Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy w kategorii: Teorie w praktyce

Zarejestrowaną kartę sim prepaid sprzedam!
Ostatnio hitem sprzedaży miesiąca są właśnie zarejestrowane karty SIM, czyli karty prepaid do telefonów komórkowych. Chodzi toto po 15-25 zł, choć widziałem i „Masterke” do produkcji nowych, zarejestrowanych kart za 150zl.

Geneza? Ustawodawca, czyli PiS, w celu przeciwdziałania terroryzmowi wymyślił sobie, że każdy islamski bojownik ISIS w celu dzwonienia na terenie Polski pójdzie grzecznie do kiosku z paszportem i zarejestruje na siebie kartę. Nie ukradnie, nie poprosi kogoś o możliwość puszczenia „eska”, nie kupi też karty na Allegro zarejestrowanej na „słupa”. Juz nie kupi, bo wczoraj zabronili tym handlować w regulaminie; -) Ale już na oglaszamy24.pl czy na sprzedajemy.pl biznes kwitnie. Sam mam je po 15-21 zł.

Sprzedaż karty zarejestrowanej na siebie jest zgodna z prawem, tak jak dzwonienie z tel. użyczonego przez kolegę. Ustawa nie mówi, że każdy musi dzwonić ze swojej karty, był by to absurd prawny. Chociaż w Kaczystanie to tylko przeoczyli…

Po co komu taka karta na słupa? Ano po to, że jeśli dotychczas kilka lat korzystał z karty anonimowej, to być może sobie to cenił, że nikt nie skojarzy jego rozmowy z kochanką, kontrahentem, podwykonawca, kupującym, itp. W tym momencie nie zarejestruje przecież swego anonimowego numeru, bo cała historia anonimowych dotychczas połączeń zostanie przypisana do konkretnej osoby! Woli żeby stara karta mu padła, kupi nową „anonimowa” ;-)

Tu też jest fajny myk. Na firmę nawet jednoosobową, można zarejestrować sto kart (na osobe prywatną 10szt.) Czyli jeśli je wszystkie sprzedam wysylkowo, nagle w systemie GSM loguje się stu Misiewiczow, każdy w innym mieście, a trzech z nich popełnia jakieś przestępstwo. Misiewicz – właściciel firmy, siedzi na Majorce. Wraca do kraju i ma sześć zarzutów karnych z całej Polski. Kolejny absurd prawny I bezsensowne zabawy w zarzuty których nie da się udowodnić. Absurd, że nadmiar danych z inwigilacji zapewnia anonimowość! Drzewo się w lesie schowalo.

Po co ta anonimowość? Oprocz SMS do kochanki, wielu używa „anonimow” do połączeń internetowych z siecią TOR („czarnym internetem”), część kart chodzi w lokalizatorach i podsluchach… No fajnie, jeśli ktoś znajdzie podsłuch z kartą z abonamentem na Ciebie :-)

A ta panika podsycajaca mi obrót? Nawet jeśli zapomnisz zarejestrować swoją kartę do 1 lutego, przestanie ona po prostu gadać. Nie podlega autodestrukcji, środki nie przepadają. Musisz tylko iść tak samo jak dziś do operatora i zarejestrować się. Odblokuja! I tak samo po 1 lutego będzie można produkować „anonymusy”! Cena może wzrosnąć (juz drożeją) bo znikną promocje i trzeba będzie prawdziwy dowód pokazać podczas rejestracji a nie każdy. .. itp Ale kto sobie z tego zdaje sprawę? :-)

A najbardziej schodzą Playe i Orendze, bo da się mieć rok ważności konta zerowym kosztem, Tmobile wola za to 25zł miesięcznie, jak za abonament!

Słowem, nic się nie zmieni po końcu świata jaki zgotowali nam Władcy i prezes zasiadający na drabince z mieczy; -)

Za parę lat ktoś będzie miał fajny temat do badań na magisterke – określić źródła, kierunki i cele migracji kart prepaid rejestrowanych dziś „na słupa

Nie wiem która to będzie Rzeczypospolita.. Czwarta bis, czy jakaś osiemnasta – nie obchodzi mnie to.

Obchodzi mnie to, że do dziś żyłem w Polsce, która liczyła się choć trochę w Europie: kulturalnie, politycznie, ekonomicznie, gospodarczo, militarnie w NATO, na forach międzynarodowych liczono się  z naszym zdaniem. A poza tym byliśmy największym w UE beneficjentem funduszy unijnych. Znaczy, ssaliśmy Niemcy i Francję z Kingdomem razem – na kasę najbardziej.

Do wczoraj mogłem wyjechać „na Erasmusa” – Unijną studencką wymianę naukową. Od dzisiaj jest to NIEMOŻLIWE. Zlikwidowano, ustawowo, a co. Moja córka już nie pojedzie kształcić się o Niemiec. Będzie miała gorsze wykształcenie – gorszą pracę – gorszą pensję – będzie płaciła niższe podatki, będzie miała niższą emeryturę. Wszyscy będziemy!

Jutro obudzimy się w Polsce Narodowo-Socjalistycznej, znaczy takiej, która dba o Obywatela, niezależnie, czy on tego chce, czy nie.

Obudzimy się w Polsce, w której Ustawa Zasadnicza (dawniej: Konstytucja)  stanowi tylko „opinię”, gdzie prawo stanowi się w Sejmie po nocach, bo za dnia posłowie PIS pracują do 16″ w ministerstwie i brak PiS-owi większości parlamentarnej..

Obudzimy się w Polsce, w której media zamiast „patrzeć na ręce władzy”, muszą „całowć ręce władzy” – zamiast PTV1 będzie „Polska Today” (jak Russia Today – kto ogląda? ) tzw. mała ustawa medialna…

Obudzimy się w Polsce, w której możemy być inwigilowani, podsłuchiwani, nagrywani bez nakazu i powiadomienia, a nagrania można zniszczyć – by nie było dowodu co w nich powiedziano.. monitoring Facebooka też już działa. Ustawa o Służbach rulez.

Obudzimy się w Polsce, w której ojciec nie pozbawiony praw rodzicielskich, nie może się spotykać z własnym dzieckiem, ponieważ nie chodzi do kościoła – prawomocny wyrok sądu bodajże z Wałbrzycha.

Kiedy już się obudzimy… Nie wiem czy się obudzimy by przeciwko temu zaprotestować. Myślę że nie. Jesteśmy przyzwyczajeni do „ciepłej wody w kranie”. Dopóki mam pracę, whisky jest w markecie, jest mi dobrze. Co mnie obchodzi jakiś Sejm.

Nie musi Cię obchodzić. Dopóki Tobie jakiś urzędnik nie odmówi zezwolenia na cośtam, bo „ma pan niestosowne lajki na Fejsie”, na Blogu „pan jątrzy w niewłaściwej sprawie”, albo paszportu nie możemy Panu wydać, bo „Parafia nie potwierdziła wpłat” – będziesz spokojny.

A wtedy na emigrację będzie już za późno. Chyba że przez Ukrainę :)

…Mieszkam w Poznaniu, n Piątkowie. Pamiętam jak w latach 70-tych na tej górce stał tylko stary wiatrak. Za Gierka budowano Nową Polskę, zbudowano więc i Wieżę z nadajnikiem TV. Później, gdy nastąpiła ekspansja GSM, postawiono coś obok. Coś wiejskie przypominało rusztowanie stawiane u Heńka przez Szwagra. I tak zostało. Mam więc na Piątkowie pięknie, harmonijnie zaprojektowaną Wieżę na motywie kwiatu lotosu i Drapoka na motywach wiejskiej interpretacji wieży Eiffla.

I tu mi się jawi alegoria Polski. Stara piękna wieża odchodzi, nadchodzi czas nowych, agresywnych badziewi.

Kiedy się wypełniły dni, i przyszło zginąć latem, prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westarplatte. (A lato było piękne tego roku). że tak zacytuje Mistrza Gałczyńskiego. Ildefąsa.

A tak na prawdę, to chłopaki z poboru rocznik 37 i 38 siedzieli sobie nad Bzurą i się opalali, ci z Helu i Westerplatte też ściepnęli mundury i bzykali lokalne kaszebske dziewki po krzakach, na grzyby chodzili, albo także w krzakach zażywali czysto męskich rozrywek.  Np. gry w kapsle, albo cymbergeja :P Albo zbierali jagody :)

Cóż z tego, że pod gdański port podpłynął jakiś germański pancernik Szlezwig i Holsztajn (SMS Schleswig-Holstein). Niemiaszki tak samo jak przy Czechach się puszyli, tak się puszą i tyle. A nas nie ruszą, bo za nami stoi NATO. No-To, Anglikowie i Francuzowie, sojusznicy nasi waleczni! Krzywdy nam nie pozwolą uczynić, w życiu. Oni tez się opalają w Normandii, ale ruszą nam na pomoc! Nie ruszyli. Ale wtopa.

I to „w życiu” też się skończyło, kiedy skacowane chłopaki zwlekali się ze swoich dziewek lokalnych, nad ranem, gdzieś tak koło piątej, na jakąś poje*aną trąbkę trepa. Właśnie kończyła się Prowokacja Gliwicka…

I tylko żal mi jest tych chłopków od pługa oderwanych, z domów mobilizowanych, porzucających na szybko swe ukochane rodziny w rodzinnej Nadrenii-Westfalii, Wittenbergii i innych.. Schodzących ze swoich cycatych Heidii z samego wieczora, bo mobilizacja…

Żal mi tych chłopców po osiemnastce, którym rozkazano w taki letni gorący upał wrześniowy maszerować w pełnym, 30-kg rynsztunku, w filcowych grubych mundurach, gdzieś na Wschód, w imię jakiejś hu* wie jak ważnej sprawy Rzeszy Trzeciej Niemieckiej.

Żal mi tez tych SS-manów, którzy musieli w swoich czarnych skórach pchać się samochodami bez klimy w taki upał na Wschód. Fizylierów mi zal najbardziej. Mniej żal artylerii zmtoryzowanej, bo jechali sobie na lawetach i mieli przewiew. Ale Zmechanizowana miała przerypane, jak w przysłowiowym czołgu. Spróbuj jechać w czołgu w 30-to stopniowym upale, ze 200 km ciurkiem, w południe..

A chłopaki z Westerplatte, Helu, z nad Bzury się w tym czasie opalali…

Rzad oczywiście zawierał w tym czasie korzystne sojusze – np.  z Francją i Anglią, która nie raczyła zdychać za jakiś tam Gdańsk. W końcu Czerczil w Parlamencie angielskim powiedział, że to są sprawy dalekich państw, o których ludziach niczego nie wiemy.

Tymczasem w Polsce.. rozwijano kawalerię (oj dana, z szabelkami jedziemy, damy się na konikach wystrzelać piechurom, albo czołgom, oj dana!). Budowano dwupłatowce – samolociki rodem z I wojny światowej. I tylko Piłsudski miał nosa – pojechał do Berlina zawrzeć pakt o nieagresji z Hitlerem. Trochę mu nie wyszło. Beck przeszkodził. Ambitniak wredny.

A może dla Polski lepsze było by tzw. czeskie bohaterstwo – poddanie państwa w imię sensownej racji stanu (nietknięta Praga, autonomia!) , zezwolenie na trakt exterytorialny do Prus (płatny), niż całkowita dewastacja Warszawy i kwiatu inteligencji na powstańczy rozkaz starych dziadyg bezpiecznie siedzących i pierdzących w stołki w Londynie? Dzięki pokojowej aneksji Polski w 39 roku uniknęlibyśmy agresji sowieckiej 17 września (pakt Ribbentrop-Mołotow nie wszedł by w życie), wszystkich tych Katyniów i wyniszczenia Polski także bysmy uniknęli! Uniknęlibyśmy też bezsensownego powstania warszawskiego – jednak Francuzi potrafili też się poddać we właściwym czasie, ale i zrobić powstanie na czas nadejścia Aliantów. Polaków zgubiła ambicja i buta pierdzistołków z Londynu.
I śpiew słyszano taki: — By słoneczny czas wyzyskać, będziemy grzać się w ciepłe dni na rajskich wrzosowiskach.

Grzejcie się Chłopaki! Żółwik!

Piękne niedzielne południe. Parka gimbusów z puszkami piwa ładuje mi się na ogrodzony plac zabaw tuż przed balkonem. Miał bym to w dupie, gdyby moja córka nie dorastała do wychodzenia na ten właśnie plac zabaw. Zahaczam ich tedy przez balkon:

- wiecie, uważajcie, bo tu Psy chodzą i spisują tych którzy chodzą i chleją piwo na placu zabaw.

Cisza, zero reakcji. Jak to gimbaza.

- bo może ktoś was podkablować, że chlejecie piwo na placu dla dzieci.

Cisza, zero reakcji. Jak to gimbaza.

- to nawet mogę być ja – dodaję.

Oczywiście zero odpowiedzi, ale wzięli swoje piw i gdzieś się powlekli. Mision succefill.

 

A tak zupełnie z innej bajki – parę lat temu na Osiedlu była plaga gostków i gosteczków chlejacych piwo na ławkach. Oczywiście chlejąca dzieciarnia siadała na oparciach ławek, ładując buciory na siedzenia. I na co wpadła Spółdzielnia, gdy mieszkańcy jej marudzili? Po prostu zleciła POOBCINIANIE OPARĆ od wszystkich ławek na osiedlu. Cel uświęca środki. Problem zniknął jak sen złoty, od wielu lat pod blokami jest spokój.

Czego i wam życzę.

Ab ovo Veritas

Brak komentarzy

Na całą planetę mieliśmy tylko dwa.
Ale dwa Jaja Supermiasta w zupełności wystarczą na kolonizowaną planetę typu ziemskiego.

Zdarzały się jaja terraformujace, kopalinowe, wydobywcze.. Nie wiemy do dziś skąd się wzięły. Być może w pasie asteroid pozostawial je jakiś starożytny kosmiczny zajączek wielkanocny… Choć Magothowie wierzą, że Wielka Boska Kura Która Była Pierwsza….

Jaja były dla nas szczytem inżynierii i genetyki jednocześnie. Bo gdy tak jak w pojedynczej komórce zygoty są dwie kopie pełnego zapisu genetycznego z którego podział po podziale, komórka po komórce jak z chemicznych klocków lego buduje się cały skomplikowany dorosły organizm, pełen zróżnicowanych tkanek, układów fizjologicznych, pełen sprzezen hormonalnych i reakcji nerwowych, wręcz w takiej podwójnej helisie z czterech tylko zasad peptydowych, za to pięknie ułożonych wg.Wielkiego Projektu, zapisana jest takze, nasza swiadomosc..

Tym samym były Jaja. Tak samo jak w ziarnku fasoli zapisane było jak ma wyrosnąć całe pnacze, jakie ma mieć liście, kwiaty, straki, nasiona, tak samo w Jaju była zapisana cała informacja co z niego wyrośnie. Były Jaja funkcyjne – z kopalinowego wyrastala kopalniohuta, z weglowodorowego – szyby wydobywcze z rafineria i przetworniami ropopochodnych. Wystarczyło aktywować Jajo a ono już samo znajdowało złoże i wyrastalo!

Mieliśmy na początku troche problemów z obsugą tego co wyrosło, te dziwne znaczki nie przypominały ani komend Ankuzow, ani języków klingonskich. Zaczynaliśmy od „włącz – wyłącz ” i „uwaga”, po roku mieliśmy pełne procedury zarządzania kopalnią i rafineria. Jednak Supermiasto, to było zbyt rzadkie Jajo, nierozpracowane zarządzanie, skomplikowane procedury, wielopiętrowe zależności. ..

Jajo w tryb budowy aktywowalo się niby prosto – trzeba było je trzymać w temperaturze tysiąca stopni przez równe trzy minuty. Więc przypadkowa aktywacja nie mogła nastąpić przy wejściu jaja w atmosferę jakiejś planety, przy przejściu zbyt blisko Słońca, przy wrzuceniu do ogniska przez małpoludy, nawet przy doświadczeniach jakiegoś Sędziwoja. .

Pierwsze Jajo (kopalniane) aktywowało się w centrum ośrodka badawczego po roku testów. Dziś mamy w tym miejscu największą kopalnię miedzi i zakład odzysku złota z urządzeń elektronicznych.

Jednak Jajo Supermiasto? Te w asteroidach znajduje się najrzadziej. Dwa jaja na jedną terragotową planetę. Średnio, w czasie. Na jeża.

A planetę już mieliśmy. Piękną, pełną gór i jezior, tlenu i czystej wody. Było trochę kopalin, ale na tyle mało, że mogły poczekać.

Aktywowaliśmy na niej Jajo! Na pieknej, bezludnej planecie typu ziemskiego. Kilkadziesiąt km od wybrzeża lokalnego kontynentu.  Jajowata czerń przeszła w żółć. Jajo ożyło! Wypuściło setki małych srebrzystych korzonków, szybko rozgałęziających się na miliardy mniejszych sięgających coraz dalej i dalej!… Każdy z korzeni przesyłał do Jaja informację i napotkanych minerałach, metalach, surowcach, lokalnym składzie chemicznym.

Miasto (Jajo) wiedziało dokładnie ile i czego potrzebuje. I w którym miejscu. Korzenie Miasta robiły się grubsze i coraz wieksze w miejscach, pomiędzy którymi były przesyłane substancje odżywcze Miasta. Na poczatek granit, marmur, kreda. metale. Korzenie Miasta pulsowały itransmitowały. Wszystko – od miejsca występowania w Ziemi, do miejsca budowania.

Mury miasta rosły DOSŁOWNIE. Rosły z miejscami na okna, które wyrastały we własciwych miejscach po znalezieniu przez korzenie Miasta złóż ropy i wyrośnięciu przetwórni PCV. Korzenie Miasta przenosiły wszystko. Od cząsteczek helu po metale ciężkie, gotowe cząsteczki polimerów i miliardy innych substancji chemicznych.

Mieliśmy Supermiasto! z dzielnicami Zarządzania, Koordynacji, Pracy, Wypoczynku, Produkcji, i co tam jeszcze korzenie Miasta przyniosły w okolicę!

,,,ale nadeszly inne czasy, a Miasto zmieniało się dynamicznie, zgodnie z pojawiającymi się potrzebami…

Dostałem w prezencie Narzędzie. Narzędzie do Wszystkiego. Taki jakby klucz francuski, ale nie tylko do odkręcania śróbek. Do WSZYSTKIEGO.

Kiedy i jak? Po prostu spotkałem chomika. Był dość duży jak na chomika, rozmowny. Jakiś bardziej inteligentny niż przeciętny taksówkarz. Albo hydraulik.

Poprosił mnie o wyleczenie swoich strasznie krzywych i próchniejących zębów, bo z tym sobie nie potrafił samodzielnie poradzić. Nie radził sobie z tkankami biologicznymi. Bo to bardzo techniczny chomik był. Poleciłem mu na prawdę dobrego dentystę chomiczego.

Narzędzie! W mojej dłoni znalazła się metalowa kulka,wygodnie się w niej mieszcząca. Ugryzła mnie! Chyba pobrała próbkę. W końcu DNA chomika znacznie różni się od ludzkiego, Narzędzie musiało przestroić filtry percepcyjne, zredefiniować skalę, dostosować się do innej motoryki i kinetyki ciała. Dostosować percepcję zmysłów i poziomy odczuwania. Oraz pragnień.

Bo Narzędzie reagowało na pragnienia. Na początku było je trudno kontrolować. Zadanie: zdefiniuj: chcesz by śrubka była wkręcona, czy chcesz by hulajnoga dla synka była zbudowana? Trzeba się skupić na szczegółach abo całkowicie zdać na Narzędzie!

Na śrubkę – już mam: końcówka DIP śrubokręt płaski. Ale na naprawę – laserowo wyświetlony na ścianie plan naprawy. Algorytm, narzędzia. Niezbędne materiały.

Na właściwą myśl narzędzie momentalnie reagowało wypuszczając cieniutkie, metalowe korzonki oplatające dłoń, rękę, bark, pół ciała. Korzonki rosły, pęczniały w siłowniki pneumatyczne, olejowe, elektromagnetyczne – suwne i obrotowe. Końcówki robocze twardniały w vidiowe kryształy, SDS-owe wiertła, frezy wycinające otwory pod zawiasy szafek meblowych, flexy, tarcze, piły…

Nie dało się na to patrzeć.. Potrafisz patrzeć jak to się dzieje i zaakceptować morphing wiertła w tarczę diamentową? raczej nie. To tak jak z przemianą człowieka w wilkołaka. Nie da się patrzeć. prościej patrzeć na wyświetlany na ścianie projekt niż na morfujące wiertło własnej ręki…

Złożenie szafki z IKEA? 10 minut. Zamiast 40-tu. Narzędzie skanuje instrukcję, laserowo wyszukuje elementy i wskazuje ich miejsca w montażu. Każdy element jest na czas na miejscu i Narzędzie ma wtedy odpowiednią końcówkę roboczą.

Ale to pikuś.

Chcesz zbudować szybowiec? Albo domek na drzewie dla dziecka? POMYŚL o tym, wyobraź sobie DOKŁADNIE jak ma wyglądać! Narzędzie wyświetli spis materiałów – ilościowych i jakościowych, podzespołów fabrycznych. Wyświetli plan technologiczny i roboczogodzinowy. Plan jest gotowy, wszystkie Narzędzia mam w ręce.  DO DZIEŁA!

Po miesiącu Narzędzie się wyłączyło. Skontaktowałem się z chomikiem. Powiedział, że trzeba przełączyć opcję akumulatora na z accu na continuois. wtedy akumulator zasilający wchodzi w tryb ładowania permanentnego.

Akumulator zasilający Narzędzie to też ciekawostka chomiczej technologii . Nie jest to sensu scricte bateria albo akumulator. Raczej kondensator, skomplikowane urządzenie, pobierające stale energię grawitacyjną, przekształcające je powoli w energię elektryczną akumulatora, doładowujące się stale. Chwilowy pobór mocy elektrycznej rozładowuje nieco kondensator, nadal doładowywany energią grawitacji planety.

Więcej nie spotkałem chomika, a Narzędzie działa do dziś! Od tego czasu ogłaszam się na Gumtree jako  „ZŁOTA RĄCZKA”.  Choć ona nie jest złota. Raczej metaliczna i zmiennokształtna. Czasem nie odróżniam, czy to jeszcze frez, czy już wkrętarka…

Czy po prostu moja dłoń, gładząca brzuszek Ukochanej, gdy pomyslę „koniec”…..

Tej barwy światła nie idzie pomylić z żadną inną.

Jest troszeczkę podobna do barwy „złotej godziny”, tej pory dnia, kiedy proffesionalnym fotografom zdjęcia wychodzą najpiekniej.. Acha, światło nie posiada koloru. Ma barwę. fizycy nawet oznaczają ja jako „temperaturę barwową”. W co lepszych monitorach komputerowych można ją nawet ustawić. z 6500K (taka słoneczna, lipcowa), na 7000K takiej zimnej, styczniowej.

Ale ja nie o tym. Ja o tym chciałem, że już jedno zaćmienie widziałem. Na Węgrzech, w 1999 roku. Wybraliśmy się wtedy akurat weekend był) tak na wariata nad Balaton, bo tam dawali prawdziwe Zaćmienie. Hondzią Pierwszą pojechalim, z Dodo i Xinth. Znaczy, z koleżanką i Dziewczyną. A wróciliśmy odwrotnie. Ale to już zupełnie inna historia, jak mawiał Monthy Python.

A Zaćmienie było piękne tego roku :D Najpierw zrobiła się Złota Godzina.. Światło było jednocześnie szare i złote. Niesamowite. Ten sam efekt mieliście dziś nawet w centralnej Polsce. Ale kto dostrzega, jak się zmieniają kolory? Jaki odcień ma wtedy biel? Że żarowiste farby przestają „żarówieć”?? To można zobaczyć okiem bystrym, ale nieuzbrojonym.

Okiem uzbrojonym w chociażby rozebraną dyskietkę 3.5 cala (no miałem taką, z instalką Windows 3.11 :) można dostrzec jak Słońce SIĘ UŚMIECHA :) Kto widział, ten wie o co chodzi :D Do mnie uśmiechnęło się ok. 11″. A póżniej poszedłem po dukumenty do Skarbówki i już nie było mi tak do śmiechu. Ale to „another story” :-)

Przez tą rozebraną dyskietkę patrzyłem sobie na ulicy. Obok przystanęła jakaś kobieta, na oko 70+. Miała jakieś ciemne okulary, chciała sobie na uśmiechnięte Słonce popatrzeć, ale ją raziło. To dałem jej pół dyskietki. Nie każdemu się udaje zobaczyć to DWA RAZY w życiu. Bo Pani, jak się zgadałem, oglądała to Słonce usmiechnięte przez zakopconą szybkę w 1954 roku! :)

Ale PEŁNE to inna przygoda.. No słowem na tych Węgrzech zaćmiło się najpierw tak jak u nas dziś, i takie „półzaćmienie” wisiało sobie na niebie tak przez godzinę. A później? Póżniej zaczęła się jazda! Zaparkowaliśmy na wysokiej skarpie nad Balatonem („węgierskoje morije”). I najpierw zaczęły latać komary. W środku dnia. Póżniej rozśpiewały sie ptaki, które drą dzioby na sam wieczór. Tuż za chwilę światło zrobiło się takie, jak świeci ze starych chińskich halogenów na tanich wystawach sklepowych – czarne.

I nastała  CIEMNOŚĆ. I nastała CISZA. Ta cisza była najbardziej niesamowita… Umilkły ptaki, umilkli ludzie, każdy po prostu chłonął tą niepowtarzalną w życiu chwilę… W ciszy.

I tylko cały brzeg jeziora Balaton zaczął błyszczeć, błyskać i rozświetlać się! Bo wszyscy zaczęli robić zdjęcia słońcu, którego nie było. A że 99% ludzi wtedy miało cyfrowe-idioten-kamery ustawione w trybie „auto”, to owe kamery usiłowały w ciemności błyskiem rozświetlić brak Słońca… (efektem było pewnie zdjęcie rozświetlonych krzaków i ludzi.

Zamiast tzw. DIAMENTU.

zacmienie-z-diamentem

 

Czym jest ów unikalny, nieuchwytny „diament”? Klejnotem ze światła, gdy przesłonięte Księżycem Słońce, podczas całkowitego zaćmienia jest złotą obrączką, a przez kilkanaście sekund (raz na stulecie) tuż nad obrączką ukazuje się błysk – srebrny błysk, diament zrobiony z prawie czystego ultrafioletu oprawiony w ciepłe złoto zaćmionego Słońca

 

A na koniec oczywiście dow-cip polityczny:

- Dlaczego w Polsce było tylko częściowe zaćmienie Słońca?

- Bo państwo działa tylko teoretycznie. I to oczywiście wina Tuska!

No, gimelorzem jezdym, bo po gimeloch różnistych zaknajam i klonkry do chaty targom. Że się tak w mojej ulubionej poznańskiej gwarze ze Starej Łąki wyrażę. :) A że z Poznania jestem, to pardon mon ami – taka już moja natura – by zamiast wydać zbędnie pieniądze na to co za darmo dają, wolę iść na piwo :)

A tak po mądremu i współcześnie rzecz ujmując, staram się stosować ekologiczne technologie odzyskowe, podnoszące efektywność uzysku materiałów i półfabrykatów gospodarstwa domowego.

Słowem – idę sobie np. do jakiejś Biedaronki. Biedaronka ekologiczna jest. Przy wyjściu stoją zawsze trzy kubły na żarówki, drobną elektronikę, i takie tam. Na kuble z żarówkami napisano: „wrzucać tylko w opakowaniach!”. I bardzo słusznie! Każda taka żarówka (przepalona, np. diodowa, energooszczędna) warta jest nawet i 30zł :) Dlaczego? Proste – bierzemy taką żarówkę w kartoniku i niesiemy do np. OBI czy NOMI na wymianę na dobrą! Żarówka ma dwa lata gwarancji unijnej, ma świecić a nie ściemniać! A że się przepaliła wcześniej? Cóż, odpowiedzialność producenta. Hm, czy ja kogoś w tym momencie oszukuję? A ilu z Was po prostu taką żarówkę wyrzuca, zamiast iść i wymienić na dobrą, korzystając ze swoich praw? Ja po prostu robię to za Ciebie. :) I od dobrych sześciu lat nie kupiłem żarówki, a mam zawsze sprawne i z górnej półki. Całość zabawy jest bardziej skomplikowana niż opisuję, ale… Mądrej głowie dość  dwie słowie :)

Inną zabawą jest „zwrot baterii”. Mam chyba ze 30 paluszków i wąskich paluszków AKUMULATORKÓW, które ktoś wyrzucił jako zużytą baterię! Owszem, raz czy dwa się zdarzy padnięty, ale 90% pań domu wyrzuca akumulatorki jako zużyte baterie. :) Nie muszę dodawać, że baterii też nie kupuję, bo używam akumulatorków ? :)

Zwłaszcza w bogatszych rejonach kraju i większych miastach, można wymienić sobie np. meble kuchenne, biurko, armaturę łazienkową. W bogatych miastach trafia się całkowicie sprawny i w dobrym stanie sprzęt, który po prostu wyszedł z mody, lub został wymieniony na taki z wyższej półki. Zwyczajowo, na zachodzie, od niesprawnego sprzętu odcina się kabel zasilania, ale nasi śmietnikowi żulkowie potrafią od sprawnej mikrofalówki upierdzielić kabel i sprzedać go na złom (miedź!)…

Mała elektronika tez jest fajna. Ze trzy lata temu w takim kubełku utylizacyjnym znalazłem odtwarzacz multimedialny Creative Zen (wtedy wart ze 600zł) ze stłuczonym ekranem. Ekran na allegro – 50zł i do dziś Zenobiusz służy dzielnie jako odtwarzacz audiobooków MP3 i filmików. Nie do zabicia sprzęt. W ten sam sposób przywróciłem też drugie życie kilku smartfonom :)

Nie wiem co jest bardziej hipsterowskie, kupować – bo mnie stać, czy szukać rzeczy unikalnych, choćby po śmietnikach.

Spróbuj kiedyś kupić w Nomi deskę z litego, lisciastego drewna (nie klejonkę z sosnowych klocków) na półkę pod książki (płyta wiórowa ich nie utrzyma!) lub siedmiowarstwową sklejkę na dno szafy z narzędziami (płyta pilśniowa lub MDF nie utrzyma!) Z resztą, po co kupować, gdy wystarczy ze dwa razy przejść się po osiedlu i zerknąć na śmietniki? :)

Tego co robię, nie oceniam pejoratywnie. Uważam, że skoro obciążamy już środowisko tym, by wytworzyć plastik, wytopić miedź i stal, zmontować to w jakiejś chińskiej fabryce w sensowną całość, np. depilator, zużywamy tony mazutu by przywieźć to do miejsca sprzedaży, to Planecie Ziemi należy się za to SZACUNEK. Chociażby taki, że gdy upierdzieli nam się kabelek, to po prostu go podlutujemy i urządzenie działa dalej długie lata, a nie je wyrzucamy i zanabywamy nowe, tylko dla tego że nas na to stać. I że ma ładniejszą obudowę :)

Nie namawiam, ale podpowiadam, że to może być nawet lepsze, niż kupne biorąc pod uwagę co raz niższą jakość produkcji masowej upychanej nam w marketach…

Topologia (link), w uproszczeniu jest nauką o powierzchniach. I tych płaskich jak kartka papieru, i tych w kształcie dętki rowerowej, piłki, wstęgi Mobiusa i tej pokrywającej tzw. butelkę Kleina (której wnętrze jest zewnętrzem, przez co nie posiada objetości [pojemnosci, dla uproszczenia]). (popularnonaukowo o topologii)

 

Najprostsze i sztandarowe przekształcenie topologiczne przestrzeni trójwymiarowej, to oczywiście „kubek-w- obważanka” – zauważ, że to nadal ta sama powierzchnia!

Jednym z ciekwszych aspektów topologii jest jej symetryczność (symetrie bywają różne, od liniowych, po punktowe, obrotowe..) Jednym z przekształceń topologicznych jest symetria obrotowa (odmiana punktowej). Sześcianik poniżej pokazuje mozliwe pukty symetrii trójwymiarowej.

Najprostszy przykład – weź piłkę, narysuj na niej kropkę. rzuć ją na podłogę, podnieś i znajdź kropkę. Właśnie dokonałeś skomplikowanego symetrialnego przekształcenia rzeczywistości. Piłka sobie poskakała (przesuniecia liniowe), potoczyła się (symetrie obrotowe przestrzenne), a nawet nieco spłaszczała się przy skokach. A mimo to, prostym ruchem odnalazłeś na niej czarną kropkę i ustawiłeś ją w pozycji początkowej. Bawiłeś się osobliwością topologiczną – sferą. (Więcej teorii). Tą osobliwość topologiczną możesz wykorzystać, jeśli zechcesz być w Hondurasie. Wystarzczy że obrócisz przestrzeń wokól siebie, zamiast się przemieszczać w przestrzeni!

Istnieje udowodnione twierdzenie o tzw. osobliwościach topologicznych, że istnieje ich tylko pięć. Punkt, prosta, płaszczyzna, sfera i cały świat ! KAŻDĄ z tych osobliwości możemy dowolnie przekształcać, obracać, a i tak się nie zmienią.

A co z tego wynika? To, że znajdując się na takiej osobliwości możemy, pozostając w tym samym punkcie, tak przekształcić topologicznie ową osobliwość, by znaleść się w każdym innym dowolnym jej punkcie (poprzez styk tzw. antypodów).

Cóż to takiego te antypody? Są to dwa punkty najdalej odległe od siebie na sferze (kuli). Przykład: weż kulkę z plasteliny – narysuj na niej dwie kropki, jaknajdalej od siebie! Teraz przyłóż palce do tych kropek i ścisnij bardzo mocno! Jak blisko siebie są teraz kropki? Własnie dokonałeś przekształcenia topologicznego, to jest nadal TA SAMA PRZESTRZEŃ! Teraz możesz przesłać meble do rodziny w Stanach przesuwając je  o pół metra :)

I w ten sposób mamy prosty środek transportu o nieograniczonym zasięgu i zerowej energii przejścia. Jedyny problem polega na tym, by nauczyć się w ten sposób topologicznie modyfikować rzeczywistość :) Prosto mówiąc, ta kulka z plasteliny nie musi być Ziemią – może być, z definicji, całym światem. Zamykasz oczy i myślisz że chcesz być na Marsie. Zaginasz topologicznie przestrzeń, robisz krok i jesteś jak Corben Dallas :)

Można iść w rozważaniach nieco dalej, zakładając że czas jest jednym z wymiarów topologicznych, bo, skoro w uproszczeniu, podlega przekształceniom izometrycznym, np. odbicia sprężyste w makroskali, a praktycznie wszystkie zjawiska kwantowe sa symetryczne w czasie – upraszczając – nie wiemy czy to synteza, czy rozpad, czy to dla elektronu przeskok na wyższą orbitę po pochłonięciu energii, czy zeskok na niższą z emisją, itd.

Skoro można czas symetryzować, to z punktu widzenia topologii można się w ten sam sposób jak opisany wyżej przemieszczać się pomiędzy dowolnymi jego punktami. Na razie na poziomie kwantowym, ale to najprostszy klucz do teleportacji i przekazu informacji w czasie zerowym na dowolną odległość.

Można nawet twierdzenie topologicznie uprościć – dowolne dwa punkty w czasie mogą się stykać (antypody), a antypody są topologicznie niestałe, więc wszystkie stykają się ze wszystkimi… Co widać na „kulce” na obrazku :)

I tu powstaje twierdzenie które obala nasze dotychczasowe widzenie świata – czas i przestrzeń są JEDNYM punktem – topologicznie rzecz ujmując, cała przestrzeń i czas znajduje się w tym samym miejscu i czasie – na razie po prostu nie potrafimy tego wykorzystać.

Gdy nauczymy się topologicznie przekształcać czterowymiarowe universum, zamykając oczy, siłą umysłu będziemy w stanie tak je topologicznie przekształcić, by zajrzeć do malborskiego kasztelu w maju 1410 roku, lub…

…być jak Doktor Who !!! :D


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa