Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 3.2015

W pewnej katolickiej rodzinie urodził się chłopiec. Zwyczajny taki, jak noworodek. Ochrzcili go, choć ryczał na cały kościół. Komunię przyjął w czasie własciwym. W podstawówce dziewczynki za włosy targał – jak to chłopak w tym wieku. Ministrantem do mszy słuzył w komeżce z oddaniem, a na religię po podstawówce co poniedziałek chodził do przykościelnej salki. Bo proboszcz ludzki był, fajny chłop, po czuprynie poczochrał, po policzku pogładził, czasem w nagrodę ucalował. Jak to ministranta przecież!

Nasz bohater bierzmował się, a później poczuł powołanie. Bo czasy były sprzyjające powołaniom. Proboszcz czuł do niego niejaką sympatię, poparł, pomógł. Tak z dobroci serca, nie z fizycznego pociągu przecież pomógł. Wałówkę nawet dał.

W Seminarium Duchownym jest ciężko. Studia na Polibudzie przy tym wysiadają. To pikuś. Dopiero tu nawiązują się prawdziwe, męskie przyjaźnie. Takie prawdziwe, życiowe. Prawdziwy przyjaciel zawsze pomoże, gdy inni zawodzą. Nikt inny Ciebie nie przytuli, gdy już nie dajesz rady, po wieczornej modlitwie. Kobiety nie są tu potrzebne, najważniejsza jest braterska więź. By dać radę, oby do wyświęcenia. Nie wszyscy wytrzymywali w celibacie, gdy kobiet brak. Nie każdemu wystarczała przyjacielska dłoń..

Pierwsza parafia, młody proboszcz, pełen wiary zachęca wiernych do czynnego uczestnictwa w życiu parafii. Ministranci służą do mszy, garną się, bo nowy proboszcz ludzki chłop. Normalny taki, po głowie pogłaszcze, cukiera da, czasem z radości ucałuje! To w końcu lata 70-te, okazujemy sobie nawzajem miłość!!

Pierwsza synektura. Może dziekan, może biskup diecezjalny. A może po prostu wymarzona praca na MISJI – gdzieś w odległej Dominikanie, gdzie Słowo Boże jest tak potrzebne. I ta samotność. Do kogo ma się przytulić misjonarz w godzinie zwątpienia? Przecież nie do żony, albo gosposi.. A człowiek do człowieka lgnie, gdy sam i samotny w obcym kraju, pocieszenia szuka. Czasem znajduje bratnią duszę. Albo drucha.

Cóż że tak jak był przytulany przez proboszcza, tak stara się dominikanskim chłopcom okazać uczucie? Cóż, że zaprasza ich do siebie, winem poi i karmi? Cóż, że pragnie by się choć trochę odwdzięczyli za tą dobroć bezinteresowną? Cóż, że to tylko penis i tylko usta. Męska laska to nic złego.. I nawet taka prawdziwa męska szorstka miłość, bo przecież penis w odbycie potrafi podobno dostarczyć niesamowitych doznań. Ze względu na drażnienie prostaty. Tak twierdzą seksuolodzy i księża.

Że ktoś nazwie go skurwysynem bez sumienia? Zasranym zaprzańcem odmawiającym przez dwa lata zeznań w ewidentnie udowodnionych gwałtach? Że ktoś powie, że skurwiel dopiero na widok dożywocia lub stryczka proponuje dla siebie karę 7 lat więzienia? Że zboczeniec NIE PRZYZNAJE SIĘ do zarzucanych czynów, ale żąda UGODY sądownej, bez słowa przeprosin?

Że kilkunastu chłopców ma nie tylko zniszczone życie emocjonalne, uczuciowe, że są na całe życie psychicznymi kastratami nie potrafiącymi mieć normalnego życia uczuciowego, ot tak, przez jednego zboczeńca, klechę na stanowisku? Że przez jakiegoś skurwiela na zawsze oddalili się od Boga i mają do niego wręcz fizyczny wstręt, taki że nawet nie są w stanie przyjmować  sakramentów? Że im się przyjmowanie komunii z robieniem laski do końca życia będzie kojarzyć?

Że ktoś powie, że dożywocie dla takiego zwyrodnialca to mało, a 7 lat więzienia to KPINA?

A ja powiem – to tylko katolik. Może nadstawi drugi policzek, jak nadstawi grypserze cwelowską dupę przez 7 lat w celi.

Niech mu z odbytu grypsujący zrobią Jesień Średniowiecza. Taką wypasioną. Aż w koncu po trzech latach codziennej zabawy z paroma kolesiami zwieracze odbytu przestaną trzymać. Aż będzie musiał pod celą siedzieć najbliżej kibla. I jak to cwel, spać na glebie, nawet nie na jaskóle.

Nie życzę mu źle.

Niech ma te swoje siedem lat we Wronkach. Chłopaki go naprostują.

Tej barwy światła nie idzie pomylić z żadną inną.

Jest troszeczkę podobna do barwy „złotej godziny”, tej pory dnia, kiedy proffesionalnym fotografom zdjęcia wychodzą najpiekniej.. Acha, światło nie posiada koloru. Ma barwę. fizycy nawet oznaczają ja jako „temperaturę barwową”. W co lepszych monitorach komputerowych można ją nawet ustawić. z 6500K (taka słoneczna, lipcowa), na 7000K takiej zimnej, styczniowej.

Ale ja nie o tym. Ja o tym chciałem, że już jedno zaćmienie widziałem. Na Węgrzech, w 1999 roku. Wybraliśmy się wtedy akurat weekend był) tak na wariata nad Balaton, bo tam dawali prawdziwe Zaćmienie. Hondzią Pierwszą pojechalim, z Dodo i Xinth. Znaczy, z koleżanką i Dziewczyną. A wróciliśmy odwrotnie. Ale to już zupełnie inna historia, jak mawiał Monthy Python.

A Zaćmienie było piękne tego roku :D Najpierw zrobiła się Złota Godzina.. Światło było jednocześnie szare i złote. Niesamowite. Ten sam efekt mieliście dziś nawet w centralnej Polsce. Ale kto dostrzega, jak się zmieniają kolory? Jaki odcień ma wtedy biel? Że żarowiste farby przestają „żarówieć”?? To można zobaczyć okiem bystrym, ale nieuzbrojonym.

Okiem uzbrojonym w chociażby rozebraną dyskietkę 3.5 cala (no miałem taką, z instalką Windows 3.11 :) można dostrzec jak Słońce SIĘ UŚMIECHA :) Kto widział, ten wie o co chodzi :D Do mnie uśmiechnęło się ok. 11″. A póżniej poszedłem po dukumenty do Skarbówki i już nie było mi tak do śmiechu. Ale to „another story” :-)

Przez tą rozebraną dyskietkę patrzyłem sobie na ulicy. Obok przystanęła jakaś kobieta, na oko 70+. Miała jakieś ciemne okulary, chciała sobie na uśmiechnięte Słonce popatrzeć, ale ją raziło. To dałem jej pół dyskietki. Nie każdemu się udaje zobaczyć to DWA RAZY w życiu. Bo Pani, jak się zgadałem, oglądała to Słonce usmiechnięte przez zakopconą szybkę w 1954 roku! :)

Ale PEŁNE to inna przygoda.. No słowem na tych Węgrzech zaćmiło się najpierw tak jak u nas dziś, i takie „półzaćmienie” wisiało sobie na niebie tak przez godzinę. A później? Póżniej zaczęła się jazda! Zaparkowaliśmy na wysokiej skarpie nad Balatonem („węgierskoje morije”). I najpierw zaczęły latać komary. W środku dnia. Póżniej rozśpiewały sie ptaki, które drą dzioby na sam wieczór. Tuż za chwilę światło zrobiło się takie, jak świeci ze starych chińskich halogenów na tanich wystawach sklepowych – czarne.

I nastała  CIEMNOŚĆ. I nastała CISZA. Ta cisza była najbardziej niesamowita… Umilkły ptaki, umilkli ludzie, każdy po prostu chłonął tą niepowtarzalną w życiu chwilę… W ciszy.

I tylko cały brzeg jeziora Balaton zaczął błyszczeć, błyskać i rozświetlać się! Bo wszyscy zaczęli robić zdjęcia słońcu, którego nie było. A że 99% ludzi wtedy miało cyfrowe-idioten-kamery ustawione w trybie „auto”, to owe kamery usiłowały w ciemności błyskiem rozświetlić brak Słońca… (efektem było pewnie zdjęcie rozświetlonych krzaków i ludzi.

Zamiast tzw. DIAMENTU.

zacmienie-z-diamentem

 

Czym jest ów unikalny, nieuchwytny „diament”? Klejnotem ze światła, gdy przesłonięte Księżycem Słońce, podczas całkowitego zaćmienia jest złotą obrączką, a przez kilkanaście sekund (raz na stulecie) tuż nad obrączką ukazuje się błysk – srebrny błysk, diament zrobiony z prawie czystego ultrafioletu oprawiony w ciepłe złoto zaćmionego Słońca

 

A na koniec oczywiście dow-cip polityczny:

- Dlaczego w Polsce było tylko częściowe zaćmienie Słońca?

- Bo państwo działa tylko teoretycznie. I to oczywiście wina Tuska!


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa