Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z tagiem: orange

Motto: Na straganie, w dzień targowy, różne słyszy się rozmowy :)

Jest w Orange (d. TPSA) taka usługa jak Dobry Numer. Cos jak zegarynka, czy budzenie. kosztuje jakieś 3.5 zł za minutkę i jest dostępna głownie z tel. stacjonarnych – to taki sposób Orange, by ze starszych ludzi wyciągnąć dodatkową kasę za dzwonienie z telefonu, w którym ma się darmowe minuty. Nihil novi sub sole.
Jednak numer jest o tyle fajny, że działa jak „google dla staruszków” – można przez słuchawkę zapytać nie tylko o połączenia kolejowe i autobusowe, ale o wszelką informację miejską, o firmach, nr.tel., ale także o każdą informację, którą można znaleźć w google czy w innej Wikipedii!

Z „dziennikarskiego obowiązku” zainteresowało mnie, jak to działa od kuchni. A więc udałem się na mały rekonesans. Oczywiscie zatrudnienie poprzez agencję pracy (stawka 10zł/h i 3/4 etatu, ale dziewczyny z „913″ maja gorzej), która rekrutuje dla Podwykonawcy, świadczącemu usługi dla TPSA (pardą, Orange). Oczywiście w budynku, który zbudowała „Poczta-telegraf-Telefon” za wczesnego Gierka. Czyli standard w korpo – pracujsz na dwóch pośredników i pracodawcę.

First Luk? Dwie godziny nawijania makaronu propagandowego na uszy pt. jak to sie u nas wspaniale pracuje. Z obowiązkową prezentacją multimedialną w PowerPoincie, bo standard korporacyjny zobowiązuje.
Później pięć dni szkolenia.

Dzień Pierwszy – z tzw. kultury korporacyjnej – o tym, że nie zdrabniamy (proszę o chwilę cierpliwości, zamiast poczekaj pan chwileczkę), że „dziękujemy za cierpliwość” a nie „fajnie że pan poczekał” :) Uważam że ten dzień uwłaczał każdemu, kto skończył maturę (i osiagnął podstawowy stopień kultury osobistej i społecznej). Ale mi, jak się okazało później, taki tryb trochę przeszkadzał po kilku latach dość swobodnej rozmowy z własnymi Klientami – wymknęło mi się „na słuchawce”, że pociąg Regio to taki z krzesełkami-dupomęczkami. Dostałem upomnienie ustne od „dozorcy sali” (tim-lidera chyba), że nie trzymam korporacyjnych standardów i że kategorycznie, itd.

Dzień Drugi – Szkolenie z NBN. Czyli Nowej Bazy Numerów. Pamiętam Starą. Taką DOS-owską jeszcze, wykradzioną z TPSA i sprzedawaną na CD na giełdzie komputerowej. Poszło mi tego ponad 500szt :-) Miała taki bajer, że pokazywała także numer mieskania! A w czasach gdy 99% ludzi miało tel stacjonarny – to było bezcenne… Dziś NBN pozwala wyszukać także po nr lokalu, ale tej informacji nie wolno podawać :) Generalnie niczego nie wolno PODAWAĆ, często nawet potwierdzić np., czy pani Agnieszka Franczyk mieszka Przy Piłsudskiego. Można podać sześć numerów do A. Franczyk, w tym tej z Piłsudskiego. A czas się nawija, 3.5 zł/min… Ale cóż, Ustawa o danych osobowych obowiazuje. Nie obowiazuje tylko w Książce telefonicznej, papierowej, bo tam potwierdzę natychmiast takie zamieszkanie. Kultura korpo Uber alles.

Dzień trzeci – googlologia, czyli wyszukiwanie w Necie. Elementarne podstawy, to strony wyszukiwań które MUSISZ mieć otwarte. Hafas (stara, szybka wersja rozklad-pkp.pl) – tu warto otwierać kazde nowe zapytanie przez CTRL+D bo Klient często wraca do porównania z poprzednim zapytaniem a ostatnie Tobie znika.. E-podróżnik (wymaga uruchomionej sesji googla co pół godziny i wyglada jak praca zaliczeniowa z Javy drugorocznego „studenta” Cossinusa – i tak samo działa), jednak fajnie podaje wszelką komunikację autobusową do najmniejszych pipidówek
Dalej – GUS – stronka podaje wszelkie regony, nipy, pkd i ekd, adresy, wpisy.. po taką informację często dzwonią windykatorzy, którym się nie chce szukać dłużników, a telefon wliczają w koszty. Plaga poranna :-)
Z plag wieczornych są dyżury.pl, czy inne lekarze.pl – w oko szkło dziecku odprysnęło i „panie, gdzie w Bytomiu jest dyżur okulistyczny”? Tu akurat miło pomagać! Albo – Chciałam do reumatologa w Bytomiu na Kurnnickiej, jaki tam telefon? (tu można przez NBN: przychodnie/bytom/kurnicka, albo przez google, ale wtedy nalezy podać: „brak informacji w naszej bazie, podaje informację z internetu”)
Jest jeszcze zapytanie o kod pocztowy/ulicę – tu musisz znać jakąś pocztapolska.pl, czy coś podobnego, ładna i szybka wyszukiwarka typu: miasto / dzielnica / kod / ulica.

Trzeba oczywiście mieć wykute na pamięć tak trywialne i popularne informacje, jak: opłata kolejowa za psa w PR/IC, zniżka na dziecko szkolne/przedszkolne, promocja biletowa dla emerytów w IC, nr na budzenie, studencki miesięczny w PR… Reszta wychodzi na Egzaminie :D Jak np. to, że do Ustki w środy nie jeździ żaden pociąg, a wszyscy się na tym wykładają i podają ten czwartkowy :)

Dwa kolejne dni „szkolenia” to praca już na słuchawce, na żywca z Klientem („dozorca sali” na nasłuchu: oj panie Krzysztofie, idzie panu poniżej średniej).
Sala jest fajna, taka Ptaszarnia, a raczej Kurnik. Open-spejs znaczy. Na ok. 180 otwartych klatek. Boxów znaczy. Sufit wisi nad głową na 2.2 m, podparty filarami. Na filarach są namalowane ptaszki :) Takie stylizowane na „z flamastra” – te ptaszki mnie urzekły – są na prawdę fajnym akcentem nie tylko w Kurniku, ale w całym budynku tworzą sympatyczny lajfmotyw – a to w pokoju dla matki z dzieckiem karmią pisklęta, a to na parterze są pingwinami i wołają „w górę!”, a to odpoczywają nad kanapą w pokoju odpoczynkowym, a to wrzucają łapkami plastikowe butelki do kubłów na plastikowe butelki… Miłe to i tworzy sympatyczny look.

A z fajniejszych zapytań na słuchawce?

Dzwoni Babcia: Jak się dodzwonic do DUDA-pomocy (prawnej)? Ot zagadka, bo to „cós” przeprowadzało się ze cztery razy, a na ostatniej lokacji podawało tylko adres, BEZ telefonu. W końcu wpadam na to że ministrant Maliniak jest teraz prezydentem i zagladam na prezydent.pl (czy cos w podobie). Trafiony. Zatopiony.

Dzwoni Biznesmen: prosi o telefony wszystkich sex-schopów w Polsce. Wsystkich! Wchodzi z nowym Produktem na rynek i potrzebuje do marketingu :) Nawet całkiem szeroko opowiada koleżance o Produkcie, a ona w tym czasie się czerwieni malowniczo, a Biznesmen w tzw. miedzyczasie notuje numery. Ze dwie setki numerów. Ponad godzinę tak wisi, 3.5 zł za min. promocja kosztuje :)

Dzwonią też wszelkiej maści windykatorzy, komornicy i podobne sępy, w celu ustalenia np. siedziby firmy dłuznika, lub miejsca obecnego zamieszkania Misia.. Wiec szukamy dla nich po Googlu, po Fejsie, po forach, z jakiego miasta ma nieostrożny delikwent fotki i notki. Czuję się jak detektyw za 3.5 zł za min. :P

Są też Klienci-Legendy :-)

Dzwoni np. „EMPIK” (z miasta na 51) i zawsze na początku pyta o numer do Empik-u w swoim mieście. Jeśli trafi na słuchawce na mężczyznę, prosi o przełaczenie na informację kolejową. I tak dalej, do skutku, aż trafi na kobietę, wtedy bajeruje przez pół godzinki. 3.5 zł za minutę, ale kto mu zabroni? :-) Empik dzwoni codziennie, tylko po boxach ludzie do siebie mrugają, że Empik juz jest :)

Dzwoni też „TANGO”. On też ma chyzia co go gryzia, i jeśli trafi na kobietę na słuchawce, pyta o tanga argentyńskie. O tytuły, wykonawców, płytografię, filmy… Ma też ulubiony tytuł i pyta, gdzie mozna osobiście kupić ten utwór na płycie CD. prawidłowa odpowiedź – najbliżej w Berlinie :)

„słuchawka” która mnie szkoliła juz na słuchawce, w pracy z klientem, zatrudniona od 18 miesięcy, własnie dostała awans. Z Młodszej Słuchawki na Słuchawke Wyszkoloną. i oczywiście ani 10 gr. na godzine podwyzki :) A zapierdziela jak mały perszing, aż babcie nie nadążają notować… :-)

Słowem, ciekawa przygoda dla studenta obkumanego w Google, za 9 zł na rękę za godzinę, na max. 3/4 etatu.
Witaj kariero w korporacji :)

disclaimer: we wpisie nie zostały ujawnione żadne informacje zastrzeżone w podpisanej przeze mnie „klauzuli poufnosci”. Przeanalizowałem ja z moim radcą prawnym :)

„Zbieramy zakrętki od butelek dla chorego Pawełka!” – któż z nas nie zbierał zakrętek dla jakiegoś Pawełka? Dziecko do szkoły nosiło wory zakrętek, w spożywczakach były pudła na zakrętki i błagalne plakaty… Pomóż, miej serce, Twoja zakrętka ratuje życie! :P:P

Oczywiście żadna zakrętka nigdy nikomu życia nie uratowała (a killer udusił współwięźnia taką od solniczki), ale liczy się APEL do serc Polaków! Im bardziej letalna wada – jakiś zespół Edwardsa, śmiertelny do 3 roku nie-życia dziecka, tym lepiej! To Polaków chwyta za serce, powoduje że chcą być dobrzy, miłosierni, pomóc dziecku które i tak nie ma szans przeżycia..!

NIE, oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie zbierał datków na fundację sponsorującą prenatalne badania genetyczne, np. aminopunkcje – badań nienarodzonych płodów na trisomie letalne, albo wysokoupośledzajace – bo to na głowę (a raczej na brzuch) ok. tysiąc złociszy, a jeśli się okaże że dziecko ma nieuleczalną wadę genetyczną i nie dożyje roku? Który lekarz prowadzący podejmie się terminacji ciąży? Prościej zbierać zakrętki i pomagać tym, którzy i tak nie maja żadnych szans.

Znaleźli się oczywiście CYNICZNI i PERFIDNI pseudosponsorzy, sugerujący, że jeśli zbierzemy miliard nakrętek, to raczą kupić zdechlakowi respirator, wózek inwalidzki, czy inne zbędne badziewie, które po śmierci dziecięcia i tak trafi na Allegro. Zastanawiam się tylko, dlaczego taki Sponsor musi kazać nam zbierać jakieś głupie zakrętki, zamiast po prostu kupić ten respirator, który i tak odliczy sobie od podatku? Czy nie jest to robienie sobie taniego PiaRu, tworzenie tanim kosztem jakiegoś pseudopozytywnego wizerunku „firmy przyjaznej zdechlakom”?

W jeszcze większe skur*ysyństwo brnie PAH (Polska Akcja Humanitarna), która wymyśliła sobie z WP.PL, że za każde zalogowanie się na WP (sic!!!) portal płaci pół grosza na studnie w jakimś Zambezi. Czy inną odbudowę lepianek w slumsach w Nepalu. Dlaczego WP.PL – portal należący do międzynarodowego, potężnego koncernu ORANGE (dawna Tepsa) nie może po prostu zrobić zwykłego przelewu na budowę paru studni, bezpośrednio na konta tych kopaczy studni w Zambezi, albo przelać drobnej dla koncernu kwoty na zrobienie kilkuset pustaków na odbudowę jakiejś szkoły,  zamiast płacić pół grosza za zalogowanie się???

Być może dlatego, że pod przykrywką akcji humanitarnej jest to zwykła chamska reklama portalu WP? A może chodzi o to, by pani Ochojska co miesiąc latała sobie do Afryki się fotografować z murzyniątkami, za pieniądze za które można wykopać ze setkę studni miesięcznie?

To jest CHORE! Pamiętam, dobre 25 lat temu, kiedy byłem młodym Punkowcem, pomagaliśmy Tybetańczykom (Tybet Chiny zaanektowały jak Rosja Krym) – robiłem punkowe naszywki, a dochód z ich sprzedaży wpłacałem BEZPOŚREDNIO do organizacji pomocowej w Tybecie

Dlaczego więc mam zbierać te pieprzone zakrętki od butelek, albo inne logowania na WP,  jeśli „sponsor” i tak ma zamiar zapłacić? Nie zauważyłeś, że właśnie zrobili z Ciebie małpę na sznurku?


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa