym z przekształceń topologicznych jest symetria obrotowa (odmiana punktowej). Sześcianik poniżej pokazuje mozliwe pukty symetrii trójwymiarowej.

Najprostszy przykład – weź piłkę, narysuj na niej kropkę. rzuć ją na podłogę, podnieś i znajdź kropkę. Właśnie dokonałeś skomplikowanego symetrialnego przekształcenia rzeczywistości. Piłka sobie poskakała (przesuniecia liniowe), potoczyła się (symetrie obrotowe przestrzenne), a nawet nieco spłaszczała się przy skokach. A mimo to, prostym ruchem odnalazłeś na niej czarną kropkę i ustawiłeś ją w pozycji początkowej. Bawiłeś się osobliwością topologiczną – sferą. (Więcej teorii). Tą osobliwość topologiczną możesz wykorzystać, jeśli zechcesz być w Hondurasie. Wystarzczy że obrócisz przestrzeń wokól siebie, zamiast się przemieszczać w przestrzeni!

Istnieje udowodnione twierdzenie o tzw. osobliwościach topologicznych, że istnieje ich tylko pięć. Punkt, prosta, płaszczyzna, sfera i cały świat ! KAŻDĄ z tych osobliwości możemy dowolnie przekształcać, obracać, a i tak się nie zmienią.

A co z tego wynika? To, że znajdując się na takiej osobliwości możemy, pozostając w tym samym punkcie, tak przekształcić topologicznie ową osobliwość, by znaleść się w każdym innym dowolnym jej punkcie (poprzez styk tzw. antypodów).

Cóż to takiego te antypody? Są to dwa punkty najdalej odległe od siebie na sferze (kuli). Przykład: weż kulkę z plasteliny – narysuj na niej dwie kropki, jaknajdalej od siebie! Teraz przyłóż palce do tych kropek i ścisnij bardzo mocno! Jak blisko siebie są teraz kropki? Własnie dokonałeś przekształcenia topologicznego, to jest nadal TA SAMA PRZESTRZEŃ! Teraz możesz przesłać meble do rodziny w Stanach przesuwając je  o pół metra :)

I w ten sposób mamy prosty środek transportu o nieograniczonym zasięgu i zerowej energii przejścia. Jedyny problem polega na tym, by nauczyć się w ten sposób topologicznie modyfikować rzeczywistość :) Prosto mówiąc, ta kulka z plasteliny nie musi być Ziemią – może być, z definicji, całym światem. Zamykasz oczy i myślisz że chcesz być na Marsie. Zaginasz topologicznie przestrzeń, robisz krok i jesteś jak Corben Dallas :)

Można iść w rozważaniach nieco dalej, zakładając że czas jest jednym z wymiarów topologicznych, bo, skoro w uproszczeniu, podlega przekształceniom izometrycznym, np. odbicia sprężyste w makroskali, a praktycznie wszystkie zjawiska kwantowe sa symetryczne w czasie – upraszczając – nie wiemy czy to synteza, czy rozpad, czy to dla elektronu przeskok na wyższą orbitę po pochłonięciu energii, czy zeskok na niższą z emisją, itd.

Skoro można czas symetryzować, to z punktu widzenia topologii można się w ten sam sposób jak opisany wyżej przemieszczać się pomiędzy dowolnymi jego punktami. Na razie na poziomie kwantowym, ale to najprostszy klucz do teleportacji i przekazu informacji w czasie zerowym na dowolną odległość.

Można nawet twierdzenie topologicznie uprościć – dowolne dwa punkty w czasie mogą się stykać (antypody), a antypody są topologicznie niestałe, więc wszystkie stykają się ze wszystkimi… Co widać na „kulce” na obrazku :)

I tu powstaje twierdzenie które obala nasze dotychczasowe widzenie świata – czas i przestrzeń są JEDNYM punktem – topologicznie rzecz ujmując, cała przestrzeń i czas znajduje się w tym samym miejscu i czasie – na razie po prostu nie potrafimy tego wykorzystać.

Gdy nauczymy się topologicznie przekształcać czterowymiarowe universum, zamykając oczy, siłą umysłu będziemy w stanie tak je topologicznie przekształcić, by zajrzeć do malborskiego kasztelu w maju 1410 roku, lub…

…być jak Doktor Who !!! :D

Jakiś czas temu zostałem zmuszony do pozbycia się nawyku podróży samochodem, przesiadłem się więc do komunikacji miejskiej.W Łodzi.

I co mnie w tej komunikacji wkurza najbardziej? Nie to, że muszę na nią czekać, jeździć nieogrzanymi wagonami z postratchowanymi szybami, z żulami walącymi rynsztokiem, czy nawalonymi kibolami łażącymi po składzie i pytającymi każdego: komu kurna kibicujesz? (w Łodzi każdą odpowiedzią ryzykujesz strzał).

Nie, najbardziej mnie wkurza debilizm wsiadająco-wysiadających. Gdy otwierają się drzwi w takim tramwaju, czy autobusie, ludzie wychodzą POJEDYNCZO, sznureczkiem, jeden za drugim! Moment, czy każdy z nich ma aż taką szeroką dupę jak Kim Kardaszjan, że DWUOSOBOWE wejścio-wyjście musi zajmować sam?

Oczywiście do tego dochodzi cały tłoczący się tłum chcących wsiąść, który prawie całkowicie uniemożliwia wysiadanie DWOM osobom na raz – tworzą tylko wąskie przejście na wysiadkę jednej osoby.

Zastanawiam się wtedy dynamicznie – czy dostosować się do tej hordy i próbować ledwo się przepychać pojedynczo i boczkiem przez tłum, czy jednak z gromkim „przepraszam!” na ustach pchać się na chama rozbijając ciżbę wieśniaków zastawiających mi wyjście, nie potrafiących  jeździć tramwajem?

Nie muszę nikomu tłumaczyć, że zamiast wysiadania i wsiadania po dwie osoby na raz (mieszczą się!) wsiadkowysiadka pojedyncza spowalnia ten proces dwukrotnie!!! No cóż, łatwiej pewnie się tłoczyć przed tramwajem i zastawiać drzwi, narzekając na tłok i opóźnienia, niż zrobić miejsce wysiadającym, by szybciej wsiąść.

I znalazłem ciekawą zależność – ludzie do tramwaju i autobusu wsiadają pojedynczo w Łodzi, a w Poznaniu zawsze podwójnie. Nie wiem czy to wynika z kultury osobistej, czy z nawyku, przyzwyczajenia, lub tego co nauczyli rodzice.

A może po prostu z tego, że w Poznaniu zawsze w tramwajach były słupki w połowie drzwi, i TRZEBA BYŁO przechodzić po dwie osoby, a nie pojedynczo? Może to wchodzenie podwójne wchodzi w nawyk podświadomie i tak to stosujemy, odruchowo, nawet gdy mamy drzwi bez słupka po środku, bym mógł wnieść wózek ze swoja córką?

Na szczęście w moim Poznaniu na takich studenciaków pchających się pojedynczo patrzy się jak na wieśniaków, myśląc: z jakich Szamotuł taki przyjechał, że nawet do tramwaju wsiadać nie potrafi..

Apeluję więc, bądźmy kumaci, podwójne przesiadanie dwukrotnie je przyspiesza i ułatwia!

No chyba że mamy dupę większą niż Kim Kardaszjan, albo jesteśmy babinką o kulach.

PS: ciekwe że nawet Muzułmanki w Dubaju wsiadają do autobusu podwójnie, a Polki nie potrafią!


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa