Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z okresu: 12.2015

Nie wiem która to będzie Rzeczypospolita.. Czwarta bis, czy jakaś osiemnasta – nie obchodzi mnie to.

Obchodzi mnie to, że do dziś żyłem w Polsce, która liczyła się choć trochę w Europie: kulturalnie, politycznie, ekonomicznie, gospodarczo, militarnie w NATO, na forach międzynarodowych liczono się  z naszym zdaniem. A poza tym byliśmy największym w UE beneficjentem funduszy unijnych. Znaczy, ssaliśmy Niemcy i Francję z Kingdomem razem – na kasę najbardziej.

Do wczoraj mogłem wyjechać „na Erasmusa” – Unijną studencką wymianę naukową. Od dzisiaj jest to NIEMOŻLIWE. Zlikwidowano, ustawowo, a co. Moja córka już nie pojedzie kształcić się o Niemiec. Będzie miała gorsze wykształcenie – gorszą pracę – gorszą pensję – będzie płaciła niższe podatki, będzie miała niższą emeryturę. Wszyscy będziemy!

Jutro obudzimy się w Polsce Narodowo-Socjalistycznej, znaczy takiej, która dba o Obywatela, niezależnie, czy on tego chce, czy nie.

Obudzimy się w Polsce, w której Ustawa Zasadnicza (dawniej: Konstytucja)  stanowi tylko „opinię”, gdzie prawo stanowi się w Sejmie po nocach, bo za dnia posłowie PIS pracują do 16″ w ministerstwie i brak PiS-owi większości parlamentarnej..

Obudzimy się w Polsce, w której media zamiast „patrzeć na ręce władzy”, muszą „całowć ręce władzy” – zamiast PTV1 będzie „Polska Today” (jak Russia Today – kto ogląda? ) tzw. mała ustawa medialna…

Obudzimy się w Polsce, w której możemy być inwigilowani, podsłuchiwani, nagrywani bez nakazu i powiadomienia, a nagrania można zniszczyć – by nie było dowodu co w nich powiedziano.. monitoring Facebooka też już działa. Ustawa o Służbach rulez.

Obudzimy się w Polsce, w której ojciec nie pozbawiony praw rodzicielskich, nie może się spotykać z własnym dzieckiem, ponieważ nie chodzi do kościoła – prawomocny wyrok sądu bodajże z Wałbrzycha.

Kiedy już się obudzimy… Nie wiem czy się obudzimy by przeciwko temu zaprotestować. Myślę że nie. Jesteśmy przyzwyczajeni do „ciepłej wody w kranie”. Dopóki mam pracę, whisky jest w markecie, jest mi dobrze. Co mnie obchodzi jakiś Sejm.

Nie musi Cię obchodzić. Dopóki Tobie jakiś urzędnik nie odmówi zezwolenia na cośtam, bo „ma pan niestosowne lajki na Fejsie”, na Blogu „pan jątrzy w niewłaściwej sprawie”, albo paszportu nie możemy Panu wydać, bo „Parafia nie potwierdziła wpłat” – będziesz spokojny.

A wtedy na emigrację będzie już za późno. Chyba że przez Ukrainę :)

…Mieszkam w Poznaniu, n Piątkowie. Pamiętam jak w latach 70-tych na tej górce stał tylko stary wiatrak. Za Gierka budowano Nową Polskę, zbudowano więc i Wieżę z nadajnikiem TV. Później, gdy nastąpiła ekspansja GSM, postawiono coś obok. Coś wiejskie przypominało rusztowanie stawiane u Heńka przez Szwagra. I tak zostało. Mam więc na Piątkowie pięknie, harmonijnie zaprojektowaną Wieżę na motywie kwiatu lotosu i Drapoka na motywach wiejskiej interpretacji wieży Eiffla.

I tu mi się jawi alegoria Polski. Stara piękna wieża odchodzi, nadchodzi czas nowych, agresywnych badziewi.

Wszyscy ostatnio dostali jakiegoś szfungu i katują mnie piosenkami z taśmy o pewnym Dżingo Bellu!

Nie znam gościa, ale podejrzewam że to może być ten grubanio w czerwonych spodniach i kubraku, maskujący się sztuczną brodą z waty! W końcu Amerykanie mają takie dziwne imiona i nazwiska, nawet wróżka ma na imię Tinker-Bell (Dzwoneczek)! Więc pewnie może być i gruby Dżingo-Bell! Poznałem wczoraj jednego Dżingo, siedział  w markecie w tym swoim czerwonym kubraku i ze sztuczną brodą, i sadzał sobie dzieci na kolanach, pedofil jeden. :-P

Chociaż trochę czuję się zaszczuty, gdy śpiewają mi w markecie, że „Mery Chrismas ewryłan!” – ja się nie czuję kobietą, jakąś Merry! Proszę mnie nie „ewryłanować”!

Czuję się kompletnie zdezorientowany! To ten Dżingo Bell w czerwonym ubranku i ta Mery Christmas?! Czy to jedna i ta sama osoba? A może to pierwsze to pseudonim artystyczny tej drugiej??? A może Śnieżynka ma na imię Merry Christmas?

Nie wiem, nie wiem! Już jestem z tego cały głupi!

U mnie w Poznaniu na gwiazdkę zawsze przychodził GWIAZDOR z wielkim worem prezentów! Mikołaj przychodził na mikołajki, 6 grudnia i wkładał nocą drobne słodycze w wyczyszczone buty!

A dzisiaj ten przebrany grubol w czerwonym kubraku w markecie powiedział dziecku, że nie jest żadnym tam gwiazdorem!! Mery Chrismas jeden, w worek kopany, zniszczył dziecku święta!

Reasumując elegancko – ubolewam, że kulturowa pseudoglobalizacja doprowadziła do totalnego zubożenia nie tylko lokalnych, regionalnych zwyczajów i nawet nazewnictwa, ale także doprowadziła nawet do braku pięknych, polskich kolęd w przestrzeni publicznej, zaśmieconej standardową anglojęzyczną papką marketingową…

Ale cóż, w czasach kiedy „jako Bogu cześć mu dali” dzieci interpretują jako takiego „żółwika” z małym Jezuskiem, a „Jeżu malusieńki leży wśród stajenki” (jeżyk taki, malutki w słomie), i oczywiście „dzisiaj w bet lejem!„.. W tych czasach zubożenia języka do tysiąca podstawowych wyrazów ze Słownika (na dostępnych 30 tys.) nie dziwi, że najmłodsze pokolenie nie rozumie połowy kolęd, nie rozumie języka liturgicznego. Z tym pal licho.

Gorzej, że nie rozumieją Umów podpisywanych z Polsatem lub z Bankiem…

Moja bratanica jest Turczynką, chrześcijanką. Dawno nie była w Polsce, ale zabrała do Turcji buteleczkę wody święconej. W buteleczce zostało jej już tylko połowa, a na jej uzupełnienie nie ma szans na wschodzie Turcji, więc zapytała mnie, czy może dolać do niej zwykłej wody, i będzie ona nadal święcona?

A może będzie tylko PÓŁ-święcona, bo pół jest wody zwykłej, a pół święconej? Ja jednak sądzę, że zwykła woda nabiera uświęcenia w kontakcie z wodą uświęconą! Bo jak może byc cała nie-święcona, skoro w połowie objętości jest nadal święcona!? Przecież raz poświęcona woda nie może tracić swojej świętości!!!? A przecież nie może być święcona co druga jej molekuła, a co druga nie?

Pytałem mojego proboszcza, ale zbył mnie tym, że nie ma czasu na dywagacje o bzdurach! Ale to dla żarliwego katolika nie są żadne bzdury, gdy w kraju muzułmańskim mieszkać musi, a wody święconej potrzebuje codziennie i żarliwie! W baniakach ma ją z Polski sprowadzać?

Ergo, łaska uświęcenia przechodzi z wody święconej na pozostałą! Trochę tak jak działa homeopatia! Kropla tworzy ocean łaski! To wydaje mi sie naturalne!

Boję się tylko tego, że jeśli księża od tysięcy lat święcą wodę, poświęcili jej takie ilości, że nawet rozcieńczona, gdy trafiła z deszczem, rzekami do oceanów, sprawiła że cała woda na Ziemi stała się święcona!

PS: wpisałem w Google frazę woda święcona. W podpowiedziach Googla znalazłem hasło: woda święcona SKŁAD. Ale Google nie zna się na żartach, to nie żart. Ktoś nie wiedział po prostu, że święcona od zwykłej różni się tylko tym, że jakiś gość coś nad nią wymamrotał i ręką pomachał. Och, przepraszam, poświęcił ją, a nie np. soli kuchennej, albo innego chlorku sodu dosypał :P! To tak pod kątem fideistycznego pojmowania  religii w Polsce.

Adam Słodowy radzi – odmów nad miską modlitwę – Formuła poświęcenia wody:
„Wszechmogący wieczny Boże, wszystko co istnieje pochodzi od Ciebie. Pobłogosław tę wodę, którą będziemy pokropieni jako znak nowego życia i oczyszczenia z grzechów. Ufni w Twoje miłosierdzie, błagamy Cię: odpuść nam nasze grzechy, abyśmy z czystym sercem mogli Ci służyć. A gdy choroba lub inne niebezpieczeństwa i zakusy złego ducha będą nam zagrażać, niech nas chroni Twoja opieka. Prosimy Cię o to, przez Chrystusa Pana naszego. Amen.” Jeśli masz pod ręką paschał, zanurz go trzy razy, ale nie jest to konieczne.

Znalazłem wykładnię, że generalnie powinien to zrobić kapłan, ale tak jak w przypadku ślubu, może to zrobić także każdy prawy chrześcijanin! Rozwiązanie jest czysto mistyczne, tak jak samo misterium Uświęcenia! Tak więc, jeśli chcemy aby woda święcona po dolaniu do niej wody "zwykłej" zachowała swoją "święconość" to (zgodnie z nauką Kościoła rzymskokatolickiego) wypadałoby poprosić o to TEGO, który MA MOC SPRAWCZA, np. w formie modlitwy.

Ergo: jeśli poproszę JEGO żarliwie, by uświęcił Ocean Spokojny, do którego wylałem pół flaszki święconej z kościoła w Pabianicach, to Ocean będzie poświęcony! Liczy się żarliwa modlitwa, a nie proporcja wagowa! C.N.D

Pozostaje pytanie, czy woda święcona która wyparowała z aspersorium i spadła z deszczem do Odry, spowoduje, że poświęcę Odrę z dobrej, żarliwej intencji, by wszyscy mieli dostęp do wody święconej na kolędę… Kto czytał Kocią kołyskę, ten zna odpowiedź!

Motto: Na straganie, w dzień targowy, różne słyszy się rozmowy :)

Jest w Orange (d. TPSA) taka usługa jak Dobry Numer. Cos jak zegarynka, czy budzenie. kosztuje jakieś 3.5 zł za minutkę i jest dostępna głownie z tel. stacjonarnych – to taki sposób Orange, by ze starszych ludzi wyciągnąć dodatkową kasę za dzwonienie z telefonu, w którym ma się darmowe minuty. Nihil novi sub sole.
Jednak numer jest o tyle fajny, że działa jak „google dla staruszków” – można przez słuchawkę zapytać nie tylko o połączenia kolejowe i autobusowe, ale o wszelką informację miejską, o firmach, nr.tel., ale także o każdą informację, którą można znaleźć w google czy w innej Wikipedii!

Z „dziennikarskiego obowiązku” zainteresowało mnie, jak to działa od kuchni. A więc udałem się na mały rekonesans. Oczywiscie zatrudnienie poprzez agencję pracy (stawka 10zł/h i 3/4 etatu, ale dziewczyny z „913″ maja gorzej), która rekrutuje dla Podwykonawcy, świadczącemu usługi dla TPSA (pardą, Orange). Oczywiście w budynku, który zbudowała „Poczta-telegraf-Telefon” za wczesnego Gierka. Czyli standard w korpo – pracujsz na dwóch pośredników i pracodawcę.

First Luk? Dwie godziny nawijania makaronu propagandowego na uszy pt. jak to sie u nas wspaniale pracuje. Z obowiązkową prezentacją multimedialną w PowerPoincie, bo standard korporacyjny zobowiązuje.
Później pięć dni szkolenia.

Dzień Pierwszy – z tzw. kultury korporacyjnej – o tym, że nie zdrabniamy (proszę o chwilę cierpliwości, zamiast poczekaj pan chwileczkę), że „dziękujemy za cierpliwość” a nie „fajnie że pan poczekał” :) Uważam że ten dzień uwłaczał każdemu, kto skończył maturę (i osiagnął podstawowy stopień kultury osobistej i społecznej). Ale mi, jak się okazało później, taki tryb trochę przeszkadzał po kilku latach dość swobodnej rozmowy z własnymi Klientami – wymknęło mi się „na słuchawce”, że pociąg Regio to taki z krzesełkami-dupomęczkami. Dostałem upomnienie ustne od „dozorcy sali” (tim-lidera chyba), że nie trzymam korporacyjnych standardów i że kategorycznie, itd.

Dzień Drugi – Szkolenie z NBN. Czyli Nowej Bazy Numerów. Pamiętam Starą. Taką DOS-owską jeszcze, wykradzioną z TPSA i sprzedawaną na CD na giełdzie komputerowej. Poszło mi tego ponad 500szt :-) Miała taki bajer, że pokazywała także numer mieskania! A w czasach gdy 99% ludzi miało tel stacjonarny – to było bezcenne… Dziś NBN pozwala wyszukać także po nr lokalu, ale tej informacji nie wolno podawać :) Generalnie niczego nie wolno PODAWAĆ, często nawet potwierdzić np., czy pani Agnieszka Franczyk mieszka Przy Piłsudskiego. Można podać sześć numerów do A. Franczyk, w tym tej z Piłsudskiego. A czas się nawija, 3.5 zł/min… Ale cóż, Ustawa o danych osobowych obowiazuje. Nie obowiazuje tylko w Książce telefonicznej, papierowej, bo tam potwierdzę natychmiast takie zamieszkanie. Kultura korpo Uber alles.

Dzień trzeci – googlologia, czyli wyszukiwanie w Necie. Elementarne podstawy, to strony wyszukiwań które MUSISZ mieć otwarte. Hafas (stara, szybka wersja rozklad-pkp.pl) – tu warto otwierać kazde nowe zapytanie przez CTRL+D bo Klient często wraca do porównania z poprzednim zapytaniem a ostatnie Tobie znika.. E-podróżnik (wymaga uruchomionej sesji googla co pół godziny i wyglada jak praca zaliczeniowa z Javy drugorocznego „studenta” Cossinusa – i tak samo działa), jednak fajnie podaje wszelką komunikację autobusową do najmniejszych pipidówek
Dalej – GUS – stronka podaje wszelkie regony, nipy, pkd i ekd, adresy, wpisy.. po taką informację często dzwonią windykatorzy, którym się nie chce szukać dłużników, a telefon wliczają w koszty. Plaga poranna :-)
Z plag wieczornych są dyżury.pl, czy inne lekarze.pl – w oko szkło dziecku odprysnęło i „panie, gdzie w Bytomiu jest dyżur okulistyczny”? Tu akurat miło pomagać! Albo – Chciałam do reumatologa w Bytomiu na Kurnnickiej, jaki tam telefon? (tu można przez NBN: przychodnie/bytom/kurnicka, albo przez google, ale wtedy nalezy podać: „brak informacji w naszej bazie, podaje informację z internetu”)
Jest jeszcze zapytanie o kod pocztowy/ulicę – tu musisz znać jakąś pocztapolska.pl, czy coś podobnego, ładna i szybka wyszukiwarka typu: miasto / dzielnica / kod / ulica.

Trzeba oczywiście mieć wykute na pamięć tak trywialne i popularne informacje, jak: opłata kolejowa za psa w PR/IC, zniżka na dziecko szkolne/przedszkolne, promocja biletowa dla emerytów w IC, nr na budzenie, studencki miesięczny w PR… Reszta wychodzi na Egzaminie :D Jak np. to, że do Ustki w środy nie jeździ żaden pociąg, a wszyscy się na tym wykładają i podają ten czwartkowy :)

Dwa kolejne dni „szkolenia” to praca już na słuchawce, na żywca z Klientem („dozorca sali” na nasłuchu: oj panie Krzysztofie, idzie panu poniżej średniej).
Sala jest fajna, taka Ptaszarnia, a raczej Kurnik. Open-spejs znaczy. Na ok. 180 otwartych klatek. Boxów znaczy. Sufit wisi nad głową na 2.2 m, podparty filarami. Na filarach są namalowane ptaszki :) Takie stylizowane na „z flamastra” – te ptaszki mnie urzekły – są na prawdę fajnym akcentem nie tylko w Kurniku, ale w całym budynku tworzą sympatyczny lajfmotyw – a to w pokoju dla matki z dzieckiem karmią pisklęta, a to na parterze są pingwinami i wołają „w górę!”, a to odpoczywają nad kanapą w pokoju odpoczynkowym, a to wrzucają łapkami plastikowe butelki do kubłów na plastikowe butelki… Miłe to i tworzy sympatyczny look.

A z fajniejszych zapytań na słuchawce?

Dzwoni Babcia: Jak się dodzwonic do DUDA-pomocy (prawnej)? Ot zagadka, bo to „cós” przeprowadzało się ze cztery razy, a na ostatniej lokacji podawało tylko adres, BEZ telefonu. W końcu wpadam na to że ministrant Maliniak jest teraz prezydentem i zagladam na prezydent.pl (czy cos w podobie). Trafiony. Zatopiony.

Dzwoni Biznesmen: prosi o telefony wszystkich sex-schopów w Polsce. Wsystkich! Wchodzi z nowym Produktem na rynek i potrzebuje do marketingu :) Nawet całkiem szeroko opowiada koleżance o Produkcie, a ona w tym czasie się czerwieni malowniczo, a Biznesmen w tzw. miedzyczasie notuje numery. Ze dwie setki numerów. Ponad godzinę tak wisi, 3.5 zł za min. promocja kosztuje :)

Dzwonią też wszelkiej maści windykatorzy, komornicy i podobne sępy, w celu ustalenia np. siedziby firmy dłuznika, lub miejsca obecnego zamieszkania Misia.. Wiec szukamy dla nich po Googlu, po Fejsie, po forach, z jakiego miasta ma nieostrożny delikwent fotki i notki. Czuję się jak detektyw za 3.5 zł za min. :P

Są też Klienci-Legendy :-)

Dzwoni np. „EMPIK” (z miasta na 51) i zawsze na początku pyta o numer do Empik-u w swoim mieście. Jeśli trafi na słuchawce na mężczyznę, prosi o przełaczenie na informację kolejową. I tak dalej, do skutku, aż trafi na kobietę, wtedy bajeruje przez pół godzinki. 3.5 zł za minutę, ale kto mu zabroni? :-) Empik dzwoni codziennie, tylko po boxach ludzie do siebie mrugają, że Empik juz jest :)

Dzwoni też „TANGO”. On też ma chyzia co go gryzia, i jeśli trafi na kobietę na słuchawce, pyta o tanga argentyńskie. O tytuły, wykonawców, płytografię, filmy… Ma też ulubiony tytuł i pyta, gdzie mozna osobiście kupić ten utwór na płycie CD. prawidłowa odpowiedź – najbliżej w Berlinie :)

„słuchawka” która mnie szkoliła juz na słuchawce, w pracy z klientem, zatrudniona od 18 miesięcy, własnie dostała awans. Z Młodszej Słuchawki na Słuchawke Wyszkoloną. i oczywiście ani 10 gr. na godzine podwyzki :) A zapierdziela jak mały perszing, aż babcie nie nadążają notować… :-)

Słowem, ciekawa przygoda dla studenta obkumanego w Google, za 9 zł na rękę za godzinę, na max. 3/4 etatu.
Witaj kariero w korporacji :)

disclaimer: we wpisie nie zostały ujawnione żadne informacje zastrzeżone w podpisanej przeze mnie „klauzuli poufnosci”. Przeanalizowałem ja z moim radcą prawnym :)

…Cesarz Hindenburg abdykował (znaczy, Bronek przegrał), parlament rozwiązany (znaczy, wybrany taki jaki PISlamistom potrzebny), Hitler u władzy (pardą, Prezes), teraz tylko czekamy na podpalenie Reichstagu przez przez Żydów, socjalistów lub cyklistów!

Sytuacja polityczna w dzisiejszej Polsce jako żywo przypomina mi Niemcy z połowy lat 30-tych ub. wieku.

Zastanawiam się tylko, jakąż prowokację zaplanuje jakiś Szmaciarewicz, by całkowicie pozbyć się parlamentarnej opozycji?

Obstawiam jakąś współczesna formę „prowokacji Gliwickiej” typu decyzja o emisji przedstawienia „Golgota Picnic” w teatrze TV :D


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa