Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 2.2015

To juz mnie powoli zaczynalo wkurzac. Ta cala jedna wielka sciema walentynkowa, cala ta propaganda, importowany ckliwy pseudoromantyczny chlam nastawiony na robienie kasy. Wciskanie na kazdym kroku czerwonych serduszek i pluszu. Chcialo mi sie juz tym zygac.
Jakas laseczka na Pietrynie, przed salonem Operatora GSM wcisnela mi ulotke: „Wyslij SMS-a o tresci Walentynka pod numer 7998, zrob prezent swojej Sympatii, wezmiesz udzial w losowaniu niespodzianki!!”. Gdzie ja ja widzialem..
Srutututu, wymruczalem, wciskajac papier w kieszen. Co innego, a raczej kto inny mi chodzil po glowie. Natalia, dziewczyna z klatki obok… Wpadla mi w oko prawie pol roku temu, pod koniec wakacji, ale caly czas nie mialem okazji, a moze smialosci zagadnac.. Moze chociaz wysle jej Walentynke, moze w ten sposob.. Siedzialem i myslalem o Niej, i o tym caly wieczor, i oczywiscie niczego nie wymyslilem. Mialem jej numer, od kumpla, ale zadzwonic, glupio ;/ Jak ostatni desperat, zasypiajac, wyslalem SMS-a, tak jak podal Operator GSM na ulotce. Dycha nie majatek, a to bylo na prawde proste. Poczulem sie tak.. Cieszylem sie ze chociaz tak Ona dowie sie ze ktos o Niej mysli, czuje…
Rano, kolo dziesiatej obudzil mnie dzwonek do drzwi. Jasne, starzy juz powylazili do pracy, a domofon pewnie jak zwykle ktos zjaral.
Zwloklem sie z koja i popelzlem otworzyc te pieprzone drzwi.
I scielo mnie. Jak rosol w zelatynie.
W progu stala dziewczyna. Nie, nie zwyczajna dziewczyna. Zgrabna, wysoka brunetka, intrygujaco krotko obcieta, czerwone szpilki na dlugiej szpili, czerwone siateczkowe kabaretki nawet nie w polowie dlugosci uda usilowala przykrywac krwistoczerwona latexowa spodniczka mini… krotka, rownie czerwona bluzeczka, tak obcisla ze az chcialo sie palcem pokazac gdzie stercza ciemne sutki na jej piersiach… I krótka czerwona atlasowa pelerynka, obszyta czerwonym futerkiem, troche jak u elfinki Swietego Mikolaja.. Cos mi nie pasowalo, to wszystko bylo jakies dziwne, kiczowate, ale jednoczesnie pociagajace i podniecajace…
- Ty masz numer telefonu 604524484 ? – zapytala w progu i po prostu
- noo, tak – odpowiedzialem jak jakiś łoś wyglaszajacy prawde objawiona
- I wysylales wczoraj specjalnego, promocyjnego walentynkowego SMS-a, tak?
- Nno tak – odpowiedzialem budzac po drodze do ciezkiej roboty pol kilo swoich szarych komorek
- Fajnie, super! Wiec ja jestem twoja Walentynkowa Niespodzianka od Operatora GSM ! – powiedziala, bezceremonialnie wchodzac niesamowicie sprezystym krokiem do srodka, polyskujac latexem troche podjezdzajacej wyzej spodniczki – podpisz mi jeszcze tutaj, papier dla Operatora, ze dotarla do ciebie Niespodzianka – Taka praca – powiedziala z troche dziwnym usmieszkiem, siadajac na blacie mojego biurka i machajac noga w czerwonej szpilce i kabaretce.. Ech, od samego patrzenia przebiegal mnie podniecajacy dreszcz, a krew zaczynala mocniej krazyc w tych i tamtych czesciach ciala.. Teraz dopiero dostrzeglem na jej czerwonej, troche przykrotkiej pelerynce naszyte logo Operatora. Szkoda. tak na prawde, mialem na nia ochote. I ona o tym wiedziala.
- czesto robie ankiety, a teraz pracuje dla Operatora w Walentynkowej Promocji – wyjasnila troche zazenowana jakby
Gdy stanalem za nia, zdejmujac jej pelerynke, wyprezyla sie lekko, tak ze zarys sutkow duzo wyrazniej zaznaczyl sie na jej obcislej bluzeczce..

[co sie dzialo pozniej, jest ograniczone tylko wyobrazna... Bylo niesamowicie, romantycznie i ostro, zwyczajnie ale calkiem nierzeczywiscie i odjechanie.. trzy godziny pozniej oboje bylismy juz zbyt wyczerpani i zmeczeni zeby...]

Wychodzac, odwrocila sie jeszcze i ze smiechem powiedziala:
-Sorry, to z ta niespodzianka od Operatora GSM, to byla moja jedyna sciema. Wiesz, prawie pol roku nie moglam sie na to zdobyc. Trzymaj sie cieplo!
Teraz dopiero przypomnialem sobie gdzie Ja wczesniej widzialem…

Na Okręg trafić łatwo i niełatwo.

Łatwo, bo z 4 tego piętra ostatniego bloku na osiedlu widać już dwie pogierkowskie wille. Bogate, piętrowe, murowane, drewniane okna. Nawet ocieplane. Na Okręgu domy ociepla się trzciną. Mur okłada się snopkami trzciny, na to folia od inspektów, i gustowną kratownicę z drewnianych listew przybija się gwoździami do ściany. Na willach ocieplenie porządne, folia prawie nie trzepocze na wietrze.

Niełatwo, bo na Okręgu nikt nie ma adresu, a wielu nie posiada tu nawet nazwisk. Oficjalne: PGR Osada. Miejscowi oczywiście wiedzą że Okręg to Okręg i wszystko jasne. Wystarczy za blokami jechać dalej gomółkowską asfaltówką, później zaraz za kępą zeszłorocznych trzcin skręcić w lewo, w szarą, zakurzoną szutrówkę i dalej prosto, aż do sklepu. Sklep porządny, murowany, z cegły z PGRowskiego płotu. Murowany tak do 1,7m wysoko, bo na Okręgu rusztowania nie ma z czego postawić. Więc jak stali, tak wymurowali. Wyżej drewniany, chociaż drzwi porządne, nawet z szybą na której ktoś nakleił wycięty odręcznie z niebieskiej folii napis SKLEP. Szutrówka idzie dalej prosto, aż do samych ruin PGR -u. A Okręg jak to Okręg, wokół niego zakręca.

W PGR zwyczajowo nikt nie mieszka. Do na wpół rozebranych poniemieckich spichlerzy i muru sięgającego dziś najwyżej kostek przyjeżdża się po cegłę. Więźba dachowa już lata temu poszła na opał. Gomółkowskich pustaków z chlewni nikt nie chce, bo kruszą się w rękach. Prościej z butelek plastikowych maźniętych gliną ścianę domu postawić. I cieplej, i dłużej wytrzyma.

Jeszcze za Gierka Pgrowscy mieszkali w blokach, ale gdyby powiał wiatr historii i PGR zlikwidowano, część pgrowiaków wyjechała za lepszym życiem, a cześć jednak została. A cóż robić w chacie bez pracy? Gdy skończyły się pieniądze z MOPSu na chlanie, zajęli się robieniem dzieci. I tak po jednym pokoleniu ciśnienie demograficzne wymusiło powstanie Okręgu. Ni to dzikiego osiedla domków jednorodzinnych, ni to polskiego slamsu.

Pierwszy na Okręgu pobudował się Prezes, ten ocieplony. Obok jego szwagier, tez na bogato, bo z pustaka. Reszta budowała w technologii odzyskowej, czyli z tego, co udało się załatwić, zdobyć lub ukraść. A że po upadku komuny co raz trudniej było coś ukraść, to tym biedniejsze budynki im dalej w Okrąg. Ostatni dom pośród czcin wymurowano z połamanych odpadków cegieł. Okno? W otwór w murze wstawiono nadłamaną szybę i wtyknowano w mur. Nie wieje. I jasno w środku

A że zimą zimno? Trzeba po prostu do piecyka – „kozy” dorzucić starych opon i butów, a do barłogu więcej szmat. Bo na Okręgu mało kto ma łóżko. Większość po prostu mości się w rogu pokoju na stosie szmat. I jakimiś szmatami się przykrywa. Ci szybsi i sprytniejsi potrafią skołować sobie jakiś materac ze śmietnika. Ale i tak trzeba go spalić. Pluskwy. Tylko babka Śmieszanka nachadrała skądyś lisci orzecha włoskiego i pluskwy jej nie lezą w materac, sprytna taka babinka na Okręgu. Ale dobra jest, poradzi, podzieli się radą. Wystarczy kubek cukru przynieść. Albo samogonu. Na Okręgu się nie handluje, tu się „pamienia”.

Na Okręgu mało kto pali. Czasem, jak kto kiepy po osiedlu pozbiera, dopali. Większość robi czaj – taką herbatę na petach. Jak masz dużo petów i nie przelejesz, też potrafi kopa dać! I syf w płuco nie leci. Po co palić?

Pali się za to sporo na fajerkach (bogaci)

I na kozie się pali, piecyku takim, co to go najlepiej na środku izby postawić. Na takiej kozie garnek postawisz, to i ciepło masz i zupę wieczną ugotujesz i zawsze ciepłą masz!

Gdy z Okręgu ktoś znika (bo stąd nikt się nie wyprowadza, bo i z czym?), po prostu się nie pojawia. Wtedy jego zabudowania są natychmiast utylizowane. Wszystko się przyda, jeśli nie do załatania dziury w ścianie lub dachu, to na wymianę, w najgorszym razie na opał.

Burżuje palą kradzionym drewnem. Opony tez dają nieźle ciepło, tak jak butelki PET wybieranie ze śmietników. Każdy normalny z Okręgu chodzi na butelki od wiosny i udeptuje je bez zakrętek pracowicie pod ścianami swojej chatki. Tak jak w Rosji w ściankę z bierwion. Od butelek jest też cieplej na ścianie. A i spalić można. Wystarczy trzciną przełożyć, a trzciny na Okręgu wystarczy.

Zwierząt na Okręgu praktycznie niema. Psów nikt nie trzyma, bo i nie mają czego pilnować, a przecież żrą! Podobno ktoś na obrzeżu Okręgu ma kota, żeby znosił mu szczury i myszy. Podobno jest to tu niezła wkładka mięsna na zupę na Okręgu.. Ale co te gryzonie jedzą? ..

Jest też jedyny wilczur na Okręgu. Stoi sobie bez uwięzi przy sklepie i na nikogo nie szczeka. Nie nauczony szczekać – kto ci tu co ukradnie?. Tu nikt nie kradnie, bo niema czego. Więc na nikogo nie szczeka. Wilczur Benek podobno ciągnie lekką dwukółkę zaparkowaną pod sklepem, raz na tydzień, gdy trzeba po dostawę jechać. W inne dni tak to sobie łazi. Żarcia nie dostaje, co u poluje w trzcinach, to jego!

Pod sklepem podobno kiedyś były panie z MOPSu. Podjechały i zawróciły. Nawet z punciaka nie wysiadły. Jurek do dziś ma w papierach „adres nieznany „. I dobrze. Nikt się po Okręgu nie peta. Straż pożarna niema czego gasić. A jeśli ktoś się zapije, albo zejdzie na zapalenie płuc, i tak nie ma ubezpieczenia, wiec po co komu pogotowie? Policja? I tak nikogo tutaj nie znajdzie. Na Okręgu niema adresów, do nazwisk nikt się nie przyznaje. Dokumenty każdy zagubił lub się spaliły. A nowych wyrobić nie ma na podstawie czego. I za co, oczywiście.

Bo i po co? Życie na Okręgu się toczy powoli.

Czy to był tylko mój sen, czy pewna wioska pod ukraińską granicą? Pojedziecie tam, 30km na wschód od Rapy (gdzie jest jedyna w Polsce piramida grobowa) to zobaczycie to sami!


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa