Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z tagiem: ksiądz

Jako praktykujący ateista chętnie przyjmuję księdza po kolędzie. Ot, lubię rozmawiać z ludźmi każdego zawodu. To poszerza horyzonty.

Pan Ksiądz wszedłwszy na pokoje po zdjęciu obuwia (wie pan, małe dziecko pełza, dbamy o czystość!), spostrzega Dziecię i w te słowa uderza:

– o, jakie ładne dziecko, a czy już ochszczone?
— Oczywiście, nawet obrzezane na wszelki wypadek – odpowiadam :)
Pan ksiądz jest w miarę dzisiejszy, więc się uśmiechnął z żartu, zamiast zabuldoczyć.
– a czy dzieciątko należy do naszej parafii?
— e, a nie za młode jeszcze, żeby zapisać je do Partii? – odpowiadam z kamienną twarzą :)

 

Idę sobie wczoraj, przechodzę obok tzw. Osiedla Grodzonego na poznańskim Piątkowie. Wiecie, znacie, płot spawany na 2m wysoki, górą trzy rzędy drutu kolczastego, na wejściu budka strażnicza, szlaban malowany, kenkarty przytykane do czytnika, normalka. Patrzę, jakaś pani Ochroniarka zapitala na zewnątrz wokół owego ogrodzenia. Nie wiem czy miała KM-a, ale psa nie miała. Więc zapytałem grzecznie:

  • – To cały czas tak pilnujecie tego osiedla?
  • – Tak, 24 godziny na dobę musimy!
  • – Rozumiem, bo tak, to by wam z tego getta mieszkańcy pouciekali! :P

Idę sobie dzisiaj, z Toffikiem (to piesek, nie syn-wampir) pod prąd wuchty wiary ciungnacej dzieś (znaczy, tłumu ludzi idących śpiesznie w przeciwnym kierunku). Puszkę piwa dzierżę, słoneczkiem się napawam, pies sika tu i ówdzie. Nagle jeden starszy pan do mnie w te słowa uderza:

  • – Do kościoła byś pan poszedł, a nie z piwem!
  • – A co, dziś ksiądz wino stawia, czy jak zawsze sam wypije, a wam na imprezie poda tylko jakieś suche wafelki?

Pies, jak to pies – olał to. Pan się nadął słusznie i podążył wybaczać winowajcom.

Dziś dzień dziękczynny i radosny.
Święto Najświętszego Ciała Chrystusa. Bo przecież w liturgii nie istnieje coś takiego jak „Boże Ciało”.

Choć lud prosty wsi i miast tak mawia. Dawnemi czasy, zaledwie 15 lat temu lud wieszał w oknach bloków kilimy i dywany z Chrystusem, flag mrowie było na balkonach. Ołtarz budowali aktywiści stolarsko-ciesielscy, mając go upierdzielonymi w okolicy gałęziami brzozy, oraz kilkoma dywanami przyniesionymi z pokoju gościnnego przez okoliczne babcie. Na czele wlekł się wikary z Krzyżem, później chorągwie, obrazy w złotych ramach w liczbie kilkunastu, nastepnie bałwan gipsowy, uważany za Figurę Maryji, niesioną przez mężczyzn, a szarfy po bokach kobiety dzierżyły..

To se ne wrati, pane Pieronek ;)

A dziś? na Piątkowie, w Poznaniu (TYM Poznaniu, w którym garstka katotalibów walczy o postawienie 6 metrowej maszkary przypominającej Jezusa koło pomnika Czerwca’56) jakoś tak po 14″, bo akurat zerknelim z balkonu jak okoliczne 7 latki w bieli zaczęły drałować z koszyczkami pełnymi martwych kwiatów w kierunku kościółka, wziąłem mą Towarzyszkę Życiową (7 dni do rozwiązania) oraz puszkę „Książa mocnego” i poszliśmy na procesję :P

Szliśmy gdzieś opłotkami, bo nikt normalny się nie będzie pchał w takiej ciąży w ciżbę. Mijały nas eleganckie babcie pytające: „gdzie ta procesjya jest?” – no HELOŁ, jak można nie wiedzieć kędy Procesyja idzie??, pan z dwoma chłopakami na rowerkach – „o, tam, tam idą tata!” – ale zabawa! :D. A w oknach? raz na cały blok ze dwa niebiesko – wyblakłe portrety pana JPII. Kilka żółtych flag. Ołtarz? Dwie plansze z dykty z naklejkami IHS, draperia z prześcieradła, kilka piwonii we wiadrze. To w tzw. starych blokach, wybudowanych w latach zerowych (2000r.)

A gdy procesja mija tzw. Getto – pt. Oaza Piątkowska? Osiedle strzeżone, płotem na 3m wysokim ogrodzone, brama na kod, strażnicy (no jak w gettcie!) – tu na balkonach ZERO flag, papieży, IHS-ów, chrystusików na druciku. Kolesie siedzą na balkonach, piwo piją do mrożonych szklanek nalane. Uśmiechają się życzliwie, spoglądając na średniowieczne dziwowisko..

W niecałe 15 minut po procesji pod tymczasowym ołtarzem pojawiła się ekipa deratyzacyjno-sprzatająca. Podjechali Żukiem i wrzucili klamoty ołtarzowe na pakę. Odjechali w kierunku plebanii. Zostały po nich tylko płatki maków, chabrów, złocieni, wdeptanych i wgniecionych przez opony w asfalt.

Ktoś mądry nazwał by opisane zmiany pewnie erozją bizantyjskiej obrzędowości, upadkiem religii celebrowanej na pokaz, ktoś inny może dyfuzją duchowości w kierunku indywidualnego i wewnętrznego przeżywania zbliżenia z Bogiem. bez potrzeby pośrednictwa kapłanów. Lub innych pedofilów.

A dla mnie po prostu ważnym było to, że stałem sobie grzecznie z puszką „Książa mocnego” i żaden z mijajacych mnie „procesjantów” nie przywalił mi w ryj, nie spryskał gazem, nie wbił noża kuchennego pod lewą pachę. Że nawet w tak klechistańskim Poznaniu jest nadzieja na spacer z Toważyszką (w ciąży) w spokoju. Spokoju od katotalibanu…

A tym czasem z Onetu zniknęła (404!) wiadomość, że obywatele hitlerowskiego regionu specjalnego – GoralenVolku (popularnie: gazdowie z Krupówek) protestowali, że podczas procesji w Krakowie OTWARTE są knajpki i kawiarnie! Ci volksdojczowscy Talibowie pewnie myśleli że ulica należy tylko do nich… A u mnie na osiedlu Żabka była otwarta. Pierwszy raz nie zamykali jej na 2 h na czas procesyji. I Bóg nie perdalnął w nią z tej okazji meteorytem. Znaczy, jakoś to przełknął. Gorale już nie.

I to tyle na niedzielę dzisiejszą, cóż z tego że w czwartek.

 

Przewielebna Kurio !

Chciał bym prosić o pomoc w zorganizowaniu pielgrzymki.

Nie proszę o pomoc materialną, jedynie o wsparcie duchowe oraz logistyczne. Chodzi  mi o wsparcie Kapłana,  który poprowadził by spotkanie / rekolekcje przedpielgrzymkowe w udostępnione na ten cel przez Was salce,  opiekę kapłana który przygotował by kosztorys pielgrzymki i nie szczedzil wskazówek logistycznych  i organizacyjnych, a także służył wsparciem duchowym w chwilach zwątpienia.

Chcieli byśmy,  wzorem wielu podobnych środowiskowych pielgrzymek,  jak górnicze,  policyjne, młodzieżowe, lekarskie, zorganizować naszą własną pielgrzymkę,  dzięki pomocy Kapłana mogąca być dla wielu pielgrzymów  swego rodzaju katarkhis – Pierwsza Blagalna Pielgrzymka Środowisk Pedoflskich

Na pewno wiec będzie nam niezbędna pomoc Kapłana życiowo obeznany z tematem,  który także podczas Pielgrzymki służył by wsparciem duchowym, prowadził tematyczne, duchowe rozważania, mogące być dla skruszonych pielgrzymow punktem wyjścia do duchowej odnowy, samoobrony przed kuszacym zlem!
Na naszej Pielgrzymce chcieli  byśmy widzieć i zaprosić do duchowej odnowy tak skruszone osoby po więziennych wyrokach, jak i nauczycieli,  wychowawców, osoby prywatne,  ba, nawet księży którzy potrafią dać świadectwo, że potrafili z Boska Pomocą wyrwać się z tego szatanskiego kręgu zatracenia,  a teraz wręcz krzewia Światło pośród zblakanych wiernych i Kapłanów.
Rozumiem ze Wielebna Kuria jest w stanie duchowo i kaplansko wspomóc tak ważna społecznie,  ale przede wszystkim pod kątem odstąpienia łaski Zbawienia poprzez żal i skruchę grzeszników prowadzonych przez otwartego duchowo Kapłana, stanowiącego niezbędne wsparcie w tak trudnym problemie!
Pokłada głęboka wiarę w mądrość i duchową dalekowzrocznosc Kurii, która wsze sprzyja wszelkie mu dziełu duchowej  odnowy  i zbliżeniu do Boga nawet najgorszych grzeszników!

W pewnej katolickiej rodzinie urodził się chłopiec. Zwyczajny taki, jak noworodek. Ochrzcili go, choć ryczał na cały kościół. Komunię przyjął w czasie własciwym. W podstawówce dziewczynki za włosy targał – jak to chłopak w tym wieku. Ministrantem do mszy słuzył w komeżce z oddaniem, a na religię po podstawówce co poniedziałek chodził do przykościelnej salki. Bo proboszcz ludzki był, fajny chłop, po czuprynie poczochrał, po policzku pogładził, czasem w nagrodę ucalował. Jak to ministranta przecież!

Nasz bohater bierzmował się, a później poczuł powołanie. Bo czasy były sprzyjające powołaniom. Proboszcz czuł do niego niejaką sympatię, poparł, pomógł. Tak z dobroci serca, nie z fizycznego pociągu przecież pomógł. Wałówkę nawet dał.

W Seminarium Duchownym jest ciężko. Studia na Polibudzie przy tym wysiadają. To pikuś. Dopiero tu nawiązują się prawdziwe, męskie przyjaźnie. Takie prawdziwe, życiowe. Prawdziwy przyjaciel zawsze pomoże, gdy inni zawodzą. Nikt inny Ciebie nie przytuli, gdy już nie dajesz rady, po wieczornej modlitwie. Kobiety nie są tu potrzebne, najważniejsza jest braterska więź. By dać radę, oby do wyświęcenia. Nie wszyscy wytrzymywali w celibacie, gdy kobiet brak. Nie każdemu wystarczała przyjacielska dłoń..

Pierwsza parafia, młody proboszcz, pełen wiary zachęca wiernych do czynnego uczestnictwa w życiu parafii. Ministranci służą do mszy, garną się, bo nowy proboszcz ludzki chłop. Normalny taki, po głowie pogłaszcze, cukiera da, czasem z radości ucałuje! To w końcu lata 70-te, okazujemy sobie nawzajem miłość!!

Pierwsza synektura. Może dziekan, może biskup diecezjalny. A może po prostu wymarzona praca na MISJI – gdzieś w odległej Dominikanie, gdzie Słowo Boże jest tak potrzebne. I ta samotność. Do kogo ma się przytulić misjonarz w godzinie zwątpienia? Przecież nie do żony, albo gosposi.. A człowiek do człowieka lgnie, gdy sam i samotny w obcym kraju, pocieszenia szuka. Czasem znajduje bratnią duszę. Albo drucha.

Cóż że tak jak był przytulany przez proboszcza, tak stara się dominikanskim chłopcom okazać uczucie? Cóż, że zaprasza ich do siebie, winem poi i karmi? Cóż, że pragnie by się choć trochę odwdzięczyli za tą dobroć bezinteresowną? Cóż, że to tylko penis i tylko usta. Męska laska to nic złego.. I nawet taka prawdziwa męska szorstka miłość, bo przecież penis w odbycie potrafi podobno dostarczyć niesamowitych doznań. Ze względu na drażnienie prostaty. Tak twierdzą seksuolodzy i księża.

Że ktoś nazwie go skurwysynem bez sumienia? Zasranym zaprzańcem odmawiającym przez dwa lata zeznań w ewidentnie udowodnionych gwałtach? Że ktoś powie, że skurwiel dopiero na widok dożywocia lub stryczka proponuje dla siebie karę 7 lat więzienia? Że zboczeniec NIE PRZYZNAJE SIĘ do zarzucanych czynów, ale żąda UGODY sądownej, bez słowa przeprosin?

Że kilkunastu chłopców ma nie tylko zniszczone życie emocjonalne, uczuciowe, że są na całe życie psychicznymi kastratami nie potrafiącymi mieć normalnego życia uczuciowego, ot tak, przez jednego zboczeńca, klechę na stanowisku? Że przez jakiegoś skurwiela na zawsze oddalili się od Boga i mają do niego wręcz fizyczny wstręt, taki że nawet nie są w stanie przyjmować  sakramentów? Że im się przyjmowanie komunii z robieniem laski do końca życia będzie kojarzyć?

Że ktoś powie, że dożywocie dla takiego zwyrodnialca to mało, a 7 lat więzienia to KPINA?

A ja powiem – to tylko katolik. Może nadstawi drugi policzek, jak nadstawi grypserze cwelowską dupę przez 7 lat w celi.

Niech mu z odbytu grypsujący zrobią Jesień Średniowiecza. Taką wypasioną. Aż w koncu po trzech latach codziennej zabawy z paroma kolesiami zwieracze odbytu przestaną trzymać. Aż będzie musiał pod celą siedzieć najbliżej kibla. I jak to cwel, spać na glebie, nawet nie na jaskóle.

Nie życzę mu źle.

Niech ma te swoje siedem lat we Wronkach. Chłopaki go naprostują.

Śmierdziątko do nieba

W tym roku w Poznaniu i Pabianicach  nie odbył się Finał WOŚP.

Oficjalnie, i zapewne formalnie, było to z powodu wiatru, który mógłby zdmuchnąć lokalne sceny kratownicowe. Albo jakieś nie zakotwiczalne „wozy Drzymały” na kółkach, które wynajęli lokalni organizatorzy, ot, by było taniej.

A może też z powodu „wiatrów” lokalnych radnych, jako że np. w Poznaniu zamiast na placu Mickiewicza dało by się upchnąć nawet do 15 tysięcy ludzi w hali ARENA. Ale plac jest za darmo, a za hale trzeba by zapłacić. A Poznań, miasto biedniutkie, nie płaci za bezeceństwa osób prywatnych, nawet jeśli pół budżetu zakupów sprzętu medycznego wielkopolskiej służby zdrowia opiera się na fundacji Owsiaka.

Na miejscu poznańskiego biskupa, wstydził bym się wyjść z twarzą odkrytą do ludzi, gdybym tak jak on, nie udostępnił osłoniętych przed wiatrem terenów Śródki i placu przed kościołem św.Małgorzaty na występy Orkiestry, w celu POMAGANIA sobie wzajemnie! Dla prawdziwego katolika, taka sprawa woła (jeśli nie śmierdzi) o pomstę do Nieba!

Lans, pani matko, LANS !

Inna sprawa. idę sobie w Pabianicach główną ulicą, pod SDH-em (takie centralne-centrum 80-tysięcznego miasteczka), naprzeciwko mnie idą dwie dziewczyny. Każda w białej koszulce WOŚP, w orkiestrowej czapce, w naklejkach, identyfikatorach i ze skarbonkami. Idą, mijają mnie i NIC!!! One nie proszą o żadne datki na Orkiestrę, one się po prostu „LANSUJĄ na mieście NA ORKIESTRĘ” ! Nastepna parka laseczek idzie – i też nic! A przecież na żula nie wyglądam…

Druga runda – wszedłem do Hypernowej (lokalne Centrum Handlowe), do tutejszej pizzerni by doczekać może chociaż „Światełka” – patrzę, siedzą przy stoliku cztery gracje-Patrycje, włos z prostownicy, tablety, płaszczyki firmówki. Obok leżą skarbonki Orkiestry – poklejone serduszkami, zero banderol, jednej to nawet dno ze skarbonki odpadło, bo pewnie źle podkleiła, wybierając utarg na pizzę i piwko. Lans i złodziejstwo w jednym.

Lasencje się po prostu już nie identyfikują z jakimś tam pomaganiem-śmaniem, zdychającymi dziećmi w szpitalach i tym fajnym społecznym zrywem, który nas napędzał do pomagania. One się po prostu lansują i zbierają na pizzę.

Myślę że formuła spontanicznego „zbierania kasy do pudełka”, po 20 latach, właśnie się przeżyła.
Być może wypuszczanie przez Owsiaka dzieciaków z terminalami płatniczymi zamiast skarbonek na monety jest ruchem w dobrym kierunku, ale IMHO, niewystarczającym. Myślę że jest potrzebny dedykowany odpis podatkowy „na Owsiaka”, taki sam, w konstrukcji prawnej, jaki jest od tego roku ustanowiony dodatkowo i skarbowo „na Kosciół”.

My to są od brania, a nie od dawania!

Tak sobie cicho myślę – że skoro w jeden tydzień taki Owsiak potrafi uzbierać (nawet jeśli kradnąc!) w te swoje tekturowe malowane skarbonki, aż 36 milionów złotych, to ile potrafi uzbierać byle ksiądz na tacę przez cały rok, zbierając tydzień-w-tydzień? ILE TO JEST, w skali kraju, rocznie? Mozemy tylko szacować przez porównanie.

A ilu proboszczów, i innych spasionych biskupów przeznacza owe zebrane datki na cele Wspólnoty Religijnej (formalnie NA TO są zbierane! A nie na hodowlę danieli pana biskupa w Gdańsku-Oliwie!), jak to ma powszechnie miejsce w Niemczech i we Francji, gdzie od lat otwiera się przy parafiach choćby DARMOWE parafialne przedszkola ???

A w Polsce? Jeszcze nigdy nie widziałem bezpłatnego przyparafialnego przedszkola, żłobka, nawet wózka inwalidzkiego od proboszcza, albo choćby sprzętu aparatu USG ufundowanego przez Caritas. Nie widziałem zakupu tomografu  czy Rezonansu Magnetycznego EMR, sfinansowanego przez lokalnego biskupa na rzecz szpitala wojewódzkiego.

O, tak panie biskupie, pozwij mnie proszę, rzuć we mnie kamieniem, mój policzek drugi Tobie nadstawię, odszczekam pod stołem i zjem swojego Bloga w kaszy, ale najpierw pokaż pan tą fakturę za zakup Rezonansu Magnetycznego (EMR) i akt darowizny na rzecz lokalnego szpitala! )

Księża i Caritas nawet jeśli cos finansuja, to tylko dofinansowują pijaczków z rodzin patologicznych tzw. „najbiedniejszych”, czyli finansują namnażanie się systemowo bezrobotnych. Bo takimi łatwiej rządzić.

A sprzęt kupiony za pieniądze Owsiaka pozwolił przeżyć mojej pięciomiesiecznej córeczce.

I za to temu debilowi w czerwonych gaciach, drącemu chrypiącego ryja w TV, udającemu nastolatka, po prostu DZIĘKUJĘ. Oby żył do końca świata i jeden dzień dłużej!


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa