Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy w kategorii: Same życie

Podczas Wojny Perskiej, o zwycięstwie w kluczowej bitwie pod  Maratonem należało szybko powiadomić władze w Atenach. A że nie było tel. komorkowych ani innej łączności, postanowiono pchnac z wieścią umyślnego. I tak jak się artylerzyscie nie daje karabinu snajperskiego, tak nie puszczono z wieścią hoplity w pełnej zbroi, tylko szybkonogiego młodzieńca - gońca służącego do roznoszenia rozkazów pomiędzy oddziałami  (nadal nie było komórek).
Biegł więc sobie Militiades spokojnie (biegaliście kiedyś wyczynowo w greckim klimacie? ), w sandalach przez kurz greckich dróg  (nie, asfaltu tez nie było), z górki i pod górkę (Ateny zbudowano na Siedmiu Wzgórzach, Akropol wchodzących na niego też potrafi wymęczyć). Dobiegł na drugi dzień i wiadomość na agorze wyharczał. 

Sandały, upał, wzgórza, samotność, ważna wieść, honor i powinność. 
Kontra asfalt, miasto, izotoniki, tysiące uczestników, sponsoring i lans.

Wybaczcie, ale nie znajduje tu ani jednej analogii "tradycji Maratonu", prócz samego dystansu nieco ponad 40km. A i tak przecież umownego, bo przeliczanie wprost wielkiej, okrągłej liczby starożytnej jednostki długości (staje) na metry jest nieporozumieniem. Ale za to tradycyjnym ;-) 

A więc biegnijcie "maratonczycy" w spoconej, kilkutysięcznej i niekonczacej się cizbie, po asfalcie (da się bardziej monotonnie?), odcięci słuchawkami od świata, ale za to w portach od sponsora, wykonanych w jakiejś kosmicznej technologii. 

Biegnijcie, po raz kolejny na kilka godzin dezorganizujac komunikację miejską i ruch uliczny, radośnie wychować spaliny. Macie głeboko w dupie, że ktoś chce dojechac autobusem do pracy w niedzielę, a tu na kilka godzin autobus znika, bo przecież maraton! Taksówkę birz i jedź nią teraz objazdami, bo przecież maraton! To dla mnie poproszę tor bobslejowy na głównej ulicy miasta, bo chcę sobie na sankach pojeździć, a inni mają mnie podziwiać, jaki to ja jestem super! I nawet niech nikt nie piśnie że to paranoja i PSEUDOSPORTOWY TERRORYZM!

Bo przecież to absolutnie niemożliwe, byście sport uprawiali na obiektach sportowych i terenach zielonych, obiegali dookoła sobie jakiś warszawski Lasek Kabacki czy inny Wilanów, poznanskie Morasko, Cytadelę, czy inny Park wzniesień Łódzkich. 
Nie, wy musicie co kilka tygodni zwłaszcza miasto, bo chcecie sobie pobiegać. 

NIE JESTEM przeciwko uprawianiu sportu, ale uważam, że tak jak miejsce miejscem spania jest łóżko, miejsce robienia kupy jest w ubikacji, tak miejscem do uprawiania sportu są obiekty sportowe i tereny zielone, a nie drogi asfaltowe. Te służą do zapewnienia miastu sprawnej komunikacji! TO NIE JEST WASZA BIEŻNIA!
CZas skończyc z tą modą na sportowy terroryzm w miastach!

Zarejestrowaną kartę sim prepaid sprzedam!
Ostatnio hitem sprzedaży miesiąca są właśnie zarejestrowane karty SIM, czyli karty prepaid do telefonów komórkowych. Chodzi toto po 15-25 zł, choć widziałem i „Masterke” do produkcji nowych, zarejestrowanych kart za 150zl.

Geneza? Ustawodawca, czyli PiS, w celu przeciwdziałania terroryzmowi wymyślił sobie, że każdy islamski bojownik ISIS w celu dzwonienia na terenie Polski pójdzie grzecznie do kiosku z paszportem i zarejestruje na siebie kartę. Nie ukradnie, nie poprosi kogoś o możliwość puszczenia „eska”, nie kupi też karty na Allegro zarejestrowanej na „słupa”. Juz nie kupi, bo wczoraj zabronili tym handlować w regulaminie; -) Ale już na oglaszamy24.pl czy na sprzedajemy.pl biznes kwitnie. Sam mam je po 15-21 zł.

Sprzedaż karty zarejestrowanej na siebie jest zgodna z prawem, tak jak dzwonienie z tel. użyczonego przez kolegę. Ustawa nie mówi, że każdy musi dzwonić ze swojej karty, był by to absurd prawny. Chociaż w Kaczystanie to tylko przeoczyli…

Po co komu taka karta na słupa? Ano po to, że jeśli dotychczas kilka lat korzystał z karty anonimowej, to być może sobie to cenił, że nikt nie skojarzy jego rozmowy z kochanką, kontrahentem, podwykonawca, kupującym, itp. W tym momencie nie zarejestruje przecież swego anonimowego numeru, bo cała historia anonimowych dotychczas połączeń zostanie przypisana do konkretnej osoby! Woli żeby stara karta mu padła, kupi nową „anonimowa” ;-)

Tu też jest fajny myk. Na firmę nawet jednoosobową, można zarejestrować sto kart (na osobe prywatną 10szt.) Czyli jeśli je wszystkie sprzedam wysylkowo, nagle w systemie GSM loguje się stu Misiewiczow, każdy w innym mieście, a trzech z nich popełnia jakieś przestępstwo. Misiewicz – właściciel firmy, siedzi na Majorce. Wraca do kraju i ma sześć zarzutów karnych z całej Polski. Kolejny absurd prawny I bezsensowne zabawy w zarzuty których nie da się udowodnić. Absurd, że nadmiar danych z inwigilacji zapewnia anonimowość! Drzewo się w lesie schowalo.

Po co ta anonimowość? Oprocz SMS do kochanki, wielu używa „anonimow” do połączeń internetowych z siecią TOR („czarnym internetem”), część kart chodzi w lokalizatorach i podsluchach… No fajnie, jeśli ktoś znajdzie podsłuch z kartą z abonamentem na Ciebie :-)

A ta panika podsycajaca mi obrót? Nawet jeśli zapomnisz zarejestrować swoją kartę do 1 lutego, przestanie ona po prostu gadać. Nie podlega autodestrukcji, środki nie przepadają. Musisz tylko iść tak samo jak dziś do operatora i zarejestrować się. Odblokuja! I tak samo po 1 lutego będzie można produkować „anonymusy”! Cena może wzrosnąć (juz drożeją) bo znikną promocje i trzeba będzie prawdziwy dowód pokazać podczas rejestracji a nie każdy. .. itp Ale kto sobie z tego zdaje sprawę? :-)

A najbardziej schodzą Playe i Orendze, bo da się mieć rok ważności konta zerowym kosztem, Tmobile wola za to 25zł miesięcznie, jak za abonament!

Słowem, nic się nie zmieni po końcu świata jaki zgotowali nam Władcy i prezes zasiadający na drabince z mieczy; -)

Za parę lat ktoś będzie miał fajny temat do badań na magisterke – określić źródła, kierunki i cele migracji kart prepaid rejestrowanych dziś „na słupa

„Kobieta z klasą, studentka, 21 latek, zgrabna, wysoka (168cm) blądynka, szuka zadbanego, męskiego sponsora na poziomie, który finansowo doceni moje towarzystwo i otoczy mnie opieką. Panowie z brzuszkiem i bez tysiąca zł za spotkanie – darujcie sobie, szkoda mojego czasu!”

Ot, z dziennikarskiej ciekawości zacząłem drążyć temat ;-) Po kilkunastu mailach i telefonach, odniosłem wrażenie, że ogłaszające się „studentki”:

1. Szukają wysokiego, wysportowanego bruneta, zaraz po trzydziestce, z firmą w której nie trzeba nawet zarządzać, a kasssa leci sama z nieba, z Ferrari cabrio, willą z basenem pod miastem i złotym łańcuchem na szyji ;-) Idealny kandydat: syn Ojca Mafii ;P Albo inny Rydzyk. Ale mężczyźni tego pokroju nie chodzą po internetowych portalach, tylko oganiają się od takich laseczek łasych na podjechanie Ferrari na drinka w Bristolu, w Monte Carlo. więc studentkom pozostają panowie z lekkim brzuszkiem, ok. 40-tki, ze stabilnie działającą firmą i chwilką wolnego czasu na extra przyjemności w hoteliku 3*. Ale „studentki” tego nie wiedzą ;-)

2. Chcą się podswiadomie „pobawić w dom”, ale w taki na godziny i bez żadnych obowiązków, sam FUN bycia z kimś w stałej relacji i bliskości – cóż że płatnej, jak comiesięczny czynsz… Taka „żona na godziny” na imprezie Cię ozdobi swym towarzystwem, w towarzystwie ne palnie przynajmniej największej głupoty, wie w której ręce trzymać widelec. Ale szklanki wody nad ranem nie poda sponsorowi skacowanemu ;-) Taka która ogarnie po sobie łazienkę jest cenna ;-)

3. Są to wyłacznie „kobiety z klasą”. Którą tracą, dając takie ogłoszenie ;-)) Miło jest, kiedy taka „z klasą” wie, w jaki sposób położyć sztućce na talerzu tak, by kelner go nie zabrał, lub zabrał. Perełką jest taka, która wie kiedy spadają gwiazdy (Perseidy i Leonidy w sierpniu) i umie odróżnić wierzbę od topoli. Ale buty Nike od Pumy każda odróżnia wszystkie modele ;-)) Ale nawet jeansów męskich od damskich nie odróżni, jeśli nie leżą we własciwym dziale ;-)

4. Selekcja jest ostra – panienki swoje zdjęcie wyślą dopiero po przesłaniu Twojego, jeśli uznają, że to właśnie może być ten brunet wieczorową porą, na koniu białym, z trzosem złota pełnym, być może. Ale działa to w obie strony – na jedno takie ogłoszenie odpowiada kilkuset „sponsorów”. Jest w czym wybierać i w czym grymasić. Na pozór. Cóż, kazdy może przesłać zdjecie DiCaprio i napisać że jest prezesem KGHM. Nawet Misiewicz ;-)

Później „studentki” po kilkunastu różnych spotkaniach nabierają pokory i rozumu. Piszą: „nie szukam bajkopisarzy, ale realnego mężczyzny”. Same oczywiście stylizując się psychologicznie i fizycznie na co najmniej Księżną Dajanę. ;-) Ale tylko zapytaj taką „hostessę” o wagę, przy jej wzroście, to obrazi się śmiertelnie! ;P

Kiedyś ludzie umawiali się na kawę w zacisznej kafejce, pogawędzili nieco i wiedzieli czy będzie następna kawa, ta na śniadanie…
Dziś „kobieta z klasą” (drugą „B”), po czterozdaniowym e-mailu i dwóch selfie jest w stanie rozpoznać swojego, tego jedynego sponsora do stałego układu! ;-)

Ma ON być nieco ograniczony mentalnie (by dał się go namówić na wszystko dla swojej księżniczki), choć musi być z wyglądem i złotą kartą kredytową (bo gotówka by mu portfel rozepchała zanadto).
Ale tacy piją już drinki w COCOMO ;P

A teraz „horoskop sponsorowanek”, czyli na co potrzebują funduszy gejsze tutejsze? jest kilka typów ;-) :

0. „Galerianki” – choć nie koniecznie do znalezienia w galeriach handlowych. Jeśli gustujesz w „lodziku w aucie” za 50zł podczas jazdy, bzykaniem w przymierzalni za ciuchy i nie boisz się paragrafów na „nielaty” – ta opcja jest dla Ciebie ;-)

1. „Imprezowiczki” – od osiemnastki do dwadzieściaparę. Jeśli tylko weźmiesz ją na impreze z bansem, Tequilla się leje, kreskę się wciągnie, to jestem Twoja „od morza aż do Tatr” ;-) Dostępne do Twojej 30-tki, chyba że nazywasz się Wojewódzki. Z taką, to nawet na miesiąc na Hawajach.

2. „Matki Polki” – dziewczyny przed trzydziestką, często samotnie wychowujące dziecko, które musi mieć kapcie Najki. Zadbane, w miarę rozgarnięte, otwarte na propozycje, tylko słabo rozruszane intelektualnie i mentalnie.. Poświęcą Ci raczej godziny niż dni. Nie musisz być wierny, tylko przytul. Lubią być w kontakcie, co nie zawsze bywa pozytywne. Lubią „przygodę” – to czego nie doświadczyły i bez Ciebie w życiu nie doświadczą.

3. „Kierowniczki” – panie w okolicach czterdziestki, wykształcone, często fizycznie bardzo zadbane, mają „swoją klasę” – po męsku nazywa się to wymaganiami, którym musisz sprostać – w łóżku są świadome swoich możliwości i potrzeb, ale potrafią dać wiele fajnych doznań. I zrobią poranną kawę. Minusem jest, że czasem trzeba zmienić własne zwyczaje i image. Taka cena pozagotówkowa. Z zasady „będziemy w kontakcie” ;-)

4. „Milfki” – późno po 40-tce i duużo dalej – często rozwódki, wdowy. I syndrom pustego gniazda. Choć uwielbiają budowlańców i drwali, którzy „rżną krótko i ostro”, mają zalety dla tych, którzy lubią tanio i bez wymagań. I często mają lokum ;-) Wśród nich łatwiej znaleźć chętną na sex bardziej extremalny niż deepthroat i anal. Czy warto- sam oceń ;-)

5. „Fotki łykaj, nie dotykaj” – temat od dziewczynek wysyłających zdjęcia z łazienki, z żelem intymnym w tle i w kapciach z pomponami, za doładowania do Orange, aż po kamerki internetowe w zamkniętych płatnych pokojach, gdzie Ona na życzenie zrobi wszystko co sobie zamarzysz! Sutek przebić igłą lekarską, monetę 5zł zalać woskiem na pępku – no problem. Tylko stówa za minutę. Jeśli kogoś takie klimaty kręcą – jest nisza ;-)

CND.E.

Dziś mam ponad pół życia za sobą, i zostało mi najwyżej pięć następnych, nie więcej. Moja fizjologia więcej nie wytrzyma. I dziadek, i Ojciec zmarli w wieku 67lat. Ale to była przedwojenna produkcja ;-)

Więc patrzę sobie wstecz, cóż to ja zrobiłem dla świata i ludzi przez te prawie pól wieku?

30 lat temu posadziłem sadzonkę kasztana. Na opuszczonym cmentarzu przy trasie na podpoznański Karolin. Siałem tam marihuanę, to i kasztana posadziłem. Dziś Kasztan ma w pasie ponad 40cm, wyrósł chłop. I nikt go nie wyciął. Komuś zapomnianemu nad grobem pełga wiosenną zielenią. A kasztany zrzuca jesienią.

25 lat temu sprzedałem wypasionego Malucha, podkręcone CB-radio z 40-tkami i dopałą 200W, kupiłem sobie Kwadrat. NIewiele, dwa pokoje, balkon na południe i tyle. Na budowę domu się nie szarpnąłem, może i dobrze, bo za 3 lata, z dochodów z giełdy komputerowej kupiliśmy z Dodziakiem drugie mieszkanie w Pabianicach. Żaden kredyt, wszystko gotówka. Podziwiam tych, którzy się uwiązują na 30 lat do jakiejś betonowej klatki…

Gdy znalazłem Towarzyszkę Życiową która urodziła nam dziecko, byłem już po czterdziestce. I byłem wniebowzięty!!! Dziecię chowało się pięknie, nie chorowało, „a cóż że ze Szwecji”, czyli córka, nie syn. Tak samo się kocha. Dziś mogę ją kochać tylko na odległość, bo Była Toważyszka Życiowa pewnego lipcowego dnia odeszła z przyczyn ekonomicznych, gdy już nie byłem w stanie zaspokajać jej zachcianek i spłacać jej kredytów, napisała na pożegnanie SMS: „nikt mi nie będzie mówił, co mam sobie kupić!”.

Najbardziej dziecka mi żal. TŻ napisała, że będzie córkę wspierała. Nie wiem jak wspierać dziecko potrafi łódzka szwaczka, a jak poznański informatyk. Bo o tą różnicę dokładnie chodzi. Żal mi po prostu, że moja córka nie będzie chodziła do żłobka i przedszkola Montessori, nie nauczy się w domu angielskiego, nie pójdzie na kółko teatralne… Żal mi dziecka, że skończy w jakiejś zawodówce fundowanej przez Korporację, zamiast iść na studia i korzystać z Erasmusa, jak moja siostrzenica, Dilan. Pół-turczynka, topowa informatyczka w gimnazjum, po 19-tce po trzech stażach i już z propozycjami pracy w Lądku (UK).

Nie wiem czy tego wszystkiego chciałem, czy samo się potoczyło. Bóg i partia mi świadkiem, że robiłem wszystko, by wyszło jak najlepiej.
Raz, stosując zasadę „ustąp aby zwyciężyć”, a raz „walcz o swoje”. Nie szedłem po trupach – jestem buddystą, cenię każdą myśl, nawet złą.

Dla wytrawnych czytelników blogów nie będzie niczym dziwnym, że największym wsparciem mentalnym, duchowym, życiowym, bezinteresowną poradą okazała się dla mnie Była Małżonka.

Nie wiem co po mnie zostanie, po prostu chciał by jak najlepiej dla dziecka.
Tylko jak mam to zrobić???

Kim jest hipster? IMHO, kimś kto mając sporo kasy, zamiast przepijać ją w piątek wieczorem wśród korposzczurów, poszukuje i otacza się przedmiotami unikatowymi – nie unikalnymi, bo wszak ich nie unika, a wręcz poszukuje. Owszem, klika sobie z najnowszego Ajfona, siedząc w leżaku nad Wisłą, ale nie w czapce z dzianiny, w środku lipca, , z rynku pod blokiem. To się nazywa szpaner, lub pozer.

Ad rem. Wlokę się sennie Osiedlem z moim mini-plecaczkiem Jansporta (nie produkowany od 5 lat, a strasznie poręczny, tyle że wypłowiał mi w Indiach…). Napawam się słońcem, sunę tiptopem, w zakamarki zaglądam. W tym czasie młody właściciel budy z pizzą podjeżdża z dostawą, nakazuje personelowi gasić pety i wypieprzać do środka, nosząc towar, który przywiózł zdezelowanym transitem. Przygląda mi się namietnie. Własciciel, nie transit. Myślę sobie, ze studiów gówniarza nie znam, za młody. Z biznesu – pamiętał bym. Cycek krowi znaczy, jeden z wielu, zaczepny ino jakiś. :-D

Mijam tą jego budę z pizzą, na którą jego ojciec zapierdalał 20 lat jak jakiś Ciapaty, a młodziak do mnie: „do roboty byś się wziął!”
Odpowiedziałem: jesteś smieszny. i roześmiałem sie serdecznie. Nie chciałem dodawać banalnego odzewu: „do roboty są woły i młoty”. Przecież nie będę młotowi tłumaczył, że dziś dochód przynosi kilka sensownych klinięć, a nie napierdzielanie Transitem z towarem i poganianie personelu… Ale tego go w zawodówce nie uczyli. Mnie na studiach informatycznych uczyli.

Jakos nie chciało mi sie wchodzić w dialog o tym, że w ostatnim roku podatkowym zapłaciłem prawie 40kPLN (czterdzieści tysięcy) podatku VAT.  A ile ty zapłaciłeś podatku VAT kolego szanowny? Tak, wiem, masz zmyslną księgową, ale ja mam lepszą. Nigdy nie płacę tego, czego ewidentnie nie muszę.

A tymczasem to Ty Kolego Szanowny zapierdzielasz w swojej budzie z pizzą, jak jakiś Ciapaty na dorobku, a ja sobie żyję z odsetek, czy innych dywidend.
Pracowałem na to 40 lat. Mam mieszkanie BEZ kredytu, drugie sprzedałem ostatnio.

Prosto mówiąc, nie muszę zapierdalać jak Ty, na 2, alb 5 tysi czystego zysku z budy po ojcu, z pizzą.

Stać mnie na to (na co Ty właśnie pracujesz na moje konto), by żyć sobie spokojnie z Twoich podatków. Może mam emeryturę, może rentę, a może 500+ na tysiąc dzieci, a Ty i tak na mnie zapierdzielasz, za co Tobie dziekuję. Jesteś młodą siłą Dobrej Zmiany! ;-)

Ze swojej pracy byłem w stanie spędzić 2 tyg. w Japonii, miesiąc w Idiach (w letnim pałacu radży Radżastanu), zwiedzić Kambodżę, Wietnam, SriLankę, Kanary, Borneo, Madagaskar i kilka innych destynacji których nie chce mi się wymieniać. Ty z pracy Swojego Starego masz budę z pizzą i zapierdzielasz po towar, goniąc personel za pety.

A ja tiptopami obnoszę swój brzuch po osiedlu i po śmietnikach wyszukuję rarytasów – jak dziś – kryształowe owalne lustro z lat 20-tych. Smaczne.
To moja wina, że jestem hipsterem bez epickej brody i bez czapki z dzianiny w lecie.

Narodowy Bank polski ogłosił, że od lutego 2017r. nastąpi emisja nowego banknotu o wartości 500zł.
Czy zastanawiacie się DLA CZEGO?

Według mnie, jest kilka alternatywnych powodów:

1. Pozytywny – gospodarka będzie się bardzo prężnie rozwijać, PKB wzrośnie niepomiernie, więc będziemy mieć o wiele wyższy dochód! A rząd w trosce o nierozpychanie naszych portfeli nam te banknoty skomasuje.

2. Negatywny – szykuje się inflacja jak w latach 80-tych, rzędu 80% rocznie, kiedy wszelkie wpłaty i lokaty nie miały sensu, należało wydawać natychmiast posiadaną gotówkę. Owszem, makroekonomicznie to potrafi na krótką metę napędzić gospodarkę poprzez nadmierną konsumpcję, (a więc i produkcję), ale mikroekonomicznie każdą rodzinę wpędzi w wielkie długi (a co, Provident nie podniesie odsetek? Banki nie podniosą odestek od kredytów?)

3. Społeczny – przewiduje się wzrost wartości łapówek, a głupio tak wręczyć kopetę z 30-toma 200-stówkami. Więc będzie gładko i mieścić się będzie w kopercie. Nie martw się że pensję odbierzesz w trzech banknotach - za rok odbierzesz w takich sześciu!! I kupisz sobie za to aż sto Euro!!!

4. Logistyczny – przy rosnącej inflacji, niezbędnym będzie transport większej ilości gotówki – a 2.5 razy więcej jej się mieści w takiej samej walizce (przy wysokiej inflacji to może być istotne!). Ojej, w tej walizce do doładowania bankomatu… Tylko nie zapomnijcie się pomodlić przed wypłatą gotówki, bo to ważna decyzja życiowa jest. Za modlitwę będzie zniżka w prowizji.

Słowem, gdy Pierwszy Prezes Polski każe dodrukować miliard, to pani Szydło zatwierdzi,  Pierwszy Notariusz (tzw. PAD) podpisze. Tak jak tą piłkę z autografami otrzymaną od koszykarzy w Arłamowie…

Czego i Państwu nie życzę.

Zaczęło się już kilka lat temu, gdy wkur*eni mieszkańcy kilku miast zgłaszali na policję zakłócanie ciszy nocnej przez lokalnego proboszcza, puszczającego z kościelnej wieży na cały regulator jakichś nowenn o pierwszej w nocy. Albo innego proboszczunia, napier*alającego w dzwony o północy. Później był przypadek gdy organista się pochlał i zrobił z kumplami karaoke przez kościelne megafony o północy.

Scenka z pod mojego kościoła, w Poznaniu na Piątkowie, maj tego roku, czas komunii, sporo ludzi przed kościołem, także gimbaza z piwkami. Przez głośniki leci:”Pan jest mym pasterzem…” Gimbaza odpowiada: „A mnie chu*j do tego!”. I śmiech wspólny.

Kulminacją procesu jest ostatnie „plucie waflem w Jaśle”, kiedy to trójka gimnazjalistów wypluła hostię przyjętą w kościele jako komunię, a później robiła sobie selfie przed budynkiem, jako ukrzyżowani. Jeden z nich należał do lokalnego ruchu OAZA.

Gimnazjalistom ponoć grożą dwa lata za „obrazę uczuć religijnych”. Czyli za to, że ktoś inny POCZUŁ się obrażony. Tak jak np. pani której nie przepuszczę w drzwiach, albo nie ustąpię miejsca w tramwaju, miała by mnie podać do sądu – bo poczuła się OBRAŻONA! (to tak w kontekście przyjętych norm i konwencji zachowań, z którymi nie wszyscy z nas się identyfikują). Zapytam – dlaczego uczucia religijne mają ochronę prawną, a np. tak dla nas ważne uczucie miłości nie?? (np. dziewczyny którą chłopak rzucił!).

Więc zapytam, czy to nie ksiądz odpowiada za przygotowanie duchowe komunikantów, oazowców, parafian? Czy nie on odpowiada za poszanowanie do wpajanych przez siebie rytuałów, zwyczajów, konwencji?

Obawiam się że w ten sposób gniją KORZENIE KOŚCIOŁA w Polsce. „Góra” jeszcze ma się dobrze, jeszcze opływa w złoto i luksusy, daniele hoduje i bankietuje z prezydentem. Apb. Petz (skazany za pedofilię) też był na tym bankiecie na Ostrowie Tumskim, z okazji 1050…Ale proces degradacji będzie postępował, od korzeni w górę.

A na dole korzenie już gniją – szeregowe, małe owieczki odwracają się od Kościoła, dezawuują jego rolę, olewają rytuały, wątpią. Kościół już nie potrafi ich mentalnie zniewolić, zmusić do czołobitności, do totalnego zaufania (pójdź dziecię na zakrystię…), do ślepej wiary w całkowity zakaz aborcji, do bezmyślnego odklepywania dziewiętnastowiecznych rytuałów, do słuchania ze czcią archaizowanego przekładu Biblii autorstwa ks. Wujka.  Jest sporo przekładów współczesnych Biblii, (nawet raperski!) przystających do aktualnej rzeczywistości, ale Kościół woli chłopców w sukienkach (proboszcz chodzi w tzw. stroju krótkim, wystarcza mu koloratka z Allegro), woli zawodzenia starych bab przechodzących na klęczkach pod dywanem, zamiast mszy młodzieżowych, żywych (vide Franciszkanie w Poznaniu). NIKT z tej młodzieży nie przejdzie dziś na klęczkach pod dywanem – obciach na Fejsie! ;-/ Rytuał to rytuał, niezmienny ma być, plemienny, z zawodzeniem w koronkach – tak uważają, jeszcze, hierarchowie.

Papież Franciszek daje przykład, dobry przykład, współczesny, franciszkański, na to, jaki ma być Kościół dziś!

Ale tego polski Kościół nie dostrzega. Choć to się w Kościele dzieje, dzieje się ostro, dynamizuje, za rok, pięć, eksploduje. Prałaci jeszcze ucztują, biskupi molestują, proboszczowie odprowadzają świętopietrze do Watykanu. Jeszcze mają z czego.

Trzy miliony oszukanych dzieci… Cóż, tak się kończą populistyczne obietnice wyborcze. 500zł na KAŻDE dziecko? Zawsze mówiliśmy że na „każde DRUGIE” :) A w 2017 roku okaże się, że mówiliśmy: „Na każde drugie, ale tylko w pierwszym roku, później na KAŻDE SIÓDME!” :-/

Zacznijmy od tego, że jest wiele par, a nawet singli, którzy nie decydują się na dzieci nie głównie ze względów ekonomicznych, ale SPOŁECZNYCH – a to nie mają po prostu babci, która się dzieckiem zajmie, gdy pracują wg. grafiku, na żłobek nie mają szans ani formalnie ani finansowo, tak samo nie mają szans na powrót do pracy po urlopie macierzyńskim i wychowawczym (przez dwa lata w każdej firmie zmienia się WSZYSTKO, „a pani szkoleń nie odbywała”…) – degradacja zawodowa to wariant optymistyczny, „likwidacja stanowiska pracy” to norma.

Jeśli program 500+ miał by stymulować dzietność, to IMHO powinien motywować w ogóle do posiadania dzieci – czyli na PIERWSZE dziecko powinna być przeznaczona WIĘKSZA kwota niż na dzieci kolejne! Na pierwsze dziecko konieczne jest zawsze więcej inwestycji – a to wózek, ubrania, zabawki, wyposażenie pokoju. Drugie dziecko korzysta już z zasobów po starszym, wymaga mniejszych inwestycji!

Oczywiście nie powinno być to „rozdawanie gotówki”, bo taka forma pomocy stymuluje wyłącznie żulenproletariat do produkowania taniej siły roboczej, a uzyskanych środków przeznaczenie na cele konsumpcyjne – konsumpcję pod monopolowym. NIE stymuluje do czegokolwiek odpowiedzialnych rodziców chcących mieć tylko jedno dziecko, ale za to zdrowo odżywiane (a nie parówkami z Biedaronki), ładnie ubrane (kupujemy w lumpeksie i wyrzucamy ubrania gdy są brudne), dobrze wykształcone.

Program „żłobek i przedszkole dla każdego dziecka”, subsydiowanie tych przyzakładowych (także w korporacjach!), szczepionki na menindokoki i inne „gżdyle” bez opłat (obecnie, ponad TYSIĄC zł komplet!) opiekunki społeczne jako „pogotowie dziecięce”, gdy musisz wyjść do Urzędu? Tak, to przerasta możliwości Państwa Polskiego. W United Kingdom jest to STANDARDEM!

Warto się zastanowić kogo miał by ów program stymulować?

Pracującą parę, po 40-tce, których jedynak kończy właśnie gimnazjum, ona jest zastępcą kierowniczki w Banku, on głównym inżynierem w dziale mechanicznym. Do łącznej kwoty ich zarobków 500zł to dodatek rzędu 7%. Więcej wydadzą na opiekunkę do dziecka. Bo przecież Ona w domu nie zostanie.

A może rodzinę na Swoim? Na jednym pokoju z 1,5 rocznym dzieckiem mieszkaniu u rodziców? 60-letnia Babcia(jeśli ma wcześniejszą emeryturę), da radę uchować dwójkę rozbrykańców, jeśli dała radę jednemu.. a rodzice pracują w Lidlu wg. grafiku, tj. świątek-piątek na godziny z kosmosu. Dzieci będą rozpoznawać rodziców na zdjęciach…

A może Samotną singielkę po 30-tce, która poczuła, że jej zegar biologiczny tyka, oj tyka.. Też jest jakąś asystentką Prezesa, na pierwsze dziecko nie dostanie ni grosza, a z obowiązków i kariery nie zamierza rezygnować.

A może samotną matkę, z pięcioletnią córeczką, z alimentami których „były” nie płaci, a która usiłuje związać koniec z końcem pracując na wariackie zmiany na kasie w Biedrobce i wyciągając 1650zł miesięcznie? Nie, jej się na pierwsze dziecko też nie należy. Musiała by zgarnąć jakiegoś bezrobotnego trutnia z ulicy i zafundować sobie potrójne obciążenie – jego i dwójkę dzieci, w tym jedno uniemożliwiające pracę. Wszystko to, przypomnę, za 500zł.

A może chronicznie bezrobotnego, byłego pracownika PGR-u, z czwórką dzieciaków (karmionych ziemniakami z cukrem i jajkami)? Takiemu który ma po rodzicach 10 hektarów i bierze na nie po tysiąc złociszy od hektara? To i na piąte dziecko weźmie, 2,5 tysiąca? Na wino pod GS-em styknie. O, tak, zastymuluje do dzietności! Jego dzieci też będą bezrobotne (przecież ich nie wykształci?), będą pobierały zasiłki, a na jesień życia dostaną rentę rolniczą z KRUS. Wychodzi na to, że jedynym ich wkładem społecznym będzie plemnik ojca ;-/

TAK, już wiem kogo ma stymulować do dzietności Dobra Zmiana.

Dziś będzie cięższy klimat.
Doszły mnie słuchy, że nadPrezes chce odznaczyć pana Kuklińskiego jakimś absurdalnym odznaczeniem najwyższym, wojskowym i uczynić go Generałem. Za zasługi. Zasługi amerykańskiego szpiega z polskim obywatelstwem. Ów Kukliński w czasach komuny szpiegował dla państwa WROGIEGO! Tym samym narażał setki tysięcy POLSKICH żołnierzy na śmierć, w przypadku konfliktu!

Gdyby robił to gratis, ot, z poczucia godności, walki o wolną Polskę, może dało by się to subiektywnie zrozumieć. Ale gdy za hamerykańskie pieniądze za zdradę Ojczyzny kupował jachty, wyścigowe samochody i luksusowe kobiety (lub odwrotnie), w czasach gdy ja miałem pomarańczę (JEDNĄ) jako luksus na Gwiazdkę (Boże Narodzenie), to nie widzę w tym niczego patriotycznego. Wyłącznie zwykłe dawanie dupy komuś kto zapewnia więcej. Zwykła KOMERCJA, służymy temu panu, który da lepsze żarcie i więcej kobiet.
Dziś kreuje się Kuklińskiego na współczesnego Konrada Wallenroda, który to „lisem był, podszył się, by państwo spod jarzma komuny wyzwolić”

Wg. mnie Wierność przysięgamy BEZWZGLĘDNIE. Tak przed Ołtarzem, jak i przed Sztandarem.
Czy są różne rodzaje wierności, zwolnienia od niej?

A jeśli nie chciał być wierny komunie, to mógł NIE PRZYSIĘGAĆ! MÓGŁ ponieść konsekwencje własnych przekonań i wartości – tak jak to robiły chłopaki z WIP (Wolność i Pokój, też należałem!) odmawiały przysięgi komunie i lądowały na lata w więzieniach.
NIE, Kukliński, konformista czasów komuny, jak to ciele, które dwie matki ssie pokornie, i w Ludowym Wojsku Polskim stopnia się dochapał, i kasę za zdradę wziąć potrafił.

Przecież wszyscy wiemy, że z panienką w delegacji to nie zdrada, w samochodzie to nie zdrada. Pocałunek to nie zdrada. I anal to nie zdrada!Więc przeciw komunie zdradzić własną Ojczyznę, to też nie zdrada!

IMHO, Takie DZIWKI powinno się degradować do stopnia pod-Szeregowca, a nie odznaczać czymkolwiek!

Mój ojciec urodzil się w Paszycach. Gdzieś pod Wilnem. W Polsce.

Po wojnie, i do końca życia w dowodzie miał wpis „urodzony w ZSRR”.

Zaraz po 17 września 1939 roku NKWD-ziści rozkułaczyli naszą rodzinę i wysłali ją z trójką dzieciaków, bydlęcymi wagonami na zsyłkę. Na słone stepy Kazachstanu. W pustym stepie otwarli wagony bydlęce i kazali wysiadać. Gdy wysiedli, rzucili po saperce (łopatka taka) na rodzinę i kazali wykopać sobie dom. Kopać nie można było głęboko, bo w jamie głębokiej na 80 cm podchodziła woda. SŁONA woda.

Gdy już wykopali sobie ziemianki, kryte darnią i trawą, musieli zbudować kanał. Kanał miał doprowadzać słodką wodę na plantacje bawełny. Tak, tej samej bawełny, którą uprawiali niewolnicy w Luizjanie, tak samo uprawiali ją polscy niewolnicy w Kazachstanie.
Kanał to nie był rowek w ziemi. To był piętnastometrowej wysokości NASYP (górka taka) ciągnący się przez step od horyzontu po horyzont. Na górze togo nasypu był rowek, którym płynęła SŁODKA woda! Ojciec wspominał, że wieczorami, o zachodzie słońca siadali na nasypie i patrzyli. Patrzyli..
– O, zobacz Hala, płynie zdechły pies!
– A zobacz Witia jak on spuchł, jak balon!
I tak się odpoczywało nad Kanałem wieczorami, pomiędzy dniami, gdy od upału i pracy pękała skóra na dłoniach od zbierania pachty (bawełny).

Gdy Umarł Stalin, i nastał rok 1956, władza ludowa pozwoliła rodzinie wracać. Nie, nie wracać do Paszyc, do domu. „Wracać” na Ziemie Wyzyskane. Na zapuszczone poniemieckie gospodarstwo pod Gorzowem. Więc spakowali motocykl z koszem (dali politrukowi łapówkę żeby skrzynię załadować do wagonu bydlęcego) i z trójką podrastających dzieci pojechali do Gościnowa. Albo Gusinowa, ojciec nigdy nie potrafił tego porządnie wymówić. albo nie chciał. Bo „sieła” (osady) w Kazachstanie nigdy nie nazywał. Gdy tam pojechalismy kilka lat przed jego śmiercią, po prostu mówił taksówkarzowi: „przy tej kapliczce w lewo”, „przy domu kultury w prawo”, choć domu kultury dawno już tam nie było, ale kierowca wiedział, że ten zawsze tam był…

Na gospodarce z jednym koniem (na którym Dziadek obiecał że będę jeździł, ale nie dożył – i dziadek, i koń), dwiema krowami (Muśka i Tuśka), świnią z prosiakami biegającymi po obejściu, stawkiem z kaczkami za stodołą, pokrzywami przy wychodku (które babcia sierpem ścinała i dodawała kurom i świniom do karmy), zapchlonym straszliwie kurnikiem i kurą Manią siedzącą w sieni w koszu na jajkach, psem Wilkiem biegającym od płota do płota „na drucie”, żyli sobie do lat 80-tych. Do końca myjąc naczynia w kuchni, gdzie wodę bieżącą zapewniała pompka ręczna „lewo-prawo”. Pośród łąk pofałdowanych, podziurawionych stawkami z pachnącym wieczorem tatarakiem. Orali, kosili, zbierali. Żyli. A Babcia wieczorem,gdy już powiązała snopki i sobie siedliśmy patrząc na te snopki i tatarak, mawiała że chciała by mieć skrzydła i sobie tak nad tymi łąkami i stawami polecieć, jak kaczka choćby!..

W latach 65-tych ojciec dostał się na Politechnikę Poznańską. Dobry był. Ale jako student repatriant mieszkał na dziko w jakiejś altance na działkach przy Krańcowej w Poznaniu – do dziś tam są dzikie altany i 15m2 wille… Jadł słoninę z cebulą, bez chleba, jak jabłko. Ale Politechnikę skończył. Dostał pracę inżyniera w HCP Cegielski. I mieszkanie spółdzielcze. Matkę poznał na jakiejś domówce, jak to w późnych 60-tych.. Gdy się urodziłem, wpłacił mi pełen wkład na książeczkę mieszkaniową, razem z dwoma mężami swoich sióstr, zrobili tak samo. Książeczki mieszkaniowe zmiótł wiatr historii i Inflacja, ale myślał by dać mi coś na przyszłość.

Gdy ojciec umierał na raka, i w końcu umarł (żartując z drabinki nad łóżkiem szpitalnym, że to jego drabina do nieba), nad jego grobem wspominał zaprzyjaźniony ksiądz z pod Gościnowa. Przyjechał, nie wziął grosza. I za zdrowie Witka wypił. Po przyjacielsku przyjechał, ot tak. Bywaliśmy czasem u Niego.

Nad grobem zaprzyjaźniona orkiestra Związku Sybiraków Polskich na trąbkach odegrała „Hej, heh, sokoły”! Dwie setki osób łzę otarło i się rozeszło w zadumie. Rok temu obok kwiatów położyliśmy na ojcowym grobie kartkę „ojciec, masz wnuczkę”. Bardzo chciał przed śmiercią zostać dziadkiem. Nie zdążył.

Legitymacja Ojca ze Związku Sybiraków kurzy się w szufladzie. Renty rodzinnej nie dostałem. Dura lex, sed lex.
Moje życiowe bzdury, i walka z komuną, te licealne tajne gazetki, punkowanie, to rzucanie w policyjne suki (transportery policyjne) ćwiartkami płyt chodnikowych pod kościołem, za to „żeby Polska była Polską”, za jakąś tam wolność.. Ten  NZS, takie tam, nie mają dziś prawie znaczenia. Zabawa w walkę. To że o mnie pozytywnie napisali w czterech publikacjach IPN (a panią Ewę b. lubię), nie warto wspominać.

Dziś jestem Polakiem gorszego sortu. I jestem z tego dumny.

I zamierzam jawnie publikować to co myślę, demonstrować na KOD-ach przeciwko FASZYZMOWI, pieszczotliwie zwanemu „kaczyzmem”. Ale to jest faszyzm.
Niech mnie z pracy wyrzucą w Urzędzie, niech mnie po sądach włóczą za „obrazy”. Nawet za Naczelnego Notariusza, zwanego PAD-em, Maliniakiem, pacynką z pod żyrandola i jakkolwiek.

Będę nazywał rzeczy po imieniu, każdy normalny kraj takie papiery uzna za „prześladowanie polityczne” – to ja poproszę o AZYL.
Nawet jeśli mnie za nieprawomyslność zmuszą do złożenia paszportu w najbliższej parafii. Spakuję córkę, Dziewczynę, sprzedam mieszkanie i adieu!

Z moimi kwalifikacjami i doświadczeniem od ręki dostanę komunalne mieszkanie i pracę. W byle Niemczech, Holandii czy innej Irlandii.
Wolę, żeby mi płacił za pracę uczciwy Niemiec, niż kaczysta – NKWDzista!

Woję wychować córkę na Europejkę o otwartym umyśle, niz na średniowiecznie zapyziałą Polkę, z przymusową indoktrynacją religijną.

Obywatelstwo sobie zostawię, może wrócę po latach DO DOMU.
Jak mój Ojciec.


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa