Sciemniacz !!

Blog polityczno - społeczno - oniryczny

Wpisy z tagiem: wspomnienie

Tej barwy światła nie idzie pomylić z żadną inną.

Jest troszeczkę podobna do barwy „złotej godziny”, tej pory dnia, kiedy proffesionalnym fotografom zdjęcia wychodzą najpiekniej.. Acha, światło nie posiada koloru. Ma barwę. fizycy nawet oznaczają ja jako „temperaturę barwową”. W co lepszych monitorach komputerowych można ją nawet ustawić. z 6500K (taka słoneczna, lipcowa), na 7000K takiej zimnej, styczniowej.

Ale ja nie o tym. Ja o tym chciałem, że już jedno zaćmienie widziałem. Na Węgrzech, w 1999 roku. Wybraliśmy się wtedy akurat weekend był) tak na wariata nad Balaton, bo tam dawali prawdziwe Zaćmienie. Hondzią Pierwszą pojechalim, z Dodo i Xinth. Znaczy, z koleżanką i Dziewczyną. A wróciliśmy odwrotnie. Ale to już zupełnie inna historia, jak mawiał Monthy Python.

A Zaćmienie było piękne tego roku :D Najpierw zrobiła się Złota Godzina.. Światło było jednocześnie szare i złote. Niesamowite. Ten sam efekt mieliście dziś nawet w centralnej Polsce. Ale kto dostrzega, jak się zmieniają kolory? Jaki odcień ma wtedy biel? Że żarowiste farby przestają „żarówieć”?? To można zobaczyć okiem bystrym, ale nieuzbrojonym.

Okiem uzbrojonym w chociażby rozebraną dyskietkę 3.5 cala (no miałem taką, z instalką Windows 3.11 :) można dostrzec jak Słońce SIĘ UŚMIECHA :) Kto widział, ten wie o co chodzi :D Do mnie uśmiechnęło się ok. 11″. A póżniej poszedłem po dukumenty do Skarbówki i już nie było mi tak do śmiechu. Ale to „another story” :-)

Przez tą rozebraną dyskietkę patrzyłem sobie na ulicy. Obok przystanęła jakaś kobieta, na oko 70+. Miała jakieś ciemne okulary, chciała sobie na uśmiechnięte Słonce popatrzeć, ale ją raziło. To dałem jej pół dyskietki. Nie każdemu się udaje zobaczyć to DWA RAZY w życiu. Bo Pani, jak się zgadałem, oglądała to Słonce usmiechnięte przez zakopconą szybkę w 1954 roku! :)

Ale PEŁNE to inna przygoda.. No słowem na tych Węgrzech zaćmiło się najpierw tak jak u nas dziś, i takie „półzaćmienie” wisiało sobie na niebie tak przez godzinę. A później? Póżniej zaczęła się jazda! Zaparkowaliśmy na wysokiej skarpie nad Balatonem („węgierskoje morije”). I najpierw zaczęły latać komary. W środku dnia. Póżniej rozśpiewały sie ptaki, które drą dzioby na sam wieczór. Tuż za chwilę światło zrobiło się takie, jak świeci ze starych chińskich halogenów na tanich wystawach sklepowych – czarne.

I nastała  CIEMNOŚĆ. I nastała CISZA. Ta cisza była najbardziej niesamowita… Umilkły ptaki, umilkli ludzie, każdy po prostu chłonął tą niepowtarzalną w życiu chwilę… W ciszy.

I tylko cały brzeg jeziora Balaton zaczął błyszczeć, błyskać i rozświetlać się! Bo wszyscy zaczęli robić zdjęcia słońcu, którego nie było. A że 99% ludzi wtedy miało cyfrowe-idioten-kamery ustawione w trybie „auto”, to owe kamery usiłowały w ciemności błyskiem rozświetlić brak Słońca… (efektem było pewnie zdjęcie rozświetlonych krzaków i ludzi.

Zamiast tzw. DIAMENTU.

zacmienie-z-diamentem

 

Czym jest ów unikalny, nieuchwytny „diament”? Klejnotem ze światła, gdy przesłonięte Księżycem Słońce, podczas całkowitego zaćmienia jest złotą obrączką, a przez kilkanaście sekund (raz na stulecie) tuż nad obrączką ukazuje się błysk – srebrny błysk, diament zrobiony z prawie czystego ultrafioletu oprawiony w ciepłe złoto zaćmionego Słońca

 

A na koniec oczywiście dow-cip polityczny:

- Dlaczego w Polsce było tylko częściowe zaćmienie Słońca?

- Bo państwo działa tylko teoretycznie. I to oczywiście wina Tuska!

Nasi najblizsi ktorzy odeszli, odeszli.
Jesli po drugiej stronie nic niema, oprocz ciemnosci, nie istnieja. I maja nas w dupie.
Jesli przeszli ascndencje (znaczy, dusza ich sie juz nie dusi w ciele), sa wolnymi, szczesliwymi duszami, to fajnie.

Ale tak czy owak, MAJA W DUPIE to cale szorowanie grobow domestosem, przykrywanie ich folia remontowa przylepiana tasma malarska (sic!), kupowanie kwiatow i zniczy – przez jednych – najbardziej wypasionych i drogich, przez drugich – najtanszych w markecie, ale za to ile ich wystawie! Wiecej niz sasiad! :)

Zmarli maja w dupie te swoje wypasione, poszorowane i zalaminowane pomniki, genetycznie pedzane w Chinach chryzantemy, wieksze od glowy Twojego dziecka (ale na strasznie cienkich lodygach), plastikowe znicze po 45zl sztuka (68cm w obwodzie) albo kiczowate lampki z Tesco – nie z woskiem, a ŁOJEM kostnym (wyciskanym z kosci padłego bydła).

Ten caly blichtr jest tylko dla nas, zywych.

Czesto wydaje nam sie, ze PAMIEC o zmarlych jest tym wieksza, wiarygodniejsza, trwalsza, im wiecej na nią wydamy i im wiecej sie naszorujemy kamieni tego jednego dnia w roku. A pozniej zapalimy te łojowe wklady z odpadow wyzszych frakcji alkoholi (wosk jest 10x drozszy!), postoimy nad kamieniem, udajac ze odklepujemy 3x "wieczny odpoczynek", nawet nie zastanawiajac sie nad tym co ten klepany text ze soba niesie… Nad tym co chcemy powiedziec naszym bliskim..

Nie wspomnimy stojac nad kawalkiem granitu tego, jacy byli za zycia, Babcia, Ojciec, Brat.
Nie ozywimy ich we wspomnieniach, nie zobaczymy okiem wyobrażni, jak babcia mowila do Ciebie "moj złoty kasztanku" czesząc kota, ani jak wygrałeś z Ojcem wyścig w biegu pod górkę w Jastrzębiej Górze.

Bedziemy za to patrzec na boki – kto przyszedl, z kim chodzi, jak sie ubral i ile wywalił kasy na wystroj swojego kawalka granitu.

Pojdziemy do chaty, moze nawet zjemy obiad z przyjezdna ciotka nie widziana od roku, popijemy, moze opowiemy jak nam dobrze idzie w Szkocji czy innej Kopen-Hadze.

Zmarli pozostana juz w swoich granitowych jesionkach, do przyszlego roku…


  • RSS
  • Facebook
  • Nasza Klasa