Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Nie wiem która to będzie Rzeczypospolita.. Czwarta bis, czy jakaś osiemnasta – nie obchodzi mnie to.

Obchodzi mnie to, że do dziś żyłem w Polsce, która liczyła się choć trochę w Europie: kulturalnie, politycznie, ekonomicznie, gospodarczo, militarnie w NATO, na forach międzynarodowych liczono się  z naszym zdaniem. A poza tym byliśmy największym w UE beneficjentem funduszy unijnych. Znaczy, ssaliśmy Niemcy i Francję z Kingdomem razem – na kasę najbardziej.

Do wczoraj mogłem wyjechać „na Erasmusa” – Unijną studencką wymianę naukową. Od dzisiaj jest to NIEMOŻLIWE. Zlikwidowano, ustawowo, a co. Moja córka już nie pojedzie kształcić się o Niemiec. Będzie miała gorsze wykształcenie – gorszą pracę – gorszą pensję – będzie płaciła niższe podatki, będzie miała niższą emeryturę. Wszyscy będziemy!

Jutro obudzimy się w Polsce Narodowo-Socjalistycznej, znaczy takiej, która dba o Obywatela, niezależnie, czy on tego chce, czy nie.

Obudzimy się w Polsce, w której Ustawa Zasadnicza (dawniej: Konstytucja)  stanowi tylko „opinię”, gdzie prawo stanowi się w Sejmie po nocach, bo za dnia posłowie PIS pracują do 16″ w ministerstwie i brak PiS-owi większości parlamentarnej..

Obudzimy się w Polsce, w której media zamiast „patrzeć na ręce władzy”, muszą „całowć ręce władzy” – zamiast PTV1 będzie „Polska Today” (jak Russia Today – kto ogląda? ) tzw. mała ustawa medialna…

Obudzimy się w Polsce, w której możemy być inwigilowani, podsłuchiwani, nagrywani bez nakazu i powiadomienia, a nagrania można zniszczyć – by nie było dowodu co w nich powiedziano.. monitoring Facebooka też już działa. Ustawa o Służbach rulez.

Obudzimy się w Polsce, w której ojciec nie pozbawiony praw rodzicielskich, nie może się spotykać z własnym dzieckiem, ponieważ nie chodzi do kościoła – prawomocny wyrok sądu bodajże z Wałbrzycha.

Kiedy już się obudzimy… Nie wiem czy się obudzimy by przeciwko temu zaprotestować. Myślę że nie. Jesteśmy przyzwyczajeni do „ciepłej wody w kranie”. Dopóki mam pracę, whisky jest w markecie, jest mi dobrze. Co mnie obchodzi jakiś Sejm.

Nie musi Cię obchodzić. Dopóki Tobie jakiś urzędnik nie odmówi zezwolenia na cośtam, bo „ma pan niestosowne lajki na Fejsie”, na Blogu „pan jątrzy w niewłaściwej sprawie”, albo paszportu nie możemy Panu wydać, bo „Parafia nie potwierdziła wpłat” – będziesz spokojny.

A wtedy na emigrację będzie już za późno. Chyba że przez Ukrainę :)

…Mieszkam w Poznaniu, n Piątkowie. Pamiętam jak w latach 70-tych na tej górce stał tylko stary wiatrak. Za Gierka budowano Nową Polskę, zbudowano więc i Wieżę z nadajnikiem TV. Później, gdy nastąpiła ekspansja GSM, postawiono coś obok. Coś wiejskie przypominało rusztowanie stawiane u Heńka przez Szwagra. I tak zostało. Mam więc na Piątkowie pięknie, harmonijnie zaprojektowaną Wieżę na motywie kwiatu lotosu i Drapoka na motywach wiejskiej interpretacji wieży Eiffla.

I tu mi się jawi alegoria Polski. Stara piękna wieża odchodzi, nadchodzi czas nowych, agresywnych badziewi.

Wszyscy ostatnio dostali jakiegoś szfungu i katują mnie piosenkami z taśmy o pewnym Dżingo Bellu!

Nie znam gościa, ale podejrzewam że to może być ten grubanio w czerwonych spodniach i kubraku, maskujący się sztuczną brodą z waty! W końcu Amerykanie mają takie dziwne imiona i nazwiska, nawet wróżka ma na imię Tinker-Bell (Dzwoneczek)! Więc pewnie może być i gruby Dżingo-Bell! Poznałem wczoraj jednego Dżingo, siedział  w markecie w tym swoim czerwonym kubraku i ze sztuczną brodą, i sadzał sobie dzieci na kolanach, pedofil jeden. :-P

Chociaż trochę czuję się zaszczuty, gdy śpiewają mi w markecie, że „Mery Chrismas ewryłan!” – ja się nie czuję kobietą, jakąś Merry! Proszę mnie nie „ewryłanować”!

Czuję się kompletnie zdezorientowany! To ten Dżingo Bell w czerwonym ubranku i ta Mery Christmas?! Czy to jedna i ta sama osoba? A może to pierwsze to pseudonim artystyczny tej drugiej??? A może Śnieżynka ma na imię Merry Christmas?

Nie wiem, nie wiem! Już jestem z tego cały głupi!

U mnie w Poznaniu na gwiazdkę zawsze przychodził GWIAZDOR z wielkim worem prezentów! Mikołaj przychodził na mikołajki, 6 grudnia i wkładał nocą drobne słodycze w wyczyszczone buty!

A dzisiaj ten przebrany grubol w czerwonym kubraku w markecie powiedział dziecku, że nie jest żadnym tam gwiazdorem!! Mery Chrismas jeden, w worek kopany, zniszczył dziecku święta!

Reasumując elegancko – ubolewam, że kulturowa pseudoglobalizacja doprowadziła do totalnego zubożenia nie tylko lokalnych, regionalnych zwyczajów i nawet nazewnictwa, ale także doprowadziła nawet do braku pięknych, polskich kolęd w przestrzeni publicznej, zaśmieconej standardową anglojęzyczną papką marketingową…

Ale cóż, w czasach kiedy „jako Bogu cześć mu dali” dzieci interpretują jako takiego „żółwika” z małym Jezuskiem, a „Jeżu malusieńki leży wśród stajenki” (jeżyk taki, malutki w słomie), i oczywiście „dzisiaj w bet lejem!„.. W tych czasach zubożenia języka do tysiąca podstawowych wyrazów ze Słownika (na dostępnych 30 tys.) nie dziwi, że najmłodsze pokolenie nie rozumie połowy kolęd, nie rozumie języka liturgicznego. Z tym pal licho.

Gorzej, że nie rozumieją Umów podpisywanych z Polsatem lub z Bankiem…

Moja bratanica jest Turczynką, chrześcijanką. Dawno nie była w Polsce, ale zabrała do Turcji buteleczkę wody święconej. W buteleczce zostało jej już tylko połowa, a na jej uzupełnienie nie ma szans na wschodzie Turcji, więc zapytała mnie, czy może dolać do niej zwykłej wody, i będzie ona nadal święcona?

A może będzie tylko PÓŁ-święcona, bo pół jest wody zwykłej, a pół święconej? Ja jednak sądzę, że zwykła woda nabiera uświęcenia w kontakcie z wodą uświęconą! Bo jak może byc cała nie-święcona, skoro w połowie objętości jest nadal święcona!? Przecież raz poświęcona woda nie może tracić swojej świętości!!!? A przecież nie może być święcona co druga jej molekuła, a co druga nie?

Pytałem mojego proboszcza, ale zbył mnie tym, że nie ma czasu na dywagacje o bzdurach! Ale to dla żarliwego katolika nie są żadne bzdury, gdy w kraju muzułmańskim mieszkać musi, a wody święconej potrzebuje codziennie i żarliwie! W baniakach ma ją z Polski sprowadzać?

Ergo, łaska uświęcenia przechodzi z wody święconej na pozostałą! Trochę tak jak działa homeopatia! Kropla tworzy ocean łaski! To wydaje mi sie naturalne!

Boję się tylko tego, że jeśli księża od tysięcy lat święcą wodę, poświęcili jej takie ilości, że nawet rozcieńczona, gdy trafiła z deszczem, rzekami do oceanów, sprawiła że cała woda na Ziemi stała się święcona!

PS: wpisałem w Google frazę woda święcona. W podpowiedziach Googla znalazłem hasło: woda święcona SKŁAD. Ale Google nie zna się na żartach, to nie żart. Ktoś nie wiedział po prostu, że święcona od zwykłej różni się tylko tym, że jakiś gość coś nad nią wymamrotał i ręką pomachał. Och, przepraszam, poświęcił ją, a nie np. soli kuchennej, albo innego chlorku sodu dosypał :P! To tak pod kątem fideistycznego pojmowania  religii w Polsce.

Adam Słodowy radzi – odmów nad miską modlitwę – Formuła poświęcenia wody:
„Wszechmogący wieczny Boże, wszystko co istnieje pochodzi od Ciebie. Pobłogosław tę wodę, którą będziemy pokropieni jako znak nowego życia i oczyszczenia z grzechów. Ufni w Twoje miłosierdzie, błagamy Cię: odpuść nam nasze grzechy, abyśmy z czystym sercem mogli Ci służyć. A gdy choroba lub inne niebezpieczeństwa i zakusy złego ducha będą nam zagrażać, niech nas chroni Twoja opieka. Prosimy Cię o to, przez Chrystusa Pana naszego. Amen.” Jeśli masz pod ręką paschał, zanurz go trzy razy, ale nie jest to konieczne.

Znalazłem wykładnię, że generalnie powinien to zrobić kapłan, ale tak jak w przypadku ślubu, może to zrobić także każdy prawy chrześcijanin! Rozwiązanie jest czysto mistyczne, tak jak samo misterium Uświęcenia! Tak więc, jeśli chcemy aby woda święcona po dolaniu do niej wody "zwykłej" zachowała swoją "święconość" to (zgodnie z nauką Kościoła rzymskokatolickiego) wypadałoby poprosić o to TEGO, który MA MOC SPRAWCZA, np. w formie modlitwy.

Ergo: jeśli poproszę JEGO żarliwie, by uświęcił Ocean Spokojny, do którego wylałem pół flaszki święconej z kościoła w Pabianicach, to Ocean będzie poświęcony! Liczy się żarliwa modlitwa, a nie proporcja wagowa! C.N.D

Pozostaje pytanie, czy woda święcona która wyparowała z aspersorium i spadła z deszczem do Odry, spowoduje, że poświęcę Odrę z dobrej, żarliwej intencji, by wszyscy mieli dostęp do wody święconej na kolędę… Kto czytał Kocią kołyskę, ten zna odpowiedź!

Motto: Na straganie, w dzień targowy, różne słyszy się rozmowy :)

Jest w Orange (d. TPSA) taka usługa jak Dobry Numer. Cos jak zegarynka, czy budzenie. kosztuje jakieś 3.5 zł za minutkę i jest dostępna głownie z tel. stacjonarnych – to taki sposób Orange, by ze starszych ludzi wyciągnąć dodatkową kasę za dzwonienie z telefonu, w którym ma się darmowe minuty. Nihil novi sub sole.
Jednak numer jest o tyle fajny, że działa jak „google dla staruszków” – można przez słuchawkę zapytać nie tylko o połączenia kolejowe i autobusowe, ale o wszelką informację miejską, o firmach, nr.tel., ale także o każdą informację, którą można znaleźć w google czy w innej Wikipedii!

Z „dziennikarskiego obowiązku” zainteresowało mnie, jak to działa od kuchni. A więc udałem się na mały rekonesans. Oczywiscie zatrudnienie poprzez agencję pracy (stawka 10zł/h i 3/4 etatu, ale dziewczyny z „913″ maja gorzej), która rekrutuje dla Podwykonawcy, świadczącemu usługi dla TPSA (pardą, Orange). Oczywiście w budynku, który zbudowała „Poczta-telegraf-Telefon” za wczesnego Gierka. Czyli standard w korpo – pracujsz na dwóch pośredników i pracodawcę.

First Luk? Dwie godziny nawijania makaronu propagandowego na uszy pt. jak to sie u nas wspaniale pracuje. Z obowiązkową prezentacją multimedialną w PowerPoincie, bo standard korporacyjny zobowiązuje.
Później pięć dni szkolenia.

Dzień Pierwszy – z tzw. kultury korporacyjnej – o tym, że nie zdrabniamy (proszę o chwilę cierpliwości, zamiast poczekaj pan chwileczkę), że „dziękujemy za cierpliwość” a nie „fajnie że pan poczekał” :) Uważam że ten dzień uwłaczał każdemu, kto skończył maturę (i osiagnął podstawowy stopień kultury osobistej i społecznej). Ale mi, jak się okazało później, taki tryb trochę przeszkadzał po kilku latach dość swobodnej rozmowy z własnymi Klientami – wymknęło mi się „na słuchawce”, że pociąg Regio to taki z krzesełkami-dupomęczkami. Dostałem upomnienie ustne od „dozorcy sali” (tim-lidera chyba), że nie trzymam korporacyjnych standardów i że kategorycznie, itd.

Dzień Drugi – Szkolenie z NBN. Czyli Nowej Bazy Numerów. Pamiętam Starą. Taką DOS-owską jeszcze, wykradzioną z TPSA i sprzedawaną na CD na giełdzie komputerowej. Poszło mi tego ponad 500szt :-) Miała taki bajer, że pokazywała także numer mieskania! A w czasach gdy 99% ludzi miało tel stacjonarny – to było bezcenne… Dziś NBN pozwala wyszukać także po nr lokalu, ale tej informacji nie wolno podawać :) Generalnie niczego nie wolno PODAWAĆ, często nawet potwierdzić np., czy pani Agnieszka Franczyk mieszka Przy Piłsudskiego. Można podać sześć numerów do A. Franczyk, w tym tej z Piłsudskiego. A czas się nawija, 3.5 zł/min… Ale cóż, Ustawa o danych osobowych obowiazuje. Nie obowiazuje tylko w Książce telefonicznej, papierowej, bo tam potwierdzę natychmiast takie zamieszkanie. Kultura korpo Uber alles.

Dzień trzeci – googlologia, czyli wyszukiwanie w Necie. Elementarne podstawy, to strony wyszukiwań które MUSISZ mieć otwarte. Hafas (stara, szybka wersja rozklad-pkp.pl) – tu warto otwierać kazde nowe zapytanie przez CTRL+D bo Klient często wraca do porównania z poprzednim zapytaniem a ostatnie Tobie znika.. E-podróżnik (wymaga uruchomionej sesji googla co pół godziny i wyglada jak praca zaliczeniowa z Javy drugorocznego „studenta” Cossinusa – i tak samo działa), jednak fajnie podaje wszelką komunikację autobusową do najmniejszych pipidówek
Dalej – GUS – stronka podaje wszelkie regony, nipy, pkd i ekd, adresy, wpisy.. po taką informację często dzwonią windykatorzy, którym się nie chce szukać dłużników, a telefon wliczają w koszty. Plaga poranna :-)
Z plag wieczornych są dyżury.pl, czy inne lekarze.pl – w oko szkło dziecku odprysnęło i „panie, gdzie w Bytomiu jest dyżur okulistyczny”? Tu akurat miło pomagać! Albo – Chciałam do reumatologa w Bytomiu na Kurnnickiej, jaki tam telefon? (tu można przez NBN: przychodnie/bytom/kurnicka, albo przez google, ale wtedy nalezy podać: „brak informacji w naszej bazie, podaje informację z internetu”)
Jest jeszcze zapytanie o kod pocztowy/ulicę – tu musisz znać jakąś pocztapolska.pl, czy coś podobnego, ładna i szybka wyszukiwarka typu: miasto / dzielnica / kod / ulica.

Trzeba oczywiście mieć wykute na pamięć tak trywialne i popularne informacje, jak: opłata kolejowa za psa w PR/IC, zniżka na dziecko szkolne/przedszkolne, promocja biletowa dla emerytów w IC, nr na budzenie, studencki miesięczny w PR… Reszta wychodzi na Egzaminie :D Jak np. to, że do Ustki w środy nie jeździ żaden pociąg, a wszyscy się na tym wykładają i podają ten czwartkowy :)

Dwa kolejne dni „szkolenia” to praca już na słuchawce, na żywca z Klientem („dozorca sali” na nasłuchu: oj panie Krzysztofie, idzie panu poniżej średniej).
Sala jest fajna, taka Ptaszarnia, a raczej Kurnik. Open-spejs znaczy. Na ok. 180 otwartych klatek. Boxów znaczy. Sufit wisi nad głową na 2.2 m, podparty filarami. Na filarach są namalowane ptaszki :) Takie stylizowane na „z flamastra” – te ptaszki mnie urzekły – są na prawdę fajnym akcentem nie tylko w Kurniku, ale w całym budynku tworzą sympatyczny lajfmotyw – a to w pokoju dla matki z dzieckiem karmią pisklęta, a to na parterze są pingwinami i wołają „w górę!”, a to odpoczywają nad kanapą w pokoju odpoczynkowym, a to wrzucają łapkami plastikowe butelki do kubłów na plastikowe butelki… Miłe to i tworzy sympatyczny look.

A z fajniejszych zapytań na słuchawce?

Dzwoni Babcia: Jak się dodzwonic do DUDA-pomocy (prawnej)? Ot zagadka, bo to „cós” przeprowadzało się ze cztery razy, a na ostatniej lokacji podawało tylko adres, BEZ telefonu. W końcu wpadam na to że ministrant Maliniak jest teraz prezydentem i zagladam na prezydent.pl (czy cos w podobie). Trafiony. Zatopiony.

Dzwoni Biznesmen: prosi o telefony wszystkich sex-schopów w Polsce. Wsystkich! Wchodzi z nowym Produktem na rynek i potrzebuje do marketingu :) Nawet całkiem szeroko opowiada koleżance o Produkcie, a ona w tym czasie się czerwieni malowniczo, a Biznesmen w tzw. miedzyczasie notuje numery. Ze dwie setki numerów. Ponad godzinę tak wisi, 3.5 zł za min. promocja kosztuje :)

Dzwonią też wszelkiej maści windykatorzy, komornicy i podobne sępy, w celu ustalenia np. siedziby firmy dłuznika, lub miejsca obecnego zamieszkania Misia.. Wiec szukamy dla nich po Googlu, po Fejsie, po forach, z jakiego miasta ma nieostrożny delikwent fotki i notki. Czuję się jak detektyw za 3.5 zł za min. :P

Są też Klienci-Legendy :-)

Dzwoni np. „EMPIK” (z miasta na 51) i zawsze na początku pyta o numer do Empik-u w swoim mieście. Jeśli trafi na słuchawce na mężczyznę, prosi o przełaczenie na informację kolejową. I tak dalej, do skutku, aż trafi na kobietę, wtedy bajeruje przez pół godzinki. 3.5 zł za minutę, ale kto mu zabroni? :-) Empik dzwoni codziennie, tylko po boxach ludzie do siebie mrugają, że Empik juz jest :)

Dzwoni też „TANGO”. On też ma chyzia co go gryzia, i jeśli trafi na kobietę na słuchawce, pyta o tanga argentyńskie. O tytuły, wykonawców, płytografię, filmy… Ma też ulubiony tytuł i pyta, gdzie mozna osobiście kupić ten utwór na płycie CD. prawidłowa odpowiedź – najbliżej w Berlinie :)

„słuchawka” która mnie szkoliła juz na słuchawce, w pracy z klientem, zatrudniona od 18 miesięcy, własnie dostała awans. Z Młodszej Słuchawki na Słuchawke Wyszkoloną. i oczywiście ani 10 gr. na godzine podwyzki :) A zapierdziela jak mały perszing, aż babcie nie nadążają notować… :-)

Słowem, ciekawa przygoda dla studenta obkumanego w Google, za 9 zł na rękę za godzinę, na max. 3/4 etatu.
Witaj kariero w korporacji :)

disclaimer: we wpisie nie zostały ujawnione żadne informacje zastrzeżone w podpisanej przeze mnie „klauzuli poufnosci”. Przeanalizowałem ja z moim radcą prawnym :)

…Cesarz Hindenburg abdykował (znaczy, Bronek przegrał), parlament rozwiązany (znaczy, wybrany taki jaki PISlamistom potrzebny), Hitler u władzy (pardą, Prezes), teraz tylko czekamy na podpalenie Reichstagu przez przez Żydów, socjalistów lub cyklistów!

Sytuacja polityczna w dzisiejszej Polsce jako żywo przypomina mi Niemcy z połowy lat 30-tych ub. wieku.

Zastanawiam się tylko, jakąż prowokację zaplanuje jakiś Szmaciarewicz, by całkowicie pozbyć się parlamentarnej opozycji?

Obstawiam jakąś współczesna formę „prowokacji Gliwickiej” typu decyzja o emisji przedstawienia „Golgota Picnic” w teatrze TV :D

Idę sobie wczoraj, przechodzę obok tzw. Osiedla Grodzonego na poznańskim Piątkowie. Wiecie, znacie, płot spawany na 2m wysoki, górą trzy rzędy drutu kolczastego, na wejściu budka strażnicza, szlaban malowany, kenkarty przytykane do czytnika, normalka. Patrzę, jakaś pani Ochroniarka zapitala na zewnątrz wokół owego ogrodzenia. Nie wiem czy miała KM-a, ale psa nie miała. Więc zapytałem grzecznie:

  • – To cały czas tak pilnujecie tego osiedla?
  • – Tak, 24 godziny na dobę musimy!
  • – Rozumiem, bo tak, to by wam z tego getta mieszkańcy pouciekali! :P

Idę sobie dzisiaj, z Toffikiem (to piesek, nie syn-wampir) pod prąd wuchty wiary ciungnacej dzieś (znaczy, tłumu ludzi idących śpiesznie w przeciwnym kierunku). Puszkę piwa dzierżę, słoneczkiem się napawam, pies sika tu i ówdzie. Nagle jeden starszy pan do mnie w te słowa uderza:

  • – Do kościoła byś pan poszedł, a nie z piwem!
  • – A co, dziś ksiądz wino stawia, czy jak zawsze sam wypije, a wam na imprezie poda tylko jakieś suche wafelki?

Pies, jak to pies – olał to. Pan się nadął słusznie i podążył wybaczać winowajcom.

Wszyscy dziś zabierają głos w sprawie „uchodźców” z państw ogarniętych Świętą Wojną „państwa islamskiego”, to i ja sobie zabiorę i opinię swą wyłuszczę, dlaczego nie.

 

Argument: W Polsce mieliśmy trzy zabory, ponad sto lat okupacji. I mimo to, mieliśmy kilkanaście powstań przeciwko (wszystkie zjebane, prócz Wielkopolskiego). Mieliśmy pięć lat okupacji hitlerowskiej. I też nie leżeliśmy wtedy wentylem do góry. Mieliśmy i Stan Wojenny. I co, sraliśmy sobie po kostkach??? WALCZYLIŚMY! Siedzieliśmy w Polsce i walczyliśmy o to, by miejsce, gdzie stoi nasz DOM, było nasze! I takie jakiego MY CHCEMY, a nie ktoś, kto nam narzuca swoja wolę! Czy inny szariat.

Był i Drzymała ze swoim wozem, był Ślimak z lektury, byli Pozytywiści, Filareci i inni .eci, którzy POMIMO wroga starali się działać tu gdzie mieszkali, krzewić polskość pomimo, a nie natychmiast wyprzedawać cały majątek i spieprzać do Hameryki! Dlaczego nie spieprzył Raczyński (ten od biblioteki), dlaczego wrócił Paderewski i wielu, wielu innych? Dlaczego Piłsudski wysadzał pociągi?

Nie, nie kupuję tego, że jeśli moim dzieciom sypie się na głowę tynk od huku bomb, to natychmiast sprzedaję swoją firmę, willę, biorę iPhona, kupuję miejsce na pontonie i spieprzam do kraju jakichś frajerów, którzy dadzą mi zasiłek za to że jestem. Dla mnie tacy ludzie to najzwyklejsi konformiści, tchórze którzy mają ojczyznę tam, gdzie im najlepiej i najwięcej płacą! Gnojki, którzy, jeśli ich ktoś wykopie z własnego domu, nawet nie próbują się bronić, tylko swój dom oddają i spieprzają z podkulonym ogonem!

I spieprzają SAMI (kto widział CAŁĄ muzułmańską rodzinę ubiegającą się o azyl? Ojca, matkę, trójkę dzieci)??? Sami młodzi mężczyźni!

Tacy, którzy powinni w tym momencie być we własnym kraju, pod bronią i tłuc fundamentalistów z PI na każdym kroku: pod sklepem, knajpą, wysadzać im samochody i golić żony! Dosypywać cukru do baków ich czołgów, czy cokolwiek innego! Młodzi mężczyźni w kwiecie i sile wieku, którzy spieprzają i trzęsą dupą. Jaką wartość moralną stanowią dla naszej Ojczyzny, w momencie udzielenia im azylu???

Nie, nie jestem żadnym narodowcem ani innym podobnym zbokiem. Po prostu mi się nóż w kieszeni otwiera, kiedy ktoś się chowa za moimi plecami i skamle: broń mnie. Gdy chowa się za plecami kraju, który walczył o swoją wolność ponad 150 lat! Dla mnie to niemoralne. Dla wielu to wręcz chamskie.

Niemoralne dla mnie jest udzielanie azylu młodym mężczyznom, którzy PORZUCAJĄ swoje żony i dzieci (!!!) by samemu ubiegać się o azyl! KTO Z WAS by tak postąpił ???

Argument: Uchodźcy z terenów działań PI są jak ci mądrzy Żydzi w 1936r., gdy Hitler doszedł do władzy. Tez sprzedawali swoje sklepy i wiali gdzie Statua Wolności rośnie! Pieprzyli kraj w którym mieszkali – tam była ich Ojczyzna, gdzie mogli bezpiecznie żyć i się rozmnażać wraz ze swym majątkiem , choćby na Księżycu. Dla mnie islamscy uchodźcy są jak Żydzi z początków Trzeciej Rzeszy. Chamscy konformiści.

Argument: uchodźcy wydostawszy się poza obszar działań wojennych/prześladowczych nie są już prześladowani – proszę ubiegać się o azyl w kraju najbliższym, a nie w Urugwaju, czy innej Polsce.

Ostatnio spacerując z naszą trzymiesięczną córeczką zauważam, co raz więcej mężczyzn w różnym wieku, z dziecięcymi wózkami! Mężczyzna, jak to facet, nie musi być przesadnie zadbany, niemniej wózki często mają nawet bardziej wypaśne niż mój – ze skrętnymi kołami, nowsze, markowe, czy bardziej ładowne!

Gdyby ktoś chciał obserwować te męskie trasy spacerowe, są one jednak dość specyficzne, choć stanowią pewną codzienną konsekwencję. W jakiś sposób cieszy mnie wzrost zainteresowania mężczyzn prowadzeniem wózków…
Co bardziej wnikliwy obserwator jednak dostrzeże charakterystyczne, niebieskie torby IKEA, jakże przydatne do komasowania zebranych puszek po piwie, makulatury i innej odzyskiwalnej przemysłówki! W tym momencie odnosimy jednak trafne wrażenie, że kobiety zajmują się potomstwem, a mężczyźni polują – na swój sposób, bo w miejskiej dżungli – na śmietnikowe okazje..

Wbrew pozorom, w wielu budżetach domowych ‚uzysk’ z takich zbiorów może stanowić znaczną część domowego budżetu. Pomijając złomiarzy i puszkarzy (puszka po piwie to 10gr), w kilku bogatych miastach (Warszawa, Gdańsk, Poznań, itp.) można znaleźć naZnalezione obrazy dla zapytania żul z wózkiemwet nowy, firmowo zafoliowany zlewozmywak Indensit-a, czy praktycznie nowy topowy odkurzacz z zapchanym filtrem króliczymi kłakami. Istnieją nawet wyspecjalizowane sklepy – komisy, skupujące takie przedmioty. A później zapychające nimi Portale Alledrogo lub OLX :)

Z mojego punktu widzenia takie działania są dobre dla Planety Ziemi – im mniej energii i surowców zużyjemy na wyprodukowanie przedmiotów bez sensu lądujących na śmietniku, tym lepiej! A jeśli ktoś che je nadal używać – dlaczego nie?

Nie bójmy się więc mężczyzn z wózkami dziecięcymi! :D

Tym bardziej że często są oni kulturalni w obyciu, czyści, nie śmierdzący, ubrani na czasie i w całkiem nowe rzeczy. Oczywiście z odzysku :D

800 × 600 – nonsensopedia.wikia.com

„Zbieramy zakrętki od butelek dla chorego Pawełka!” – któż z nas nie zbierał zakrętek dla jakiegoś Pawełka? Dziecko do szkoły nosiło wory zakrętek, w spożywczakach były pudła na zakrętki i błagalne plakaty… Pomóż, miej serce, Twoja zakrętka ratuje życie! :P:P

Oczywiście żadna zakrętka nigdy nikomu życia nie uratowała (a killer udusił współwięźnia taką od solniczki), ale liczy się APEL do serc Polaków! Im bardziej letalna wada – jakiś zespół Edwardsa, śmiertelny do 3 roku nie-życia dziecka, tym lepiej! To Polaków chwyta za serce, powoduje że chcą być dobrzy, miłosierni, pomóc dziecku które i tak nie ma szans przeżycia..!

NIE, oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie zbierał datków na fundację sponsorującą prenatalne badania genetyczne, np. aminopunkcje – badań nienarodzonych płodów na trisomie letalne, albo wysokoupośledzajace – bo to na głowę (a raczej na brzuch) ok. tysiąc złociszy, a jeśli się okaże że dziecko ma nieuleczalną wadę genetyczną i nie dożyje roku? Który lekarz prowadzący podejmie się terminacji ciąży? Prościej zbierać zakrętki i pomagać tym, którzy i tak nie maja żadnych szans.

Znaleźli się oczywiście CYNICZNI i PERFIDNI pseudosponsorzy, sugerujący, że jeśli zbierzemy miliard nakrętek, to raczą kupić zdechlakowi respirator, wózek inwalidzki, czy inne zbędne badziewie, które po śmierci dziecięcia i tak trafi na Allegro. Zastanawiam się tylko, dlaczego taki Sponsor musi kazać nam zbierać jakieś głupie zakrętki, zamiast po prostu kupić ten respirator, który i tak odliczy sobie od podatku? Czy nie jest to robienie sobie taniego PiaRu, tworzenie tanim kosztem jakiegoś pseudopozytywnego wizerunku „firmy przyjaznej zdechlakom”?

W jeszcze większe skur*ysyństwo brnie PAH (Polska Akcja Humanitarna), która wymyśliła sobie z WP.PL, że za każde zalogowanie się na WP (sic!!!) portal płaci pół grosza na studnie w jakimś Zambezi. Czy inną odbudowę lepianek w slumsach w Nepalu. Dlaczego WP.PL – portal należący do międzynarodowego, potężnego koncernu ORANGE (dawna Tepsa) nie może po prostu zrobić zwykłego przelewu na budowę paru studni, bezpośrednio na konta tych kopaczy studni w Zambezi, albo przelać drobnej dla koncernu kwoty na zrobienie kilkuset pustaków na odbudowę jakiejś szkoły,  zamiast płacić pół grosza za zalogowanie się???

Być może dlatego, że pod przykrywką akcji humanitarnej jest to zwykła chamska reklama portalu WP? A może chodzi o to, by pani Ochojska co miesiąc latała sobie do Afryki się fotografować z murzyniątkami, za pieniądze za które można wykopać ze setkę studni miesięcznie?

To jest CHORE! Pamiętam, dobre 25 lat temu, kiedy byłem młodym Punkowcem, pomagaliśmy Tybetańczykom (Tybet Chiny zaanektowały jak Rosja Krym) – robiłem punkowe naszywki, a dochód z ich sprzedaży wpłacałem BEZPOŚREDNIO do organizacji pomocowej w Tybecie

Dlaczego więc mam zbierać te pieprzone zakrętki od butelek, albo inne logowania na WP,  jeśli „sponsor” i tak ma zamiar zapłacić? Nie zauważyłeś, że właśnie zrobili z Ciebie małpę na sznurku?

Kiedy się wypełniły dni, i przyszło zginąć latem, prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westarplatte. (A lato było piękne tego roku). że tak zacytuje Mistrza Gałczyńskiego. Ildefąsa.

A tak na prawdę, to chłopaki z poboru rocznik 37 i 38 siedzieli sobie nad Bzurą i się opalali, ci z Helu i Westerplatte też ściepnęli mundury i bzykali lokalne kaszebske dziewki po krzakach, na grzyby chodzili, albo także w krzakach zażywali czysto męskich rozrywek.  Np. gry w kapsle, albo cymbergeja :P Albo zbierali jagody :)

Cóż z tego, że pod gdański port podpłynął jakiś germański pancernik Szlezwig i Holsztajn (SMS Schleswig-Holstein). Niemiaszki tak samo jak przy Czechach się puszyli, tak się puszą i tyle. A nas nie ruszą, bo za nami stoi NATO. No-To, Anglikowie i Francuzowie, sojusznicy nasi waleczni! Krzywdy nam nie pozwolą uczynić, w życiu. Oni tez się opalają w Normandii, ale ruszą nam na pomoc! Nie ruszyli. Ale wtopa.

I to „w życiu” też się skończyło, kiedy skacowane chłopaki zwlekali się ze swoich dziewek lokalnych, nad ranem, gdzieś tak koło piątej, na jakąś poje*aną trąbkę trepa. Właśnie kończyła się Prowokacja Gliwicka…

I tylko żal mi jest tych chłopków od pługa oderwanych, z domów mobilizowanych, porzucających na szybko swe ukochane rodziny w rodzinnej Nadrenii-Westfalii, Wittenbergii i innych.. Schodzących ze swoich cycatych Heidii z samego wieczora, bo mobilizacja…

Żal mi tych chłopców po osiemnastce, którym rozkazano w taki letni gorący upał wrześniowy maszerować w pełnym, 30-kg rynsztunku, w filcowych grubych mundurach, gdzieś na Wschód, w imię jakiejś hu* wie jak ważnej sprawy Rzeszy Trzeciej Niemieckiej.

Żal mi tez tych SS-manów, którzy musieli w swoich czarnych skórach pchać się samochodami bez klimy w taki upał na Wschód. Fizylierów mi zal najbardziej. Mniej żal artylerii zmtoryzowanej, bo jechali sobie na lawetach i mieli przewiew. Ale Zmechanizowana miała przerypane, jak w przysłowiowym czołgu. Spróbuj jechać w czołgu w 30-to stopniowym upale, ze 200 km ciurkiem, w południe..

A chłopaki z Westerplatte, Helu, z nad Bzury się w tym czasie opalali…

Rzad oczywiście zawierał w tym czasie korzystne sojusze – np.  z Francją i Anglią, która nie raczyła zdychać za jakiś tam Gdańsk. W końcu Czerczil w Parlamencie angielskim powiedział, że to są sprawy dalekich państw, o których ludziach niczego nie wiemy.

Tymczasem w Polsce.. rozwijano kawalerię (oj dana, z szabelkami jedziemy, damy się na konikach wystrzelać piechurom, albo czołgom, oj dana!). Budowano dwupłatowce – samolociki rodem z I wojny światowej. I tylko Piłsudski miał nosa – pojechał do Berlina zawrzeć pakt o nieagresji z Hitlerem. Trochę mu nie wyszło. Beck przeszkodził. Ambitniak wredny.

A może dla Polski lepsze było by tzw. czeskie bohaterstwo – poddanie państwa w imię sensownej racji stanu (nietknięta Praga, autonomia!) , zezwolenie na trakt exterytorialny do Prus (płatny), niż całkowita dewastacja Warszawy i kwiatu inteligencji na powstańczy rozkaz starych dziadyg bezpiecznie siedzących i pierdzących w stołki w Londynie? Dzięki pokojowej aneksji Polski w 39 roku uniknęlibyśmy agresji sowieckiej 17 września (pakt Ribbentrop-Mołotow nie wszedł by w życie), wszystkich tych Katyniów i wyniszczenia Polski także bysmy uniknęli! Uniknęlibyśmy też bezsensownego powstania warszawskiego – jednak Francuzi potrafili też się poddać we właściwym czasie, ale i zrobić powstanie na czas nadejścia Aliantów. Polaków zgubiła ambicja i buta pierdzistołków z Londynu.
I śpiew słyszano taki: — By słoneczny czas wyzyskać, będziemy grzać się w ciepłe dni na rajskich wrzosowiskach.

Grzejcie się Chłopaki! Żółwik!


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa