W pewnej katolickiej rodzinie urodził się chłopiec. Zwyczajny taki, jak noworodek. Ochrzcili go, choć ryczał na cały kościół. Komunię przyjął w czasie własciwym. W podstawówce dziewczynki za włosy targał – jak to chłopak w tym wieku. Ministrantem do mszy słuzył w komeżce z oddaniem, a na religię po podstawówce co poniedziałek chodził do przykościelnej salki. Bo proboszcz ludzki był, fajny chłop, po czuprynie poczochrał, po policzku pogładził, czasem w nagrodę ucalował. Jak to ministranta przecież!

Nasz bohater bierzmował się, a później poczuł powołanie. Bo czasy były sprzyjające powołaniom. Proboszcz czuł do niego niejaką sympatię, poparł, pomógł. Tak z dobroci serca, nie z fizycznego pociągu przecież pomógł. Wałówkę nawet dał.

W Seminarium Duchownym jest ciężko. Studia na Polibudzie przy tym wysiadają. To pikuś. Dopiero tu nawiązują się prawdziwe, męskie przyjaźnie. Takie prawdziwe, życiowe. Prawdziwy przyjaciel zawsze pomoże, gdy inni zawodzą. Nikt inny Ciebie nie przytuli, gdy już nie dajesz rady, po wieczornej modlitwie. Kobiety nie są tu potrzebne, najważniejsza jest braterska więź. By dać radę, oby do wyświęcenia. Nie wszyscy wytrzymywali w celibacie, gdy kobiet brak. Nie każdemu wystarczała przyjacielska dłoń..

Pierwsza parafia, młody proboszcz, pełen wiary zachęca wiernych do czynnego uczestnictwa w życiu parafii. Ministranci służą do mszy, garną się, bo nowy proboszcz ludzki chłop. Normalny taki, po głowie pogłaszcze, cukiera da, czasem z radości ucałuje! To w końcu lata 70-te, okazujemy sobie nawzajem miłość!!

Pierwsza synektura. Może dziekan, może biskup diecezjalny. A może po prostu wymarzona praca na MISJI – gdzieś w odległej Dominikanie, gdzie Słowo Boże jest tak potrzebne. I ta samotność. Do kogo ma się przytulić misjonarz w godzinie zwątpienia? Przecież nie do żony, albo gosposi.. A człowiek do człowieka lgnie, gdy sam i samotny w obcym kraju, pocieszenia szuka. Czasem znajduje bratnią duszę. Albo drucha.

Cóż że tak jak był przytulany przez proboszcza, tak stara się dominikanskim chłopcom okazać uczucie? Cóż, że zaprasza ich do siebie, winem poi i karmi? Cóż, że pragnie by się choć trochę odwdzięczyli za tą dobroć bezinteresowną? Cóż, że to tylko penis i tylko usta. Męska laska to nic złego.. I nawet taka prawdziwa męska szorstka miłość, bo przecież penis w odbycie potrafi podobno dostarczyć niesamowitych doznań. Ze względu na drażnienie prostaty. Tak twierdzą seksuolodzy i księża.

Że ktoś nazwie go skurwysynem bez sumienia? Zasranym zaprzańcem odmawiającym przez dwa lata zeznań w ewidentnie udowodnionych gwałtach? Że ktoś powie, że skurwiel dopiero na widok dożywocia lub stryczka proponuje dla siebie karę 7 lat więzienia? Że zboczeniec NIE PRZYZNAJE SIĘ do zarzucanych czynów, ale żąda UGODY sądownej, bez słowa przeprosin?

Że kilkunastu chłopców ma nie tylko zniszczone życie emocjonalne, uczuciowe, że są na całe życie psychicznymi kastratami nie potrafiącymi mieć normalnego życia uczuciowego, ot tak, przez jednego zboczeńca, klechę na stanowisku? Że przez jakiegoś skurwiela na zawsze oddalili się od Boga i mają do niego wręcz fizyczny wstręt, taki że nawet nie są w stanie przyjmować  sakramentów? Że im się przyjmowanie komunii z robieniem laski do końca życia będzie kojarzyć?

Że ktoś powie, że dożywocie dla takiego zwyrodnialca to mało, a 7 lat więzienia to KPINA?

A ja powiem – to tylko katolik. Może nadstawi drugi policzek, jak nadstawi grypserze cwelowską dupę przez 7 lat w celi.

Niech mu z odbytu grypsujący zrobią Jesień Średniowiecza. Taką wypasioną. Aż w koncu po trzech latach codziennej zabawy z paroma kolesiami zwieracze odbytu przestaną trzymać. Aż będzie musiał pod celą siedzieć najbliżej kibla. I jak to cwel, spać na glebie, nawet nie na jaskóle.

Nie życzę mu źle.

Niech ma te swoje siedem lat we Wronkach. Chłopaki go naprostują.